Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!
DarkModders:
Rozsiadł się wygodnie przy stoliku, przy którym siedzieli wszyscy. To też od razu sięgnął po puchar w którym znajdował się procentowy, bądź nie procentowy napój. Tego wszakże nie wiedział, dopóki się niego nie napił. Jak się okazało było to wino. Wziął porządnego łyka po czym odstawił pucharek. Na chwile pragnienie minęło. Teraz uważnie wsłuchał się w przemówienie Mohameda. Pomoc w razie niebezpieczeństwa, polityka i inne związane z nią duperele. Oferta była kusząca, przecież chyba każdemu zależało na tym aby Valfden, w przyszłości, było bezpieczniejsze. Na razie nie zamierzał wypowiadać się na ten temat. Sięgnął więc, po raz kolejny, po pucharek biorąc z niego kolejnego łyka wina.
Nawaar:
Mohamed się nie pierdzielił i wyłożył karty na stół. Krasnolud słyszał o tym pomyśle wcześniej podczas wyprawy do Bogdańca teraz wciela ten pomysł w życie, tylko pod pretekstem rozrywki i biesiady. Kiellon milczał miał za słabą siłę przebicia a chciał jedynie wypić ewentualnie pochędożyć. Tymczasem siedział oczekując na butle wódki nie zamierzał się truć winem to był zbyt łagodny trunek dla jego podniebienia. Krasnolud tylko przyglądał się ważniejszym paniczom obserwując ich reakcje na te wieści na razie przeważało milczenie.
Marduk Draven:
Kiedy już problem został rozwiązany, przynajmniej częściowo, wojownik zdjął kaptur i odgarnął trochę włosy ze śladu, następnie rycerz pochwycił w dłoń kielich z winem i upił sobie łyk. Cóż, Kiellon mawiał że to napój zniewieściałych elfów. Trudno. I tak nie miał ochoty na głośne zabawy, litry wódki, harce i chędożenie. To też popijał wino i słuchał maurena. Plan był nawet niezły, to też nie przerywał mu. Rozglądnął się po zebranych. Cóż, śmietanka. Z zadowoleniem przyznał sobie, że zna większość zgromadzonych.
Gdy mauren skończył, Draven podszedł do niego. Dal znak, że chce z nim zamienić kilka słów.
Elrond Ñoldor:
Droga do gminy gospodarza nie była szczególnie trudna do zapamiętania czy przebycia. Znajdowała się na południe od jego własnych ziem. Pośród pól, małych lasków, spokojnych rzek i w miarę ciepłego klimatu. Nawet śnieg bardzo rzadko tutaj padał. A szkoda, bo Elrond uwielbiał białe krajobrazy.
Jechał tedy spokojnie, nieśpiesznie. Przedostatniego dnia hemis. Wóz turkotał na brukowanym głównym trakcie, podkute kopyta konia dźwięcznie rozbrzmiewały. Styl takiego podróżowania ostatnio przypadł baronowi do gustu. Bo po pierwsze nie śmierdział koniem po kilkudniowej podróży, po drugie mógł również w miarę prosto chodzić, a po trzecie mógł zabrać więcej. Ludzi i sprzętu.
Zbliżając się do fortu do jego uszu dobiegała skoczna muzyka, krzyki i śmiechy ludzi. Znaczy wszyscy bawili się na całego. Nawet okoliczni mieszkańcy na podgrodziu. Ominął ich bokiem i skierował się do bram fortyfikacji. Zaproszenie pokazał strażnikom przedstawiając się jak należy. Konia przekazał parobkom, a sam udał się tam, gdzie balowali wszyscy.
Evening Antarii:
-Chciałabym zauważyć, że "sojusz" z pewnymi osobami mi się nie uśmiecha- tu spojrzała na jaszczura, który kiedyś na Zuesh stracił rękę. -Z jednego punktu widzenia może i będę miała zagwarantowane bezpieczeństwo na mych ziemiach i tak dalej, z drugiej strony zaś mamy takie same prawa do całego hrabstwa Kadev i, jakby nie patrzeć, osoba Szeklana blokuje mi niejako możliwość pozyskania tych ziem. W pokojowy sposób rzecz jasna. Ta umowa sprawi tylko, że sprawa ta będzie "zamrożona" i prawdopodobnie żadne z nas nie otrzyma tytułu hrabiego Kadev, chyba że jedno z nas umrze. Ja zaś jestem nieśmiertelna...- uśmiechnęła się lekko, nie chcąc urazić Szeklana lub innych. Oczywiście tą wypowiedzią narażała się na krytykę i tak dalej, ale już jako dziewczynę obsmarowywano ją w gazetach, więc przywykła.
Do niej i do Safry dołączył Krixos. Ork usiadł gdzieś na uboczu, nie wtrącając się, ale mając wszystko na oku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej