Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!

<< < (20/30) > >>

Elrond Ñoldor:
Elrond zauważył, że Gunses zauwa...
- Witaj Gunsesie. Niezła stypa - powiedział bez ogródek szczerząc się od ucha do ucha. Nie był pijany, był po prostu w miarę dobrym humorze. Podniósł swój kielich i podszedł do starego przyjaciela. Tak przynajmniej rozumiał ich relacji po tylu latach. Najpierw uścisnęli dłonie jak prawdziwi mężczyźni, następnie ukłonił się Setmre wplątując komplement o jej chłodnym i czystym pięknie.

Gunses:
Setmre, co Elrond wiedział zapewne, była łasa na komplementy jak mało kto.
- Elrond, zawsze szarmancki... - zatrzepotała rzęsami i uśmiechnęła się powabnie.
- Witaj przyjacielu. Nie wiedziałem Cię wiele lat. Mam nadzieję, że sprawy, które trzymały Cię z dala od wielkiego świata przeminęły?

Elrond Ñoldor:
Ukłonił się Setmere po raz wtóry i usiadł obok Wampirów.
- Tylko przycichły. Ale na tyle cichutko, że postanowiłem sam otulony ową ciszą wyjść na powierzchnię i pobawić się chociaż w obserwatora. Nie wystawiając się zanadto na strzałę czy błyskawicę. Nawet mi to służy. Polityka angażowała za mocno, zabierała za dużo czasu. Czas zająć się sobą - powiódł oczami po dzbankach z winem.
- Pijecie coś, czy tylko 'samogony'? - uśmiechnął się lekko.

Gunses:
Gunses otworzył kolejną butelkę z krwią
- Krew, co innego możemy tutaj pić - odrzekł mu wampir, rozlał krew do kielichów sobie i Setmre, a Elrondowi podał karafkę.
- Nie wiem co tu robię - rzekł i powiódł oczami po sali.
- Dobrze, żeś się ośmielił. Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że żyjesz i masz się dobrze. Pewnie słyszałeś już o Isentorze i naszym zerwanym pakcie?

Elrond Ñoldor:
- Nawet próbowałem przeszukać jego gruzy razem z Rodredem, tym dzieciakiem, który próbował chyba wszystkich czarnych ścieżek. Główne przejście zasypane, w środku tuziny nieumarłych. Od materialnych po astralne. Idzie przypłacić życiem. Najwyraźniej całe te zło się zmaterializowało. Chleliśmy poszukać jakichkolwiek wskazówek. Czegokolwiek co mogło by nas pokierować do starych nauczycieli. Ale naprawdę  nie chciałem stać się jednym z nich. A było blisko. Bardzo - Gunses musiał zauważyć, że cały przód jego szaty to jedna wielka połatana szmata z bruzdami od obojczyka po brzuch. Arcymag tylko westchnął i nalał sam sobie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej