Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Marduk Draven:
Draven, intensywnie myśląc nad sprawą także przekroczył progi pokoju młodego du Campa. Na razie jedynym co mogło mieć choć cień sensu, było dziwne wymykanie się młodego rycerza, oraz tajemnicza jej rudość. Rozejrzał się badawczo. Szukanie rudowłosej Emilii po mieście mu się nie uśmiechało. Powstrzymał parsknięcie, będące reakcją na retoryczne pytanie o stosy. Uśmiechu jednak nie powstrzymał.
- Paradoksalnie, te "oczyszczenie"- zaakcentował ostatnie słowo dosyć sarkastycznie. - Zostawia jeśli nie proch, to smród spalonego ciała.
Czuł że będzie musiał pogadać z Evening na temat obecnych metod, stosów i tym podobnych.
Evening Antarii:
Kiellon i Marduke
- Nieważny smród ni proch. To jedynie wynik reakcji chemicznych i fizycznych- zamamrotał staruszek. Za stary jest, żeby ktoś zmieniał jego poglądy! - Panie- zwrócił się do Kiellona. - Ja takim towarzystwem gardzę, nie znam nikogo takiego, proszę wybaczyć- odchrząknął. Głos coraz bardziej go zawodził.
Pokój młodzieńca był typowy jak tysiące innych pokojów młodzieńców. Nie biedny, nie bogaty. Okno wychodziło na łąkę, a dalej las. Wisiały w nim ciemne zasłony. ÂŁóżko pościelone było grubą kołdrą pełną pierzu. Pod oknem stało zaś biurko. Były w nim też szuflady, jedna zamykana na klucz. Sam blat biurka był bardzo czysty, nie walały się po nim papiery. Stało tylko pióro i kałamarz. Ten porządek wydał się rycerzom dziwny.
Przy drzwiach wejściowych stała szafa. Mieściły się tam zwykłe codzienne odzienia Martina. Nie było ich wiele. Większość była w Bractwie. Szafa była dość spora, było tam wiele szuflad i szafek. Przy samych drzwiach stały zabłocone kalosze, a na krzesło był rzucony wyjściowy płaszcz z kapturem.
Eve i Gorn
-Wiesz co? Lepiej się nie rozdzielajmy. Nie mamy pewności, że Xytarisa tu nie ma. Wciąż może tu gdzieś czyhać, nie wiem... uśpiony, albo w letargu. Co jeśli się zbudzi? Wtedy w pojedynkę nawet ja nie mam szans. Przejdźmy się razem, przecież nigdzie nam się nie spieszy, a naprawdę trudno zgadnąć, co czeka w tych korytarzach...-mówiła przejęta Eve. Naprawdę nie chciała stracić żadnego z członków załogi już na samym początku, przez głupie niedopatrzenie. -Chodźmy w lewo, może ten korytarz prowadzi bardziej wgłąb Aerilonu, do ważniejszych komnat. Zawsze możemy się po prostu wrócić- zdecydowała.
To przejście było w dość dobrym stanie, nie licząc wielkich zacieków na ścinach. Były tu jeszcze ślady po świecznikach i jakichś obrazach. Wskazywały na to jaśniejsze prostokątne ślady. Po prawej stronie korytarza dostrzegli zbutwiałe wrota, które wypadły z zawiasów. -Hm... Trzeba sprawdzić to miejsce. Duże drzwi może kryły za sobą dużą salę- myślała na głos Antarii. By nie musieć samej siłować się z upartymi drzwiami, Eve po krótkiej koncentracji i zgromadzeniu siły, wypowiedziała inkantację -Izeshar! i jasna kula czystej energii uderzyła we wrota, niszcząc je i paląc.
Magiczna kula światła wytwarzana przez Eve rozproszyła mrok panujący w sali zapewne od dziesiątek, jeśli nie setek lat. Było to pomieszczenie rzeczywiście duże, z dużym stołem z egzotycznego drewna. Przy nim stało około czterdziestu krzeseł. Na końcu sali znajdował się kominek, a za nim dziwne ornamenty, jakby wyryte w ścianie. Były to motywy roślinne, płaskorzeźby walczących postaci.
Marduk Draven:
Obrzuciwszy spojrzeniem cały pokój, rycerz wszedł w głąb. Przyjrzał się oknu i widokowi, jakiż to ono daje. ÂŁadny był, musiał to przyznać. Przyglądnął się biurku i łóżku. Zaprawdę dziwny porządek, jakby ktoś tu sprzątnął. Podszedł po chwili do biurka, dokładniej do szuflady zamkniętej na klucz. Przyklęknął.
-Ma pan klucz do tej szuflady? - zapytał starca.
Nawaar:
Krasnolud natomiast nie rozczulał się nad widokiem, bo dla niego widok góry był piękniejszym od wszystkich innych, no czasem naga kobieta przebijała to wszystko! Jednakże myślał, że będzie tu tak czysto, jakby mieszkaniec pokoju chciał uchodzić na pedanta, a może chciał coś ukryć przed oczami staruszka? W każdym bądź razie brodacz poszedł do szafy, która również miała jakieś szuflady, ale nie na zamek czy też kluczyk właściwie nie spodziewał się tam znaleźć nic poza bielizną.
Evening Antarii:
Kiellon i Marduke
- Nie mam klucza. Nie zaglądałem tu. Pewnie trzymał tam swoje prywatne rzeczy. Nic mi do tego... Może jakieś dokumenty z bractwa, które nie powinny wpaść w niepowołane ręce?...- zastanowił się. - Nawet nie wiedziałem, że coś zamykał tam... Chował... przede mną?- zasmucił się nie mogąc uwierzyć w to, że syn miał przed nim sekrety. - Ale... ja przecież szanowałem jego prywatność... Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by grzebać w jego szufladach. Nie miałem z resztą powodów do tego- wyznawał jakby urażony "sekretami" syna, które mogły wyjść na jaw po jego tragicznej śmierci.
Kiellon znalazł zaś... bieliznę! Elementy jakiejś słabej zbroi, bawełniane spodnie, kilka koszul. Ale między tymi rzeczami dostrzegł damską niebieską apaszkę.
Szuflada biurka zaś nawet nie drgnęła. Była zakluczona. Ale zamek nie wydawał się jakiś nadzwyczaj mocny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej