Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Gorn Valfranden:
Paladyn lekko smagnął konia lejcami i ruszył razem z innymi w świat. Trzymał się na samym końcu gdyż skupiał się na zastanawianiu się i analizowaniu wszystkich informacji jakie ma. Skomentował te całą drakę w myślach Będzie się działo. Szczególnie niepokoi mnie ten zabity paladyn i te światła w opuszczonym zamku. Czyżby te sprawy były powiązane? złodziej organów może je wykradać do eksperymentów. Zamek wybrał sobie za kryjówkę? a Paladyn mógł się o tym dowiedzieć i dlatego go zabito? możliwe. Zobaczę czego się dowiem na miejscu. Wojownik po tych przemyśleniach rozejrzał się po okolicy. Było pięknie i słonecznie. Ptaki latały, ludzie podróżowali. Istna sielanka, ale zbyt wielki gorąc w walce jest przeszkadzający. Na razie nie trzeba było też martwić się o niebezpieczeństwa. Tak też mając spokój Gorn spokojnie podziwiał krajobrazy i otoczenie.
Marduk Draven:
Draven delikatnie trącił klacze strzemieniem. Wierzchowiec posłusznie ruszył, śmiało doganiając resztę. Rycerz naciągnął mocno na głowę kaptur, nadając sobie odrobinę trupi wygląd, niczym Ponury ÂŻniwiarz, wśród chłopstwa znany jako kostucha. Jechał trochę po prawej, średnio zwracając uwagę na naturę i to co było w okół. Prowadził konia, analizując informacje. Nie odzywał się, słuchał zaś, czy ktoś nie zaczyna ciekawego tematu, takiego nie przyziemnego.
Evening Antarii:
-Wiecie czego nauczyła mnie ta wojna?- zagadnęła, gdy dojrzała, że chłopcy są jacyś niemrawi. -ÂŻe Bractwo musi wrócić do tego, co robimy najlepiej. Czyli niekoniecznie walka na polu bitwy, ale pomoc zwykłym ludziom w ich lokalnych sprawach. Wstawiać się za nimi przed władzami, rozwiązywać takie problemy jak dziki tratujące uprawy, sądzić ich spory. Wiem, że to nie brzmi nadzwyczajnie, tak jak krwawa walka z demonami na miecze. Jednak tylko tak zyskamy prawdziwy szacunek.
Gorn Valfranden:
Gorn spokojnie sobie jechał. Tymczasem odezwała się do wszystkich Evening. Gorn jej odpowiedział - Masz rację Eve, Może pomoc w zwyczajnych rzeczach.nie jest to nadzwyczajnie niesamowita rzecz , ale po to zostaliśmy stworzeni. Aby pomagać innym. A kto wie? może kiedyś to my będziemy potrzebowali pomocy?. Ludzie powinni wiedzieć, że w każdej sytuacji mogą liczyć na pomoc Bractwa. ÂŻe będą mieli do kogo zwrócić się o pomoc. Bez względu na okoliczności. Wyraził swoje zdanie po czym zamilknął i patrzył przed siebie. Na razie nie miał już nic do dodania.
Marduk Draven:
- Zło czai się wszędzie...[/i -powiedział, podchwytując temat jaki zarzuciła anielica. Było to w jego mniemaniu prawdą. Wszak nawet oni, dzielni wojownicy Zartata byli tylko nieudanym odbiciem jego światłości. Jak glina przy marmurze. Kryształ górski przy brylancie. Miecz z mosiądzu przy brzeszczocie z czarnej rudy. Księżyc przy słońcu. Vanitas vanitatum, et omnia vanitas. - powiedział w myślach. Myśl ta, sentencja mogła być skrócona w jednym, prostym słowie. Marność.
Byli wszyscy tylko pyłem z ognia kreacji. ÂŚwiecili światłem odbitym, niczym srebrny glob. Winni znać swe miejsce i w głębi serca, Draven miał nadzieję, że jego towarzysze je znają. Co prawda nie w takim marnym sensie jak on, ale na swój, każdy z osobna.
Byli marni, byli grzeszni, byli ludźmi... i krasnoludami. Byli więc chociażby w małej części źli. Każdy z nich miał w sobie malutką cząstkę zła. Ale czy zwalczali je?
- A gdzie czai się zło, tam my powinniśmy być. - dokończył.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej