Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie jest Nemo?
Zaidaan:
Jak się okazało, jegomoście byli uzbrojeni, jeden uniósł ręce w górę drugi postanowił pokonać kuszę wiosłem, celując kawałkiem drewna w Emericka, jednak nie wyglądali na wielce zaskoczonych, nadmiar tego zaczęli się kłócić o sumy i szczupaki. - Dobra, dość! Kręcicie, sumy w Hemis, ani na jej koniec nie żerują, a szczupaki w tą porę poluje się w rzekach. Co jest w tamtym worku? Pokaż go. - Pewnie w worku były ryby, jednak nie zaszkodzi zapytać. Bękart dalej celował w dwójkę pseudo-rybaków w bezpiecznej odległości, by przypadkiem wiosłem nie dostać.
Goris:
Ten z podniesionymi rękami nieco je opuścił.
-Dobra panie, masz nas
-Szczepan, co ty robisz?
Drugi szepnął do niego już nieco zaniepokojony.
-Jesteśmy przemytnikami. Może się jakoś dogadamy? Dostaniesz coś wartościowego, my odpłyniemy i nikt nic nie widział.
Zaidaan:
I w końcu się udało, gierka aktorska przemytników szybko się skończyła. Pierwszy od razu się poddał wygadując wszystko, natomiast po drugim było widać, że nie nieco się wystraszył tym obrotem spraw. Emerick natomiast otrzymał propozycję otrzymania czegoś drogiego w zamian za milczenie, przez chwilę przeszła mu przez myśl wzięcia czegoś wartościowego, bo jednak sytuacja finansowa Bękarta nie należała do najlepszych. Jednak na szczęście dzieci i ich rodziców szybko się opamiętał. - Wystarczy, że oddacie tą trójkę dzieci z tej pobliskiej wioski, Miodowa. Oraz, żeby nigdy więcej ta sytuacja się nie powtórzyła. - Powiedział poprawiając przy okazji chwyt kuszy obserwując bacznie obu jegomości.
Goris:
Jeden z nich wydał się wyraźnie zaskoczony.
-Dzieci? Szczepan, mówiłeś mi, że to futra zagrożonych gatunków?! To dlatego nie chciałeś nigdy mi odstąpić trochę dla żony! Ja się na takie coś nie umawiałem.
-Nie słuchaj go. On zmyśla.
-Kurwa, ja też jestem ojcem! Szczepan, otwieraj ten worek! Już!
-Tadek, uspokój się. Zajdziemy go od dwóch stron. Oddam ci nawet większą połowę tym razem!
Tadek był wyraźnie zaniepokojony słowami waszej dwójki. Położył dłoń na mieczu i niepewnym wzrokiem spoglądał to na ciebie, to na swojego towarzysza. W końcu wstał. A raczej miał zamiar wstać, gdyż dostał wiosłem przez łeb i wypadł za burtę. Szczepan natomiast chwycił worek i zasłonił się nim.
-No, strzelaj! Co, nie chcesz zranić dzieciątka?
Zaidaan:
Im dalej w głąb rozmowy, tym bardziej Tadek stawał się zaniepokojony, to dowiadywał się nowych rzeczy. W końcu pomiędzy dwoma przemytnikami wybuchła kłótnia. Tadeusz był coraz bardziej zdziwiony kłamstwami swojego druha, aż sam postanowił zajrzeć do worka, lecz nic wielkiego z tego nie wyszło, bo zaraz gdy chciał wstać do oberwał wiosłem od Szczepana prosto w czoło, co skończyło się dość tragicznie, bo wypadkiem Tadka za burtę. Natomiast w międzyczasie zdradziecki kompan złapał za worek, prawdopodobnie z dzieckiem i zasłonił się nim uniemożliwiając wystrzał z kuszy, pozostała negocjacja, kolejna. - Odłóż ten worek do cholery z powrotem na ziemię! Chcę jedynie trójki dzieci. Wiecznie tak stać w miejscu nie będziemy, najlepiej się skończy gdy je po prostu oddasz, a ja Ci daruję to i nigdy więcej tu nie wrócisz po dzieciaki. - Rzekł trochę bardziej podniesionym głosem próbując przy okazji kątem oka zauważyć jakieś luki w osłonie Szczepana, by jednak jakoś w niego trafić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej