Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Gorn Valfranden:
- Hu hu !, widzę że nasz mag musiał dużo eksperymentować. Powiedział do Anielicy. Dalej było wgłębienie w ziemi. Paladyn spokojnie i ostrożnie podchodził powoli do dziury aby zbadać ją. Miał rękę na broni gdyż nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. A na tym świecie wszystko jest możliwe. - Może warto by od czasu do czasu wysyłać tu ogrodnika :D Rzucił do Eve
Nawaar:
Kiellon wysłuchał uważnie, co miał do powiedzenia mężczyzna, ale portret idealnego syna wydawał się podejrzany, bo od samej gadki brodaczowi robiło się słabo, gdyż nikt nie jest święty! Każdy miał jakiś brud za paznokciami i szlajanie się po nocach w nieznajomych miejscach już było dowodem na to, że brutalnie zabity człowiek w kaplicy mógł mieć kontakty z kimś złym, który jednocześnie mógłby doprowadzić poszukiwaczy do znalezienia całej szajki albo przynajmniej kogoś kto był skłonny do zamordowania Martina w każdym bądź razie padło pytanie odnośnie kobiety z jaką się spotykał, więc krasnolud milczał, a jednocześnie ruszył za Marduke do pokoju zmarłego w poszukiwaniu następnych śladów albo strzępek informacji odnośnie zabójstwa.
Evening Antarii:
Kiellon i Marduke
- Niee, w ogóle Martin nie kwapił się do tego, żeby ją przedstawiać. Nie wiem nawet dokładnie czy jest ruda, zawsze miała kaptur, nawet jeśli było bardzo ciepło... Raz przyuważyłem ją, gdy odeszła razem z moim synem od domu i dopiero w pewnym oddaleniu zdjęła okrycie głowy. Rude włosy, tak. Albo takie jasny brąz. A właściwie to chyba najmniej ważne, prawda? Miała na imię Emilia chyba. Coś tam kiedyś mu się wymsknęło przypadkowo. Nie powiem wam wiele o niej, bo tak jak już mówiłem, przychodziła po niego o dziwnych porach, on wychodził z pokoju i tyle go widziałem. Chyba mieli jakieś znaki, bo nie pukała do drzwi tylko czekała na niego pod drzewem.- wytłumaczył.- Proszę, to jego pokój- otworzył dotąd zamknięte drzwi. - Może i tam znajdziecie jakieś... dowody. Wiem na czym polega praca zakonników. To nie tylko modlitwa i walka, ale też żmudne szukanie, przesłuchiwania... Ale to prowadzi do oczyszczenia duchowego złych ludzi. ÂŚmierć w płomieniach naprawdę jest dla nich wybawieniem. I łaską boga.
Eve i Gorn
-Ciekawe, co robił. Wygląda mi to na bardzo specjalistyczny sprzęt, naprawdę. Nie uważasz, że to wygląda jak jakieś naczynia to hodowania rzadkich roślin? Nawet alchemicy nie mają takich szkieł i przyrządów!- mówiła coraz bardziej zdziwiona zawartością szaf w tej "szklarni" -Ogrodnik nic by tu nie zaradził- odparła mu z uśmiechem. -Zartat jeden wie, co on tu hodował. Może lepiej nie wiedzieć...- anielica rzuciła okiem na pozostałość szklarni jeszcze raz. Tak dla pewności. Później schyliła się, by móc przejść przez wąskie przejście.
-Kiedyś to musiało być zwykłe przejście do innych komnat, a później zwyczajnie się zawaliło- stwierdziła, gdy weszli do środka. Ze stropu kapały na nich krople wody i zewsząd zwisały korzenie zachłannych roślin. Po wilgotnej podłodze zaś wycieczki urządzały sobie różne robaki: żuki, żmije i chrabąszcze.
Anielica postanowiła rozjaśnić wnętrze. Wypowiedziała inkantację -Elisash! i kula światła, którą dziewczyna zmniejszyła przy pomocy telekinezy, rozświetliła tunel tak, by światło nie raziło dwójki rycerzy w oczy.
Jej skrzydła mocno się ubrudziły. Woda po nich spływała, ale co rusz zahaczała się o wystające korzenie, które tutaj się przedarły. Brud z wody zostawiał ślady na białych dotąd lotkach. Mimo to Evening nie narzekała.
Przejście zaczynało się rozszerzać. Okazało się, że nie było to jakieś ciasne, tajemnicze przejście, a zwykły korytarz, który kiedyś był nawet okazały. Eve pchnęła kulę pod strop, gdy weszli do wyższej części. Na ścianach i stropie ukazały się zdobienia i mozaiki z drogich kamieni.
-Skąd mag miał na to pieniądze?...- spytała w przestrzeń podziwiając te małe dzieła sztuki, teraz mocno zdewastowane. -Hmm... dziwne. Ciekawe dokąd prowadzi ten korytarz. Zapewne wile przejść tutaj zostało zwyczajnie zasypanych- zmartwiła się, bo tylko bardzo szczegółowe przebadanie Aerilonu mogło dać im jakieś wskazówki.
Przeszli tymczasem przez niegdyś okazały, a teraz pogrążony w ruinie, korytarz. Było tu ciemno, śmierdziało stęchlizną. Korytarz rozdwajał się. Były dwa przejścia. W lewo i w prawo.
-Która strona wygląda bardziej obiecująco?
Gorn Valfranden:
- No właśnie, sprzęt bardzo specjalistyczny. Nie jeden Alchemik na taki se nie może pozwolić, a więc to znaczy że Mag był bardzo bogaty, albo jeśli robił to na czyjeś zlecenie to ten ktoś musiał mocno rzucać kasą na lewo i prawą. Martwi mnie że ten koleś mógł niekoniecznie eksperymentować dla dobra innych. A może myślał że robi coś co pomoże innym istotom ale coś wyrwało się z pod kontroli. - Stwierdził Paladyn po czym poszedł dalej. Doszli do rozwidlenia - Proponuje abyśmy się rozdzielili. Ja pójdę w lewo a ty w prawo. Co ty na to?. Wojownik zastanowił się, jeśli przejścia w jakiś sposób by się zawaliły to zostaliby rozdzieleni i zdani na własne siły. Ale czasami trzeba ryzykować. Ciekawe co znajdą dalej w tym starym zamku.
Nawaar:
Czyli kolejna poszlaka poszła się..... Nie dokończył, bo wpadł na pewien pomysł choć mógł on być bezsensowny, ale myślał, że warto będzie zapytać.
- Skoro nic o niej nie wiecie to może znacie jakieś meliny albo kogoś kto prowadzi brudne interesy? Czy wszystkich fanatycznie palicie na stosie w ramach oczyszczenia? Zapytał w sumie retorycznie, gdyż w tej kwestii tutejsi byli nader gorliwi, lecz każda poszlaka mogła mieć znaczenie w między czasie brodacz przekroczył próg pokoju, rozglądając się po nim choć gdyby znaleźli tą kobietę byliby bliżej sukcesu, a tak szukaj baby po całym mieście.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej