Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wakacje pod palmami

<< < (4/37) > >>

Lucas Paladin:
Lucas słysząc wypowiedź Evening dał jej znać gestem, żeby oddalili się od reszty konnych. Jego odpowiedź była przeznaczona wyłącznie dla jej uszu. Byli przyjaciółmi i mieli prawo do rozmowy w 4 oczy. Gdy już ich sylwetki przesunęły się na przód Lucas uśmiechnął się do anielicy najlepiej jak tylko potrafił i powiedział:
- ÂŚwietnie sobie poradziłaś. - i mówił to z pełnym przekonaniem. Bractwo nie upadło po odejsciu jego i Funerisa tylko i wyłącznie dzięki poświęceniu Evening. Brakowało mu jej. Tego promiennego uśmiechu, ciepłego głosu i ogromu troski jaką cechowała się Panna Antarii. Była prawdziwym rycerzem.
- Eve, wielu mężów na Twoim miejscu nie udźwignęłoby tego ogromnego ciężaru. Jesteś prawdziwym darem od Zartata. Dziękuję mu, że Cię mamy. - Lucas spojrzał w oczy Evening. Były piękne, pełne ciepła. Wyjątkowe. Chciał ją pogładzić po twarzy, ale nie dał tego po sobie poznać.

Nawaar:
- Wojna, wojną lecz zło zawsze pokaże swój łeb w najmniej odpowiednim momencie. Trzeba być czujnym i mieć na wszystko baczenie. Wtórował za rozmówcami jadąc sobie na wierzchowcu sielankowe momenty minęły i nastał czas na rozmowę w sumie dobrze, że odezwała się panienka jakoś brodaczowi głupio było się wychylać z gadką nawet na tematy o dupie Maryni w takich wszak był mistrzem taki zabawowy krasnolud to był a zwłaszcza humor mu dopisywał kiedy mógł sobie wypić! Jednak gdy przychodziło do poważnych zagadnień umiał się zachować jak trzeba i sprawę innych przełożyć ponad swoją. Kiellon chciał się napić wódki w takich momentach byłaby nieoceniona, ale mniejsza z tym postanowił jeszcze coś powiedzieć.
- Można powiedzieć, że panienka planuje powrót do korzeni zalążka tej organizacji. Ja osobiście nie miałbym problemów z zabiciem jeszcze paru demonów, ale te okrutne czasy już minęły i dobrze!
Uśmiechnął się nieznacznie w kierunku anielicy.

Evening Antarii:
-Lucas, mimo wszystko bardzo chciałabym odpocząć od spraw organizacji- westchnęła bezgłośnie, gdyż wiedziała, że to niemożliwe przynajmniej na razie. -Mam nadzieję, że sprawa w Afes to jakaś błahostka, przynajmniej w podróży nie będę musiała myśleć o raportach, dokumentach, sprawozdaniach, przyjmowaniu rekrutów, kupowaniem sprzętu, księgowaniem zysków... Ehh. Bethrezen będzie miał trochę więcej pracy. Na szczęście Marduke przejął dużo moich obowiązków. Bez niego nie dałabym rady w ogóle- uśmiechnęła się choć trochę na myśl o swoim "pomocniku", zastępcy, który naprawdę dobrze wywiązywał się z obowiązków. -Jest bardzo sumienny, a czasem to aż się rwie do pomagania!- zaśmiała się. -Cieszę się, że właśnie ty dostrzegasz to, że się staram. Wiesz... Nie wszyscy szanują mnie za to, jak doszłam do tego, co mam...- miała nadzieję, że Lucas zrozumie aluzję.
Anielica dostrzegła przyjazny wzrok mściciela. Od razu zrobiło jej się lepiej na duszy. Może potrzebowała odrobiny docenienia z czyjejś strony? Cóż, nawet będąc jedną z potężniejszych istot i sług Zartata, Eve potrzebowała nieco wsparcia. Jako kobieta po prostu potrzebowała potwierdzenia tego, że to co robi, ma sens. Być może wojna nieco ją przerosła, a piętno zdrajczyni można było zwalczyć tylko chwalebną walką, choć i to pewnie nie wystarczyło.

-Powrót do korzeni?- zainteresowała się słowami krasnoluda. -Tak jak było za czasów twego ojca? Opowiesz coć więcej, jak wtedy było? Czy nie utrzymywałeś z nim dobrych kontaktów?

Nawaar:
Nagle rozmowa zbiegła na inne tory i to krasnolud został zaczepiony musiał z tego wybrnąć jakoś, ale cóż dobrze, iż Lucas był znający stare dzieje za czasów jego ojca w razie czego będzie mógł rozwiać ewentualne wątpliwości zatracone przez pamięć brodacza.
- Ojcem utrzymywałem dość dobre stosunki razem nie jedną flaszkę obaliliśmy huehuehue. Dopiero bractwo go zmieniło. 
Zaśmiał się rubasznie na te wspominki były dość miłe nawet mu się łezka w oku pojawiła, ale mówił dalej.
- Pamiętam jedną historię gdzie ojciec wraz z Lucasem oraz Gornem mięli za zadanie rozwikłać zagadkę zaginięcia niewiast oraz ich narzeczonych. Wszystko wyglądało banalnie i takie przyziemne a się okazało zgoła coś odmiennego za wszystkim stali okultyści na usługach demonów dość pokręcone to było, ale wtedy bohaterowie zakończyli to szaleństwo jednak ludzie we wsi nie bardzo ich pokochali. Opieszałość była dość poważna w działaniach. Lucas chyba się nie mylę, nie? Zapytał mściciela jednego z potężniejszych członków całej wyprawy, który był wtedy na miejscu i mógł lepiej to opowiedzieć następnie powrócił do dalszej rozmowy z anielicą.
- Dlatego musimy zacząć działać sprawniej a przede wszystkim szybciej myśleć a wiem, że to nie jest mocną cechą przynajmniej u mnie. Ja wolę działać zwłaszcza jak widzę kogoś w potrzebie.
Powiedział co myślał a siebie znał chyba najlepiej ze wszystkich tutaj choć wyglądało to jakby sam siebie skarcił, ale wiedział, że postąpił słusznie mówiąc o swojej słabości nie jedynej z resztą.

Lucas Paladin:
Lucas kiwnął głową na znak, że rozumie. Fakt, obciążenia wynikające z pracy Wielkiego Kanclerza i Marszałka są ogromne. Dlatego rycerz tym bardziej podziwiał Evening za to, że poradziła sobie z tak ogromnym bagażem doświadczeń. Cieszył, że się, że Marduke ją odciążył. Bycie Aniołem to również powazny obowiązek, często wykraczający poza rozum śmiertelników. Lucas to rozumiał.
- Doszłaś do tego co masz ciężką pracą. Zartat to widzi, Eve. Nie pozostanie Ci dłużny. A ludzie, sama wiesz najlepiej jacy są. Przyspieszmy, czas nagli. - Lucas starał się popędzić wesołą gromadkę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej