Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Marduk Draven:
Poszedłszy z Marcelem i Kiellonem rozglądnął się po polach umarłych. Szeptem odmówił krótką modlitwę do Zartata, wchodząc na ziemie nieżywych. Wysłuchał także uważnie historii szanownego naukowca. Jedno wydało mu się podejrzane.Tęgi umysł zostaje "okradziony" ze swego najcenniejszego za życia organu - mózgu. Pomyślał nad tym chwilę i odezwał się w końcu.
- Naukowiec traci mózg? Jak dla mnie to podejrzane. - rozejrzał się.-A inne groby?
Nawaar:
- Teraz mamy jakiś obraz, ale szkoda, że doszło do takiego niedopatrzenia z waszej strony. Spojrzał wymownie na Marcela, bo tutejsi zaczynali go powoli irytować nic nie robili poza pałaniem ludzi na stosach, ale potem zawiązał sobie apaszkę na nadgarstku, która pachniała perfumami i narkotykami oraz również mogła być kluczem do poznania, Emilii oraz całej sprawy związanej z sektą. W każdym bądź razie nadeszła pora na opuszczenie domostwa, które dostarczyło wiele wskazówek. - Do widzenia. Powiedział opuszczając ładnie zadbaną chatynkę, aby udać się na cmentarz gdzie znikają części ciał zmarłych następna dziwna sprawa, która wymagała interwencji, ale nim tam dotrą to jeszcze czeka przemarsz ulicami miasteczka w ukropie! Tutejsza pogoda dawała się brodaczowi we znaki, ale ona nie ugaszała jego determinacji choć pocił się za dwóch, to doskonale zapamiętał gdzie trzeba iść do Kameliowej Róży, którą wkrótce odwiedzi w celu dowiedzenia się czego o Emilii tajemniczej kobiety, która ściąga chłopców na złą drogę. Krasnolud słysząc instrukcje udał się za Marcelem pod górkę, a po niej cmentarz stał otworem i to dosłownie nawet żywej duszy nie było, bo strażników oddelegowano na biesiadę to była dopiero heca, ale cóż wzruszył ramionami i poszedł dalej w głąb rozkopanych grobów. Wszystko wyglądało dość zadbanie wszak pewnie tak bogata mieścina musi dużo łożyć na swoich zmarłych, ale cóż stanął obok Marduke i Marcela przyglądając się rozkopanemu grobowi.
- Ma się rozumieć, że zniknął jedynie mózg? Jednie dobrze wykwalifikowane jednostki łowieckie mogły tego dokonać bez naruszania reszty ciała, ale opowiadaj waść co zginęło u reszty zmarłych?
Krasnolud był zaciekawiony pod tym względem, bo ktoś może coś tworzyć z tych ciał skoro są zabierane bardzo ważne organy jak mózg.
Evening Antarii:
- Tak tak. Mózg. Tylko po jednym organie. Ano wystarczy się rozejrzeć. Kolejny zniszczony nagrobek jest tu niedaleko. Proszę spojrzeć- przeszli dwa rzędy dalej. Marcel wskazał na odsuniętą płytę nagrobną. - Tu spoczywał w pokoju nasz sportowiec, który zmarł na zawał serca. Zabrano mu wątrobę. Było to jakiś tydzień temu. Dostał jakiegoś wstrząsu podczas wyścigu w ramach zmagań: rycerze Bractwa versus mieszkańcy Eatinne. Dalej... O, to ciekawe. Tu leżała pewna dziewczyna. Miała trzydzieści lat, gdy zmarła. Nie wiadomo dlaczego. Miała wspaniałą rodzinę, trójkę dzieci i kochającego męża. Zabrano jej serce- opowiadał przechadzając się między alejkami. - ÂŻołądek! Temu nieszczęśnikowi zabrano żołądek i jelita. A tu akurat związku nie widzę. Mężczyzna, około osiemnastu lat, wegetarianin. On umarł tydzień temu- przyklęknął przy grobie. Kwiaty wciąż były świeże. Marcel przyjrzał się płycie nagrobnej. - Biedacy... Jak tylko sprawa znajdzie swój finał to oddamy im należny szacunek- rzekł w zamyśleniu.
Gorn Valfranden:
- Nie na Valfden, to było zanim pojawiłem się na wyspie. Dopiero później w czasie mojego zniknięcia też spotkałem się z tym zjawiskiem :D. Powiedział Paladyn po czym obserwował co się działo. Pojawił się dziwny fioletowy kryształ który lewitował nad postumentem wielkości dorosłego człowieka. Były w nim cztery wnęki. - Czy to znaczy że powinniśmy znaleźć te brakujące kryształy i wszystkie włożyć do tych wnęk? możliwe. Przyjrzał się dziurze nad ,,zjawiskiem'' skąd kapały krople deszczu i były tam korzenie i rzekł - Teraz jestem pewien że to co tu się wydarzyło nie było dziełem przypadku. Paladyn przyjrzał się dokładniej postumentowi a następnie tym wnękom.
Nawaar:
Krasnolud szedł obok rozkopanych nagrobków nieszczęśników, którym nie oddano należytej czci a do tego zabrano im organy w niewiadomym celu. Kiellon podchodził do takich spraw na poważnie, bo zawsze szanował zmarłych ze swojego klanu w górach wtedy pochylając się nad jednym z ciał, wpadł na pomysł.
- Czy zmarłych coś łączyło? Jakieś powinowactwa albo znali się za życia?
Zapytał choć to mogło mieć znaczenie, gdyż za tym mógł stać jakiś szaleniec.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej