Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Gorn Valfranden:
Gorn spokojnie stał sobie na dziedzińcu. Oczekiwał na resztę towarzyszy i jednocześnie rozmyślał. -Nieciekawe te sprawy które mamy zbadać. Najmocniej niepokoi mnie ten martwy paladyn w kaplicy i te światła. Chociaż ta trzecia sprawa też nie jest przyjemna. Tymczasem już wszyscy się zebrali. Gorn kiwnął głową na słowa anielicy gestem dziękując jej po czym spokojnie wsiadł na konia i założył otrzymaną pelerynę. Czekał aż będą mogli ruszyć. Peleryna dobrze na niego pasowała. W między czasie czekał na informacje z pytania Marduke.
// Zabieram i zakładam:
Nazwa odzienia: Płaszcz Bractwa ÂŚwitu
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny. Długi czarny płaszcz z naszytym na piersi logo Bractwa ÂŚwitu ma przede wszystkim chronić przed zimnem i deszczem, ale także informować wszystkich o tym, że osoba, która z dumą nosi to odzienie, jest pod szczególną opieką Zartata, który szczodrze zsyła na wojowników swe łaski. Znak Bractwa budzi szacunek wśród ludzi, a także może być "kluczykiem" otwierającym wiele drzwi, co jest niezbędne, gdy w grę wchodzi obrona ludzkich dusz przed mocami zła.
Nawaar:
Krasnolud siedział już na koniu gotów do podróży jakoś nie widziało mu się ponowne zsiadanie i wsiadanie na wierzchowca bez pomocy stołka a nie chciał się upokorzyć nieporadnie próbując dosiąść konia. Kiellon siedział otrzymując niespodziewany prezent a był to płaszcz Bractwa ÂŚwitu teraz przynajmniej będą wyglądać jak jedna zwarta kompania a nie jak te brudasy od bękartów. Zjednoczone bractwo było zawsze potężne a w tym momencie będzie się świetnie prezentować dając ludziom nadzieję oraz to, że jak będą w potrzebie to natychmiast otrzymają pomoc. Brodacz ucieszył się z podarku i natychmiast zarzucił na plecy mówiąc.
- Dziękuję za podarek na pewno go nie zbrukam.
Płaszcz miło powiewał na jego plecach pod wypływem przyjemnego wiosennego wiatru. Rycerz choć był nerwowy sytuacjami jakie działy się w Afes liczył, że na pewno rozwiążą większość ze spraw jak nie wszystkie. Wystarczyło poczekać na ten rozkaz o wyjeździe w nieznane jeszcze regiony choć dżungla była już mu dobrze znana o ile można tak powiedzieć o lasach, które nigdy nie śpią a czające się tam kreatury czekają na pożarcie biednych wędrowców.
Zabieram :
Nazwa odzienia: Płaszcz Bractwa ÂŚwitu
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny. Długi czarny płaszcz z naszytym na piersi herb Bractwa ÂŚwitu ma przede wszystkim chronić przed zimnem i deszczem, ale także informować wszystkich o tym, że osoba, która z dumą nosi to odzienie, jest pod szczególną opieką Zartata, który szczodrze zsyła na wojowników swe łaski. Znak Bractwa budzi szacunek wśród ludzi, a także może być "kluczykiem" otwierającym wiele drzwi, co jest niezbędne, gdy w grę wchodzi obrona ludzkich dusz przed mocami zła.
Lucas Paladin:
Lucas uśmiechnął się szeroko. Cieszył się widząc Evening ponownie, w pełnym jej anielskim majestacie. - Czyż całe nasze życie nie jest służbą? - zapytał retorycznie. - Chcę z powrotem stanąć przy moich siostrach i braciach. Ciebie mi szczególnie brakowało. - zaśmiał i puścił anielicy oczko. Tak, Lucasowi brakowało towarzystwa Bractwa. Dużo czasu spędzał samotnie, przygotowując się do zostania Aniołem. To moment, w którym jego życie całkowicie się zmieni. Zmieni się wszystko. Gdy Evening przekazała Lucasowi płaszcz, tym bardziej rozradował się w sercu. Kolejny znak, który przypominał o przynależności do Bractwa. Ukłonił się w stronę Eve i chwycił płaszcz. Delikatny materiał, przyjemny w dotyku, bawełniany. Chwycił końce i przywiązał płaszcz do zbroi. Nie chciał żeby ograniczał ruchy, dlatego zrzuci go zapewne podczas walki. Nie przejmował się tym na razie, cieszył się chwilą. Poszedł też do stajni gdzie jak zawsze wiernie czekał Nocny Tancerz. Ten koń był kolejnym powodem do radości. Lucas poklepał przyjacielsko Tancerza po pysku i objuczył go. Nigdy nie było wiadomo czy nie zabraknie czasem pożywienia. Był gotów do drogi.
//Zabieram i zakładam:
Nazwa odzienia: Płaszcz Bractwa ÂŚwitu
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny. Długi czarny płaszcz z naszytym na piersi logo Bractwa ÂŚwitu ma przede wszystkim chronić przed zimnem i deszczem, ale także informować wszystkich o tym, że osoba, która z dumą nosi to odzienie, jest pod szczególną opieką Zartata, który szczodrze zsyła na wojowników swe łaski. Znak Bractwa budzi szacunek wśród ludzi, a także może być "kluczykiem" otwierającym wiele drzwi, co jest niezbędne, gdy w grę wchodzi obrona ludzkich dusz przed mocami zła.
Evening Antarii:
-Cieszę się, że wam się podobają. Też bym taki nosiła, gdybym mogła- prychnęła rozbawiona. Choć do śmiechu jej nie było, gdyż skrzydła to mimo wszystko dość niewygodna mutacja. -Afes to południowy zachód wyspy, na samym skraju. Saint-Eatinne leży zaś w najdalszym zakątku, nad samym morzem. Choć wokół jest tysiące kilometrów dżungli to teren wokół samego miasta jest dość dobrze zagospodarowany- wyjaśniła. W istocie podróż była dość uciążliwa. -Lepiej przygotujmy się na upał i wilgoć- Eve już na Zuesh doświadczyła prawdziwych upałów, które przekraczały czterdzieści stopni. Wszelka walka w takich warunkach była niezwykle trudna, pot kapał z czoła do oczu, a wycieńczenie to tylko kwestia minut. Zueskie ziemie nie obfitowały w drzewa, a jeśli już to pojedyncze i z rzadka ulistnione.
Evening wskoczyła na Pałasza. Poprawiła się w siodle i szarpnęła za lejce. W ślad za ogierem podążała objuczona Tiara.
-No, panowie, czeka nas trochę czasu w siodle-zauważyła, po czym podjechała do Lucasa, by dokończyć rozmowę. -Mi ciebie też... Był taki czas w Bractwie, że brakowało kogoś z dużym doświadczeniem, kogoś takiego jak ty, kto objąłby dowództwo po Funerisie. Mnie na początku było dość ciężko, właściwie nadal jest... Staram się zostawić coś po sobie, teraz na przykład zleciłam wykonanie zbrój, by zbrojownie nie stały puste. Trochę skarbiec przez to opustoszeje, ale moi zdaniem takie doposażanie jest konieczne- zwierzyła się, bo właściwie nie miała komu. Lucas mógłby ją najbardziej zrozumieć, gdyż on kiedyś przecież był marszałkiem, wie co to znaczy dowodzić ludźmi. -Mam wrażenie, że niektórym nie odpowiada to, że jestem kobietą i jestem Kanclerzem... Muszę przyznać, że Fun wysoko postawił poprzeczkę, a mnie zwyczajnie brakło doświadczenia. Cóż, staram się jak mogę, mimo wszystko- zganiła się w duchu za takie zwierzenia. Teraz jednak już powiedziała co jej na sercu leżało. Nieśmiało spojrzała na świętego mściciela, czekając na jego słowa... Nie musiał mówić wiele, byle słowo zrozumienia.
Tymczasem grupa jeźdźców wyjechała już z siedziby Bractwa. Wiosenny krajobraz przedstawiał ludzi pracujących w polu, siejących ostatnie puste pola. Drzewa nie były jeszcze zielone, a słońce grzało tylko około południa. Wieczory i ranki były nadzwyczaj chłodne.
Dzień był dość ładny i niebo tylko w niewielkiej części było ozdobione chmurami. Ptaki zaczynały swą codzienną pracę. Anielica spojrzała tęsknie w górę. Lot na południe zabrałby jej maksymalnie dzień i noc lotu. Teraz jednak nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała jechać ze swoimi rycerzami, gdyż tak samo jak i oni była tylko sługą boga światła.
Nizinne krajobrazy rozciągały się jak okiem sięgnąć. Choć drogi nie były specjalnie zadbane, to dobrze się po nich jechało. Drzewa rosnące co kilkanaście metrów tworzyły ze szlaku niby alejkę. Rolnicy na mułach i kupcy na wozach - wszyscy pozdrawiali się serdecznie, wiedząc że drogi na terenach Bractwa należą do najbezpieczniejszych. W tym przekonaniu utwierdzał ich widok pięciu konnych w płaszczach z wyraźnym znakiem organizacji.
Nawaar:
Krasnolud smagnął konia lejcami i wszyscy ruszyli jak jeden mąż i kobieta z początku raczej nie będą mieć problemów na traktach, gdyż te są dobrze chronione, ale zwierząt już się tak nie upilnuje niestety w tej porze roku wiele zwierząt się budzi zaczynając swoje nowe życie po hibernacji właściwie to wszystko się budziło nawet ludzie, którzy powychodzili już na pola zaczynając siać zboże od taka kolej rzeczy powtarzająca się nieustannie wojna w ich głowach dawno przeminęła stając się mrzonką albo opowiadaniem do straszenia dzieci. Kiellon podczas jazdy był gotów na takie spotkania z nieokiełznaną naturą, ale do ich wystąpienia jeszcze daleka drogo skoro nikt go nie zagadnął postanowił obserwować krajobrazy dobrze już mu znane, ponieważ teren nizinny nie był czymś wyjątkowym to natomiast tego obserwował ptaki latały sobie podśpiewując takie sielskie klimaty bez poczucia zagrożenia odprężały brodacza, jednakże w tym momencie zapomniał o najważniejszym alkoholu! Dzięki niemu zyskiwał jasność umysłu zwłaszcza podczas rozwiązywania trudnych zagadek a tu lipa. Kiellon przeklął pod nosem porzucając tymczasowo myśli o Afes i jej problemach teraz miał poważniejszy brak alkoholu we krwi w głębi duszy modlił się do Zartata o jakąś karczmę po drodze w celu uzupełnienia zapasów inaczej ciężko będzie mu służyć Bogu ÂŚwiatła oraz potrzebującym!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej