Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie jest Nemo?
Goris:
-Wiem tylko tyle, że są z Zuesh. Mają nas za idiotów, więc nie mówili zbyt dużo. Jak się pospieszysz to może złapiesz ich na południu, zanim odpłyną.
Zaidaan:
Zuesh? Cholera, lepiej by nie kłamał i żebym naprawdę ich dorwał na południu.. Pomyślał chwilę i zaraz jakby dostał porządnego kopa energii złapał za kuszę i pośpiesznie zaczął cofać na kucaku, lecz zanim jeszcze odszedł na dobre .. - Obyś miał rację! - powiedział do ciemności wracając z powrotem na zewnątrz z tej strasznie ciemnej i ciasnej nory. Gdy po chwilach kilku wydostał się w końcu z nory wstał jak najszybciej na nogi i nakładając kuszę na plecy, aby szybciej dało się biec, orientując się jeszcze wcześniej gdzie jest mniej więcej południe, a zatem później popędził niczym wiatr w wyznaczonym kierunku cicho wierząc, że jednak dorwie tych ludzi z Zuseh i może za uratowanie dzieci dostanie jakąś premię do nagrody? Przebiegł przez las jakby ścigany przez stado wilków połączone z całą hordą trablinów przedzierając się przez napotkane gdzie nie gdzie krzaki lub gałązki z niskich, młodziutkich drzewek. I wtedy, w dość szybkim tempie przedostał się z powrotem na wybrzeże, wyglądające tak samo jak każde inne, teraz zajął się za oglądaniem za posturami ludzi lub jakiejś łódki przybitej do brzegu, lub innej gdzieś w pobliżu.
Goris:
W pewnym momencie do twoich uszu dotarły niewyraźnie krzyki. Bardziej to przypominało kłótnię, niż wołanie o pomoc. Gdy tylko podbiegłeś bliżej ujrzałeś dwójkę ludzi wrzucających jakiś worek na łódkę i odpływających na niej. A raczej na razie odbijali od brzegu za pomocą jednego wiosła. Póki stałeś w oddali nie zauważyli cię.
Zaidaan:
Gdy młody Bękart dotarł na wybrzeże los w końcu się do niego uśmiechnął, po tak długim okresie czasu coś jest mniej więcej po myśli człowieka. A mianowicie usłyszał jakąś głośną kłótnię, tyle wystarczyło by przykuć uwagę Emericka, gdy już zwrócił wzrok w tamtą stronę dostrzegł dwójkę nieznajomych, którzy wrzuciwszy worek na łódkę zaczęli ją odbijać od brzegu, to była ostatnia szansa by się czegoś dowiedzieć więcej. Nie czekając momentalnie ściągnął kuszę z pleców nakładając na nią jeden bełt, gdy skończył tą czynność ruszył z bronią do przodu - w stronę tejże dwójki celując w nią oczywiście. - Hej, wy! Stójcie! - Krzyknął w ich stronę nabierając postawę do oddania bezbłędnego strzału w jednego z nich. - Kim jesteście, dokąd płyniecie i co jest w tym worku? - Zarzucił na dobry początek trzy pytania w stronę nieznajomych nie tracąc czujności, w końcu w pewnej, bezpiecznej odległości zatrzymał się coby nie dać amatorsko pozbawić broni i zostać zabitym.
//: Czy dwójka ma przy sobie widoczną broń?
Goris:
Bandyci byli uzbrojeni. Standardowo, miecz i jakieś sztylety. Kiedy do nich podbiegłeś, jeden podniósł ręce do góry, a drugi wycelował w ciebie wiosłem.
-My? My tu łowimy ryby. Tak, polujemy na suma.
-Suma? Durniu, szczupaki! Widziałeś jakie zęby mają? Chaps i ręka ujebana!
-Kurwa, Tadek, sum to po 80 kilo ważą, ten twój szczupak to może im naskoczyć.
-Ty kurwa nawet uklei nie potrafisz z wody wyciągnąć! Szczupak to jest król wody!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej