Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!
DarkModders:
Jaszczur, wraz z pozostałymi, wszedł do sali biesiadnej. Była cudownie i bogato wystrojona. Po prostu miód dla oczu. Sam nie mógł się nadziwić.
- O kurwa, masz rozmach Mohamedzie. - powiedział rozglądając się. Po tych słowach skierował swój wzrok na kompana wojennego. - Jestem ciekaw, jak i pozostali, jaki jest powód tej biesiady?
Marduk Draven:
To była chyba ta chwila, która chodziła mu głowie. Rycerz sięgnął po fiolkę u pasa, odkorkował i wypił na raz całą zawartość. Zakorkował z powrotem buteleczkę i dał ponownie na miejsce, z którego ją wyjął. Przysłonił twarz kapturem. Skrzywił się. Poczuł mrowienie na oparzonej stronie twarzy i trwał tak w nim i z nim. Dopiero po pieciu minutach intensywnego płonięcia nadzieją przestał się krzywić. Otworzył oczy. Zdjął rękawicę z prawej ręki i dotknął prawej strony twarzy. Nic raczej nie czuł. Dla pewności jednak znów wziął jakieś naczynie i odchylając lekko kaptur, tak, by tylko on widzieć mógł. Był niezadowolony... to znaczy zadowolony, lecz nie do końca. W miejscu tym nie było już paskudnej blizny. Jej miejsce zajął jednak ślad. Znamię które będzie nosił już zawsze. Westchnął i pogodził się z prawdą i rzeczywistością. Kaptur nie starczy, choć na razie musi.
//Wypijam: łzy feniksa
Mohamed Khaled:
Gdy wszyscy się rozsiedli, swe miejsce zajął także Mohamed. Minę miał wesołą, pozbawioną zwyczajowego chłodu i opanowania.
- Wojna się skończyła, Valfden znów może żyć spokojnie. To prawda, że nie sprowadziłem was wszystkich tutaj tylko dlatego, żeby się napić i porozmawiać o błahostkach - choć to też miła odmiana od tych wszystkich intryg. Chciałbym ze wszystkimi, z każdym osobno zawiązać swego rodzaju sojusz. W niczym nie naciskam rzecz jasna. Chce po prostu dobra Valfden i jego mieszkańców - zrobił krótką pauzę, drapiąc się po zaroście. - Wiecie, wsparcie gospodarcze, ale także zbrojne, jeśli będzie trzeba. Każdy musi przyznać, że Valfden do najbezpieczniejszych nie należy. Gdyby kiedyś zdarzyło się komuś, że znajdzie się w trudnej sytuacji, to pomożemy sobie nawzajem.
Spojrzał na każdego z osobna.
- Taka... koalicja szlachecka. Zjednoczona, bez wojen, bez intryg, bez kłótni. No, przynajmniej między sobą - zaśmiał się cicho.
TheMo:
Themo podziwiał zastawiony stół. Następnie wysłuchał przemówienia gospodarza. Dość dokładnie. Teraz poznał cel tego zjazdu. Zawiązanie współpracy pomiędzy najwyżej postawionymi osobami w Valfden. Paru innych rzeczy tylko się domyślał.
-Z doświadczenia wiem, że koalicja jest najczęściej wymierzona przeciwko komuś lub czemuś. Co konkretnie nam chcesz zaproponować?
Gunses:
Gunses był z pewnością głową najstarszego z zebranych tutaj rodów. Zastanawiał się jednak, co takiego zmieniło się w strukturach szlachty, że spotkanie miast serii pogawędek o niczym i kosztowania wina, zaczyna się od samego początku od sedna - czyli polityki. Za szybko pomyślał. Prawą dłoń miał opuszczoną nisko pod stół, zapewne trzymał weń dłoń Setmre. Lewa zaś oparta była nadgarstkiem o stół. Demoniczna tkanka była reliktem ostatniej wojny i wieloletniego nieszczęścia jakie panowało na ziemi. Słuchał jednak wymiany zdań, kto wie, może wszystko uda się załatwić przed podaniem pierwszych potraw?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej