Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!

<< < (17/30) > >>

Evening Antarii:
-Myślisz, że tkanka kryje w sobie jeszcze jakieś moce?- spytała i na chwilę zamilkła. Musiała przemyśleć to, co powiedział wampir. -Widmo powrotu demonów to niezbyt optymistyczna wizja po tym, jak cała ludność Valfden jeszcze świętuje ich pokonanie po wsze czasy, jak się większości wydaje. Myślę jednak, że nie możemy żyć w strachu przed czasem, kiedy pomioty z otchłani znów wypełzną. I masz rację, wszystko, co choć trochę kojarzy się z armią Meaneba, złą magią, demonami czy choćby ich cząstkami w cudzym ciele, będzie niszczone. Nawet Bractwo szykuje się do pewnych działań mających na celu wyniszczenie pewnych sekt, które kłębią się na południu. Kto wie czy nie jeszcze gdzieś. Nie wiem jednak czy ktokolwiek będzie na tyle odważny i głupi, by stawać do walki z bestiami, chcąc je zniszczyć. Szczerze powiem ci, że nie mam pojęcia, czy lud wie, że ich król sam jest posiadaczem demonicznego pierwiastka w sobie. Wszak dobrze maskuje swą... "przypadłość". To, co mogłoby się stać, gdyby to wyszło na jaw... Trudno sobie nawet wyobrazić- zmarszczyła brwi wpatrując się w niezmierzoną dal roztaczającą się wokół Fortu. Wzięła głęboki oddech, a zimne powietrze wdarło się do płuc kłując niby małe igiełki.
-Nie chce być częścią ich sojuszy. Nie czuję takiej potrzeby... To zwykły motłoch- odparła na wzmiankę o żrących szlachcicach na sali, nie przejmując się, czy owo określenie nie jest za mocne. -Prócz rycerzy z Bractwa oczywiście- zaśmiała się. -Wielu z nich nie wie jakim obciążeniem jest taki "dar". Wszyscy marzą o tym, by się wyróżniać, posiadać moce. Nie wiedzą z jaką wiąże się to odpowiedzialnością, bycie jednym z mutantów. Wiesz, Gunsesie, myślę, że masz rację. Potężniejsze istoty od zwykłych śmiertelników powinny trzymać się razem. Odwykliśmy od myślenia o sprawach doczesnych, jesteśmy stworzeni do większych rzeczy... Z wielką chęcią poprę cię w każdej twojej decyzji.

Gunses:
- Wiem, że poddać przemianie można większą część ciała - rzekł - co wiąże się ze wzrostem mocy, jakie się posiada. Dlatego należy z rozwagą prowadzić pewne badania, których mam nadzieję, podejmie się pewna osoba. Chociaż... Nie wyobrażam sobie siebie całego z demonicznej tkanki. Co by powiedziała Setmre? - uśmiechnął się by rozwiać ponury nastrój. Oparty o balustradę spoglądał w dal
- Spójrz. Ten świat bierze teraz wielki haust powietrza po tym, jak wynurzył się z morza zła i grozy. Dochodzi do siebie... Ale kiedy okrzepnie, ludźmi zawładną dawne przywary. W niepamięć pójdzie strach i solidarność, jakiej wymagała sytuacja. Padną oskarżenia, powstanie niezadowolenie. ÂŚwiat wróci do tego stanu o który walczyliśmy. Pozostają jednak osoby, które nie powinny wychodzić na ląd, lecz... hmm... stać po kostki w morzu. Po to, aby pierwsze dostrzec przypływ i przeciwstawić się mu. Czy to będzie Otchłań, czy inne zło. Zostaliśmy przez swoje dziedzictwo i przeznaczenie obdarzeni tym, co czyni nas odpowiedzialnymi za to jak wygląda świat. To od nas zależy, czy obrócimy go w perzynę, czy staniemy się jego obrońcami i niszczycielami wrogów.

Evening Antarii:
-Być może zwykli ludzie nie wiedzą, czym jest to znamię. Mało to dziwaków po ulicach chodzi?- uśmiechnęła się. -Przywykli do nie wtykania nosa w nieswoje sprawy, bo zbyt duża wiedza jest niebezpieczna. Póki nie jest ona szeroko dostępna, a istoty obdarzone pewnymi, nie do końca jasnymi zdolnościami chronią swe umiejętności, są bezpieczne. Do czasu oczywiście. Trudno przewidzieć nastroje społeczne. Setmre zaś... na pewno nie narzekałaby na pewne aspekty takiej przemiany- Eve pokazała zęby w szerokim uśmiechu.
-Może i bierze haust... Ale ludzie są głupi Gunsesie. Nie uczą się na błędach. Nie są świadomi większości złych rzeczy, jakie mogą im się przytrafić. Oskarżenia... Coś o nich wiem. Będąc na usługach demonów zabiłam elitę dowódców Zuesh i jej króla. Nie chciałam tego, ale musiałam. Musiałam, bo nie miałam wyboru. ÂŻaden człowiek nie wie jak to jest być torturowanym przez najwyższe demonie byty, a mimo to widzę nienawiść w ich oczach, gdy idę ulicą- spuściła wzrok. Patrzyła teraz na grudy ziemi, gdzieniegdzie z pozostałościami grudek śniegu. Czarne i białe. W jej przypadku żadna decyzja nie była ani dobra ani zła. Każda niosła poważne konsekwencje i nie było od nich ucieczki. -Poświęciłam się dla innych, by inni mogli żyć, wrócić na Valfden i przejść egzorcyzmy. Ja nawet temu nie mogłam być poddana. Każdy wiedział w jakim jestem stanie, nikt do mnie nie przyszedł, choć wiedział, że wcześniej tkwiłam na Torgonie wraz z najgorszymi czartami...- pod koniec niemal warknęła ze złości i żalu. -ÂŁatwo jest oskarżać. Ciężej zrozumieć- uspokoiła się już nieco. -Chcę by Valfden było bezpieczne. Tak samo jak i Zuesh, Chatal... Później kontynent. Być może istnieje znikoma nadzieja na odnalezienie mojej rodziny, wciąż w to wierzę. Dlatego jestem gotowa stawić czoła nawet najgorszym przeciwnikom. Zobowiązuje mnie do tego służba Zartatowi i jego dary, które otrzymałam i o których nie sposób zapomnieć. Masz jakieś plany co do "stania po kostki w morzu"?

Gunses:
- Widzisz przeto - rzekł starając się pokazać dziewczynie, że przeszłość należy zostawić za sobą, zaś przyszłość przyjąć z nauką, którą się odebrało od czasu - że nie możemy liczyć na wdzięczność. Kto bowiem powiedziałby 'Dobrześ zrobił, panie Cadacus, żeś przemienił swą rękę w ten demoniczny szpon!'. Nikt. A jednak jest to broń przeciwko złu. Kto powie 'Pani Antarii, jak dobrze, że dosięgła Cię łaska Zartata'. Może ktoś głęboko wierzący. Dla innych jesteśmy dziwadłami lub zwyczajnie dostaliśmy coś niesprawiedliwie, coś co należy się im, nie nam. Mylą się - jego głos był zimny niczym lód - Ten brak szacunku i zuchwałość mnie przeraża. Niegdyś nie było to dopuszczalne. Zmiany jednak nadchodzą nieubłaganie, a my, musimy mimo wszystko stać na straży tej jasnej strony...
- Pani Antarii - rzekł do niej - Dobrze, że dosięgła Cię łaska Zartata. Wiedz, że w sprawach dla Ciebie trudnych, możesz liczyć na moją pomoc - zadeklarował - Co zaś się tyczy moich planów... Bezpośrednio po tej uczcie ruszam na Północ. Mam sygnały, że jest to najlepszy moment z możliwych... Co się zaś tyczy Twoich ziem... W Mor Andor przyzwano wielkiego demona. Kto wie co po sobie zostawili jego poplecznicy. Dobrze, gdyby tego nie przejął żaden ambitny magik. Czas nam wrócić na ucztę - dodał odwracając się w stronę drzwi i spoglądając na dziewczynę.

Evening Antarii:
-Dobrześ zrobił, panie Cadacus, żeś przemienił swą rękę w ten demoniczny szpon. Trzeba robić swoje, iść własną ścieżką- odpowiedziała rozchmurzona. Jedna potężna, długowieczna istota była warta o wiele więcej niż stado rozkapryszonych "szlachciców", którzy i tak wiele nie zdziałają.
-Ja zaś mam plan ruszyć w zupełnie inną stronę. Na samo południe, do Afes. Stamtąd otrzymałam dość niepokojący list. Ale nie sądzę, by sprawy byle prowincjonalnej siedziby Bractwa interesowały cię, hrabio. Mam nadzieję na szybkie rozwiązanie sprawy i wrócenie do obowiązków w Raschet. Chyba że potrzebujesz pomocy w wyprawie na północ? Afers też należałoby sprawdzić. Mam na myśli tereny Kolonii. Ambitni magicy... Nie wiem czy to sprawa niecierpiąca zwłoki, czy może trochę zaczekać? Wszak zło nie śpi, a nawet jeśli chciałabym polecieć z południa na północ Valfden, to ta podróż zajęła by trochę, nawet łapiąc odpowiednie prądy powietrzne- zrobiła krótką przerwę. -Ja chyba wezmę moje sługi i ruszę w swoją stronę. Nie mam ochoty na żadne dyskusje czy zabawy z tymi ludźmi- ruszyła z wampirem do sali biesiadnej. Złączyła dłonie razem, uniosła do ust i chuchnęła w nie ciepłym powietrzem z płuc. Roztarła ręce o siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej