Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kryzys w Bogdańcu
Nawaar:
Towarzysze ruszyli ku nieznanemu tereny były dość nizinne i przykryte śniegiem a sama temperatura była dość przyjemna. Zwierzęta też nie mogły narzekać, bo było niespodziewanie dobrze i żadne inne stworzenie ich nie zaatakuje, bo hibernują właściwie to była najodpowiedniejsza pora na jazdę bez żadnych przeszkód. Rycerze przemierzali szlak w szaleńczym tempie z dala jedynie słysząc wilcze skowyty, ale kto by się przejął taką błahostką skoro każdy tutaj walczył z groźnymi demonami wtedy to się działo. Teraz to zwykłe szumowiny się szlajały rabując uchodźców i brak tego dreszczyku emocji. Kiellon jechał sobie przyjemnie nie przeszkadzając sobie ani nikomu do pewnego momentu czyli nagłego zapytania kobiety, co wyciągnęło z transu brodacza a on jej odpowiedział równie cicho.
- Nie pan, lecz Kiellon w bractwie wszyscy jesteśmy sobie równi tak samo wobec naszego boga. Jesteśmy bractwem i musimy siebie tak traktować inaczej skończymy jak bękarty, którzy za nic nie mają sobie świętość. Poprawił Rey, której głos był naprawdę miły dla ucha, ale potem dodał. - Szczerze walczyliśmy razem pod Zuesh, potem pod Amertodonem jakoś nie mieliśmy czasu rozmawiać dopiero teraz nadarzyła się ta chwila z tego wniosek, że nie znam go za dobrze dopiero właściwie teraz wyrabiam o nim swoje zdanie, ale na pierwszy rzut oka wydaje się wiernym sługą Zartata, lecz na mój gust za bardzo wykorzystuje sobie swoją władzę- tutaj znacząco spojrzał na biedną, zmartwioną dziewczynę i kontynuował - skupił się teraz na zadaniu co widać bez niczego a jednocześnie nie należy do osób czułych. Masz pecha jeśli go kochasz. Skończył swój wywód, więc dobrał się do flaszki, by zwilżyć sobie gardło od tego całego gadania i wnikliwej analizie psychologicznej Marduka. Wziął kilka łyków na rozgrzanie co mu bardzo pomogło robiąc się miło ciepło na żołądku. Jechał dalej popędzając konia oczekując jakieś reakcji ze strony kobiety, na którą mógłby odpowiedzieć wzruszeniem ramion albo wywracając oczy.
Marduk Draven:
Kiellon miał rację. Marduke nie należał do czułych osób. Przynajmniej nie w obecnych czasach. Jego miłość zaginęła w odmętach jego pamięci. Choć większość wspomnień do niego wróciła, część była zablokowana, niedostępna. Już dawno przestał myśleć o przeszłości. Nie liczyła się. Skoncentruj się na chwili obecnej. - mawiał. Zważaj na przyszłość, lecz kosztem chwili obecnej.
Zwłaszcza teraz, gdy chodziło o jego ziemię. Musi znaleźć tych ludzi. Uratować ich. Ochronić, to jego obowiązek jako rycerz.
Smagnąl lejcami konia. W tym tępie poruszali się bardzo szybko, mogli mieć nadzieję na szybkie dotarcie do Bogdańca, nawet mimo tego, że gmina Rudar jest maksymalne na zachodzie jak może być. Po drodze mieli także Gear, drugą z gmin Dravena.
Rey z kolei podziękowała Kiellonowi za szczerą rozmowę. Wróciła myślami do zadania, podróży. Smagnęła konia lejcami, by się pospieszył. Tak też się stało.
Opuszczali już gminę Raschet, na rzecz Laemis. Klimat nizinny wszak się nie zmienił. W oddali mogli ujrzeć drogowskaz.
Nawaar:
Milczenie tego mógł się spodziewać po takim opisie jej kochanka. Krasnoluda to nie ruszało, bo nie zamierzał wchodzić mu do łóżka natomiast tego popędził jeszcze konia, bo nie mógł się doczekać jakieś karczmy i napić się porządnie piwa zakąszając jakąś dziczyznę tego potrzebował tłustego posiłku zamiast tego jechali dalej przed siebie sprawnie porzucając gminę Raschet. Twierdzy bractwa już nie było widać i jako tako mogli czuć się miej bezpiecznie. - Drogowskaz! Zawołał a z jego ust poleciała para. Następnie wskazał kierunek i podjechał do niego, żeby zorientować się gdzie mają jechać dalej. Kiellon jeszcze słabo znał tutejszą topografię, bo jakoś nie był w wielu miejscach, ale to poprawi gdy odwiedzi swoje gminy dość daleko na północy, tak czy siak przyjrzał się dokładnie znakowi.
Marduk Draven:
Chwile po Kiellonie, do drogowskazu dojechał Marduke. Chwilę po nim Rey. Marszałek Bractwa wstrzymał konia pociągnięciem lejcami. Klacz wyhamowała i stanęła około dwóch metrów od znaku, rycerz poprowadził Zirael do niego. Odgarnął śnieg.
-Laemis. - przeczytał na głos, z jego ust także wydobyła się para. -Nie zmieniając kierunku, winniśmy zajechać. Tam zatrzymamy się na noc.- zarządził i obejrzał się na kompanów.-Kiellonie, o flaszkę można poprosić? - zapytał krasnoluda.
Rey obserwowała drzewa, czy aby coś z nich nie wychodzi, nie czyha na rycerzy. Wilcy, rzezimieszki, ogniki, z którymi ostatnio Marduke miał na pieńku.
Nagle zza drzew, w odległości 10 metrów wyszedł samotny wilk. Zawarczał wściekle na rycerkę. A ta położyła dłoń na buzdyganie. Wilk popatrzył dokładniej na trójkę rycerzy i skomląc pobiegł między drzewa.
Nawaar:
- Leamis, tak? Nic ta nazwa mu nie mówiła po prostu kolejny cel, którym muszą minąć żeby dostać się do Bogdańca, ale słysząc o postoju krasnoludowi zaświeciły się oczka nie chciał wszak całą noc jechać na złamanie karku a był to kawałek drogi jeszcze trochę gmin będą musieli przejechać, by dojechać do celu a tam muszą zająć się sprawami prostej ludności i wtedy lepiej być wypoczętym niż zmęczonym taką podróżą. Wysłuchiwanie prostego ludu nie należało do łatwych zwłaszcza w tych czasach. Flaszka, którą trzymał dla pokrzepienia serc dumnie wisiała na jego korpusie chłodząc się w tym czasie na mroźnej pogodzie kilka łyków krasnoluda trochę ją opróżniło, lecz uznał, że podzieli się z rycerzem choć nie chciał! - Masz- podał butlę z zimnym napojem - trochę jej ubyło, bo lubię te rzeczy heheheheh. Zaśmiał się rubasznie i w tym samym momencie znów wilk zawył, tylko tym razem bliżej, lecz tak jak bywało wcześniej odszedł sobie zrozumiał z jaką siłą będzie miał do czynienia i odpuścił. Kiellon znów przewrócił oczyma ustawiając konia na szlaku. - To jedziemy dalej. Ponownie smagnął go lejcami a on pośpiesznie ruszył do przodu. Teraz czekał na jakiś zajazd, by się uchronić przed zmrokiem i zjeść coś dobrego na trasie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej