Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wakacje pod palmami

<< < (34/37) > >>

Evening Antarii:
Kiellon i Marduke

Karczmarz tylko pogardliwie prychnął i obdarzył rycerzy wzrokiem, jakby planował zgwałcić matki, siostry i kochanki ich obu. Można sobie tylko wyobrażać jak okropne było to spojrzenie! Mężczyzna rzucił nerwowo szmatą o podłogę i poszedł na zaplecze. Panienka siedząca na zewnątrz wraz ze starszym mężczyzną odprowadziła ich zdziwionym wzrokiem.
Kiel i Marduke mieli zaś okazję  podziwiać piękny zachód słońca nad oceanem. Teraz było tu naprawdę pięknie, pomimo wszystko. Piękny krajobraz burzyła jednak ciemna mgła unosząca się gdzieś daleko nad oceanem. Było to jakby zgromadzenie ciemnych chmur w pewnym punkcie nad wodą.

Marduk Draven:
Draven ledwo się obejrzał na zachód słońca. Nie lubił się interesować tak trywialnymi sprawami. Zamiast więc go podziwiać, szybkim krokiem ruszył, kierując się do siedziby bractwa. Kiszki postanowiły zagrać mu marsza, co sprawiło, że miał dobrą motywację do powrotu, oprócz zamknięcia lokalu z którego wyszedł.

Nawaar:
Krasnolud wychodząc z karczmy zrozumiał, że człowiek chce mieć jeszcze bardziej przesrane w życiu, ale cóż mógł na to poradzić poza wzruszeniem ramionami. Brodacz ruszył za towarzyszem wspólnie, kierowali się do siedziby bractwa, bo mięli dużo roboty i tematów do obgadania. Właściwie spojrzał na zachodzące słońce, ale przelotnie te historie miłosne nim spowodowane jakoś nie interesowały go osobiście. Kiellona raczej przykuła ta dziwna mgła, lecz będąc już raz na morzu uznał ją za najzwyklejszy sztorm, więc szedł obojętnie dalej, skupiając swoje myśli na zadaniu. 

Evening Antarii:
Wszyscy

Po półgodzinnym spacerze po promenadzie, mając po jednej stronie falujący spokojnie ocean, a po drugiej kramy, sklepiki i hotele, a później wspinając się na wzgórze, na którym stała stwierdza Bractwa, Kiel i Marduke dotarli do Saint-Eatinne.
Mgła nad wodą rzeczywiście mogła wyglądać jak sztorm czy zwyczajne nagromadzenie chmur deszczowych, a tutaj, w tak ciepłym i wilgotnym klimacie, rzeczywiście możliwe były takie dziwne anomalie pogodowe, które w okolicach portu w Atusel zwyczajnie nie występowały.
W tym samym czasie do siedziby Bractwa udało się dotrzeć Gornowi i Evening, którzy spoceni, za to z pewnymi książkowymi zdobyczami z Aerilonu, wyłonili się w pewnym miejscu z dżungli. Eve wyglądała na poirytowaną komarami i innymi insektami; wyglądała chyba najgorzej w całym swoim życiu i nie chciała, aby towarzysze z jej podróży oglądali ją w takim stanie. Może docenią za to jej trud! Oby.

W twierdzy panował miły dla oka i ucha ruch. Rycerze ćwiczyli się w technikach walki. Wieczór był odpowiednią porą na ćwiczenia. Chłodna bryza, brak palącego słońca. Na dodatek na trybunach siedziały jakieś piękne dziewczęta, niektóre nawet całkiem zacnie wystrojone w suknie i gorsety, ich głowy zdobiły zaś okazałe kapelusze.
Stajenni zajęli się końmi anielicy i przyszłego paladyna. W głównym holu spotkała się teraz cała drużyna. Prócz Lucasa, który bardzo cierpiał w swoim pokoju na biegunkę tropikalną. Bardzo przykrą i gwałtowną. Takie uroki południa Valfden.
-Też macie wrażenie, że Saint-Eatinne to nie do końca taki raj, jakim widzą go turyści? My z Gornem byliśmy w  Aerilonie i znaleźliśmy coś bardzo ciekawego... Ale powiedzcie najpierw, macie jakieś informacje i poszlaki?- zainteresowała się Evening.

Marduk Draven:
Marszałek bractwa uśmiechnął się, widząc swoich towarzyszy, no i ich "zbiory". Wyglądało to tak, jakby zrobili sobie wycieczkę do bardzo dalekiej biblioteki. Evening wyglądała tak, jakby była ostatnią wieczerzą boga komarów i jego dwunastu uczniów. Ciekawe czy jeden z nich zdradził mistrza....
Draven wyrwał się z rozmyślań na temat tej dygresji. Szefowa przemówiła, nadszedł czas by się skupić.
- Cóż, na ulotkach zawsze wychodzi lepiej. - zażartował. - Eve, czy mi się zdaje, czy setki komarów nagle się w Tobie zakochały?- zaśmiał się, by po chwili spoważnieć.-Ciała du Campa nawet nie znaleziono. A Kiellon, Kiellon dostał jakiejś dziwnej wizji od wieszczki. Młody du Camp spotykał się z jakąś niewiastą imieniem Emilia. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybyśmy nie przeczytali ich listów. W dużej części listów, pisała z Atusel, gdzie wysłał ją jej "Mistrz".- zaakcentował ostatnie słowa, imitując przy tym cudzysłów palcami. Zebrał myśli.- Była członkinią jakiejś sekty, skupiającej ateistów, lub antyteistów, przy tym oddanej magii. Próbowała przekonać do swej racji du Campa.- zapauzował i przypomniał sobie dalszą część zdarzeń.- Następnie udaliśmy się na cmentarz. Organy były wyciągane z ciał raczej przypadkowo. Chociaż wielki naukowiec stracił mózg, co jest dla mnie podejrzane. Kazałem de Nodierowi zostawić tam incognito kilku ludzi.- znów zebrał myśli.- W Róży jakiejś tam, nie pamiętam jakiej - takiej restauracji, w której nasz biedny rycerz i jego kochanka się spotykali, nie dowiedzieliśmy się nic. Budynek ma więcej niż jedno piętro, ale w środku nie ma nawet schodów. A właściciel? Opryskliwy gbur. Nie chciał mówić po dobroci, gdy byłem miły...- przerwał i wyszczerzył się w uwodzicielskim uśmiechu.- A wiecie, że potrafię być miły, gdy mi się chce. Wracając do tematu, nawet gdy przedstawiliśmy mu zarzuty o współudział, na podstawie tego, że ukrywa informacje na temat podejrzanej o morderstwo, był twardy. Każę de Nodierowi zamknąć tę dziurę.- podsumował.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej