Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!
Nawaar:
Krasnolud ruszył za urodziwą pannicą do wnętrza fortu tam ujrzał sale biesiadną wyglądała dość czysto, zadbana i wysprzątana nawet powstrzymał się nad splunięciem choć chciał taki dziwne zwyczaje miał, ale tym razem połknął ślinę powstrzymując się. Kiellon zrobił parę kroków do przodu wtedy nadszedł pan tych włości mauren Mohamed.
- Witaj. Nieźle, żeś się tu urządził gdzie możemy spocząć?
Zadał dość ważne pytanie.
Mohamed Khaled:
Themo także został zaprowadzony. Służący wiedzieli już, że każdy następny przejeżdżający jest gościem pana Khaleda. Został zaprowadzony do sali, gdzie przebywali już inni.
W tym samym czasie Mohamed powitał gości.
- Macie cały stół dla siebie. Częstujcie się, służba zaraz przyniesie wina dla każdego. Chyba, że ktoś ma jakieś specjalne życzenia?
Nawaar:
- Kobiety będą? Miał takie specjalne życzenie. Krasnolud miał się tutaj zabawić oraz omówić kilka spraw, ale przodowała zabawa dlatego zadał to pytania, bo lubił towarzystwo dam choćby lekkich obyczajów teraz sprawy rycerstwa odłożył na bok, aby zająć się swoim małym rycerzem.
Mohamed Khaled:
Mauren zaśmiał się szczerze i objął swojego krasnoludzkiego przyjaciela.
- Mamy tutaj burdel. A i moze któraś ze służek się skusi na rycerza Bractwa ÂŚwitu - zaśmiał się raz jeszcze, tak szczerze, po przyjacielsku.
Evening Antarii:
Anielicy naprawdę nie chciało się ruszać sprzed kominka w te ostatnie hemisowe dni. Nadal było ciemno i zimno, śnieg zalegał trakty, a od czasu do czasu słychać było wieści od uwięzionych tygodniami mieszkańcach wsi, których niedawno udało połączyć "ze światem", oczyszczając drogi z białych zasp. Evening tęskniła jak nigdy za ciepłymi dniami, za łąkami pokrytymi kwieciem i słońcem grzejącym zmarzlinę.
Eve i jej dwoje sług, Krixos i Safra, zmierzali konno do Vodaemin. Anielica na Pałaszu, Krixos na Caledusie, a elfka na Tiarze. W tych warunkach nie dało się latać. Na dużych wysokościach woda zmieniała się w śnieg, a Eve nie chciała spać w dół jako lodowa rzeźba. Nawet teraz energiczne rozcieranie dłoni o siebie nic nie dawało. Para wydobywała się z ust istot brnących w śniegu na to dziwne spotkanie, w którym Eve miała zaszczyt, albo i nie, uczestniczyć.
Nazwiska Khaled nie kojarzyła. Może był to ktoś z Izby czy Rady. Tym bardziej mogła go nie znać, a z racji samego faktu piastowania wysokiego stanowiska w tych instytucjach, mogła go nie lubić. Tak dla zasady.
Wełniany kubrak i szal dawały ciepło. Tak samo grube buty i pończochy. Choć wełniane, to elegancko wykonane i ozdobione. Wszak taka krawcowa jak ona nie mogła się pokazać w byle czym.
Antarii zgrabnie zeskoczyła z ogiera w grząską ziemię, która przyjęła już wiele topniejącego wolno śniegu. Zdjęła rękawiczki i podała lejce Krixosowi. Sama zaś zmierzyła twierdzę od ziemi aż po czubki wież. Tam ujrzała jakiegoś człowieka, ale z racji tego, iż nie znała właściciela, nie poznała kim on jest. Zmarszczyła niezadowolona nos, że dała się wygnać z wygodnego fotela. Hemis zawsze ją przygnębiało i starała się poprawić sobie humor wieloma czynnościami. Ciepłe kąpiele, krótkie polowania, leniuchowanie z książką, a przede wszystkim długie wieczory spędzone przed kominkiem, z taru grzejącym zmarznięte stopy i kubkiem grzanego piwa w dłoni. Szczególnie wobec tego zaproszenia była nieufna, gdyż zwyczajnie nie wiedziała czego się spodziewać. "Zjazd szlachty" może oznaczać wiele. Nie miała także pomysłu kogo może tu spotkać. Eve przeszło przez myśl, że musi zachować ostrożność. Miała złe przeczucia.
Evening poczekała na Safrę. Gdy służka do niej dołączyła, odezwała się.
-Fort Harad na ziemiach pana... ee...- spojrzała szybko na zaproszenie, które miała w kieszeni. - Khaleda? Evening Antarii, Kanclerz Bractwa ÂŚwitu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej