Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Marduk Draven:
- Co ujrzałeś? - zapytał Kiellona, wyciągając przy tym rękę, by pomóc mu wstać.
Być może to co ujrzał, pomogłoby w śledztwie, jeśli to dało się na razie nazwać w taki sposób. Urywanie się śladów i brak ciała nie ułatwiały, rycerz także wątpił, czy ten ojciec by wniósł coś pożytecznego. Wizja była więc wielką niewiadomą. Może przydatną, może nie.
Nawaar:
- Tego wieszczko nie da się zapomnieć, to była za prawdziwe przeżycie.
Mówił wstając z posadzki za pomocą Marduke. Krasnolud zlany jeszcze potem czuł się jak po odwyku, osłabiony bez mocy w rękach i nogach. Jednak brodacz stał, wpatrując się w kobietę, zastawiał się dlaczego on, ale pewnie nie otrzyma wyjaśnienia. Wizja była zbyt niejednoznaczna, żeby móc ją samemu poskładać do kupy, więc postanowił podzielić się z nią z Mardukiem.
- Dobra słuchaj.......
Rycerz przekazał swojemu przyjacielowi co widział, starając się zachować wszelakie szczegóły.
- I, co o tym sądzisz? Mi jest ciężko jakoś to logicznie poskładać.
Zapytał z ciekawości, bo co dwie głowy to nie jedna.
Marduk Draven:
Hmm...- rycerz mruknął, zakładając dłonie na pas. Pogładził się po ogolonych policzkach i podbródku i zmarszczył brwi. Rozmyślał nad tym, co powiedział mu Kiellon. Wizja wyglądała na dosyć chaotyczną i bezsensowną. Jeden motyw ciągle się w niej jednak powtarzał. To było tym, co intrygowało Dravena.
-Dość mało sensowna. Powtarza się jednak jeden element. Lecz sama wizja średnio mi pasuje do tego, co mamy tutaj...
Nawaar:
- No mówiłem, że ciężko ją będzie rozwikłać, ale nic tu po nas chodźmy do ojca zmarłego.
Mówił już właściwie dochodząc do siebie. Krasnolud zarzucił płaszczem nadal pamiętając o tej wizji liczył, że z czasem tej wyprawy będzie ona stawała się jaśniejsza w każdym bądź razie towarzysze mięli spory kawałek drogi do miasta, oby ojciec miał więcej od powiedzenia niż reszta tutejszych żołnierzy. Kiellon będąc jeszcze pod przykrymi dolegliwościami wizji powoli wychodził z kaplicy, bo tutaj nic nie znajdą.
Evening Antarii:
Kiellon i Marduke.
//Wysłałeś mu pw czy jak?
- Ta wizja nie miała być do mnie. Była silna, Zartat kazał mi podzielić się nią z tobą. Zrobiłam to... A co miał na myśli to dopiero przyszłość pokaże- powiedziała Ismea. Wróciła do swojej modlitwy przed posągiem boga.
- Dobrze, jeśli chcecie to was tam zaprowadzę, dobrze? A potem odwiedzimy cmentarz- zaproponował Marcel nie próbując nawet rozszyfrować zagadki tej wizji. Wiele się już nasłuchał opowiadań, czego to Ismea nie widziała w swoim umyśle.
Wyszedł więc z rycerzami na ulice miasteczka. Popołudnie było leniwe, wszyscy odpoczywali po obiedzie. Za pół godziny życie znów wróci do normy. Tylko niech zrobi się trochę chłodniej!
Dotarli do niebieskiego domku nieco na uboczu. Była to zwykła chata, jakich tu wiele. Ulica była cicha i spokojna. Przed domem siedział zaś mężczyzna, jeszcze w sile wieku, choć wydawał się spracowany i umęczony. Ręce miał brudne, zapewne od jakiejś roboty, którą niedawno wykonywał. Bujał się w krześle na biegunach. Podniósł na przybyszów zmęczony wzrok.
- Pan Marcel, dzień dobry- wstał ociężale z fotela, choć nie wydawał się mocno stary. Niemniej jednak takie wrażenie sprawiał. Mężczyzna podał mścicielowi dłoń w geście powitania. - Jak tam moja "sprawa"? Nie wiadomo nic, prawda?- westchnął smutno.
- Nie, jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że to się niedługo odmieni za sprawą naszych gości. Ci rycerze to część delegacji z Raschet. Mogą zadać panu parę pytań, a przy okazji rozejrzeć się po domu?
- Ach! Oczywiście, wchodźcie, proszę- ojciec Martina zaprosił was do środka. Wnętrze było ładne choć skromne. Teraz wydawało się nieco zaniedbane, wszak ciężko wrócić do normalności po stracie syna.
- Co chcieliby szanowni panowie, i mam nadzieję wybawcy, wiedzieć?
Eve i Gorn
-Małpy złodziejki?- zaśmiała się szczerze anielica. -Fakt, ciekawskie z nich zwierzaki. Ale nie przejmujmy się nimi. O, widzisz- wskazała palcem gdzieś przed siebie. Za zaroślami był duży prześwit, jakby łąka. -To już Aerilon.
Po kilku minutach dwoje podróżnych znalazło się pod samym tajemniczym zamkiem.
-Wyobrażasz sobie, jak potężne musiało to być kiedyś? Potężne, bogate i wspaniałe... Aż żal patrzeć na tą ruinę...skomentowała Evening. -Cóż, musimy jednak wśród tych gruzów poszukać jakiegoś wejścia do dawnych komnat. Na pewno takie były. Może znajdują się tam jeszcze jakieś rzeczy maga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej