Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Sprzątanie świata

<< < (10/12) > >>

Dragosani:
- Gyrhh! - odpowiedział Jiggs na sugestię, aby "odciągnął jedną z nich". Nie był bohaterem. Ale jak mus, to mus. Wraz z Haggsem próbowali zwrócić na siebie uwagę jednej z wiwern. Wrzeszczeli, skakali i tak dalej. Nie mieli zbyt wielkiego doświadczenia w przyciąganiu uwagi dużych latających gadów. Ale trzeba im przyznać, że jedna z wiwern zasyczała w ich stronę i pokracznie podeszła kilka kroków. Nie wzbijała się jeszcze do lotu. Druga wierna na razie obserwowała tylko zbierających się ludzi.

Silion aep Mor:
- Czyś ty chłopie na głowę upadł!? - oburzył się na wikinga - Oni nie są wojownikami, to zwykli strażnicy, tak więc zwykli mieszkańcy obyci w walce bronią... Przecież jak taka wiwerna ich użądli to po niecałej minucie będą sztywni. - tłumaczył podniesionym głosem.
- Oni zapewne mogą tego nie wiedzieć. Kurwa, nie dam im umrzeć. - wziął bucha ze skręta i wyrzucił go w śnieg.
- Co takie zwykłe, małe bełty im zrobią dziurawiąc takie ogromne skrzydła? - zapytał retorycznie.
- Strzelam jednej w łeb a Ty bierz ten swój puklerz i ich zasłoń. ÂŁap to! - wyjął z kieszeni na piersi runę lodu - Spróbuj zamrozić jej skrzydła. - mówił szybko.
Sam sięgnął szybko po swe kusze które były załadowane żelaznymi bełtami, namierzył jedną z nich w łeb pierwszej z wiwern, tej nieagresywnej i pociągnął za spust. Pocisk poszybował wprost przed siebie świszcząc złowrogo. Bełt wbił się w czaszkę potwora lecz nie na tyle głęboko by go zabić. Wkurzona uniosła się na tylne łapy próbując wzbić się w powietrze. Drugą kuszą wycelował w odsłoniętą przez wiwernę, klatkę piersiową, nie wahał się nawet sekundy, wcisnął spust. Pocisk ruszył przed siebie niczym prawdziwy bohater, tnąc powietrze. Ostatecznie wbił się w klatkę piersiową i dotarł do serca. Bestia zawyła z bólu i owaliła się na ziemie. Krasnolud przeładował jedną z kusz, po czym zeskoczył z konia i pobiegł w stronę strażników, ze szklanym nożem w drugiej ręce.

//Jedna musi iść z kuszy bo Torstein nie pomyślał, jakbyśmy poszli sami we dwóch gdyby on zasłaniał mnie tarczą to by była epicka walka :P

Dragosani:
Pierwsza wiwerna została zabita przez krasnoluda. Dwa celnie wymierzone bełty okazały się skuteczne. Pozostała jeszcze jednak druga gadzina. Widząc jak jej kompan pada, bestia zasyczała groźnie na biegnącego Kruka. Machnęła skrzydłami i wzbiła się w powietrze. Odbijając się od ziemi i przelatując nisko nad krasnoludem uderzyła go przypadkowo łapami. Szczęśliwie dla Kruka nie użyła przy tym pazurów, ot zawadziła o niego. Przewróciło to jednak Siliona. Krasnolud wpadł w brudny śnieg, kusze wypadły mu z rąk, a bełty rozsypały się po ziemi. Wiwerna zaczęła kołować jakieś piętnaście metrów nad nimi, zapewne wyczekując na odpowiedni moment do ataku.


1 x Wiwerna

Torstein Lothbrok:
Wiking przyjął i schował rune. Na razie, to kusza była wymaganym narzędziem. Został gdzie był, mierzył z kuszy. Silion padł na ziemię, na szczęście nie martwy. Bestia kołowała wokół niego. Wiking wstrzymał oddech i oddał strzał, gdy uznał, że nadszedł czas. Bełt pofrunął niczym wiwerna. Trafił w udo bestii. Zaskoczyło ją to. Znalazła wzrokiem Torsteina i zaczęła ku niemu pikować. Wiking odrzucił kusze, wziął rune. I gdy bestia miała już go złapać w szpony, on odskoczył w bok, jednocześnie celując wolną ręką w skrzydło bestii.
-Anoshu!
Podmuch mrozu niespodziewanie zamroził skrzydło bestii, która zaskoczona zaryła o ziemię, łamiąc drugie skrzydło. Próbowała się podnieść, podczas gdy Torstein schował rune i teraz z mieczem w ręku biegł ku bestii. Strzeliła ogonem ku niemu, niby biczem. On jednak ominął jadowy kolec i ciął tuż za nim, pozbawiając go i końcówki ogona bestii.
Torstein rozpędzony wskoczył na plecy wiwerny, biegnąc obok rzędu kolców. Będąc za szyją wyskoczył i chwycił miecz oburącz. Bestia spróbowała zrzucić go z siebie, lecz było za późno. Wiking spadł z powierza na jej głowę, zatapiając miecz po samą rękojeść. Gad nawet nie syknął. Po prostu zdechł. Od razu.

Dragosani:
Plan nie do końca przebiegł tak, jak zakładał Torstein. Trafił wiwernę bełtem. Zamroził jej skrzydła. Lecz nie zdołał uskoczyć jej z drogi. Wpół unieruchomiona wiwerna spadła na ziemię, przewracając odskakującego wojownika. Torstein został odrzucony o kilka metrów, lądując w błocie i śniegu. Wierna dalej żyła, była ranna i nie mogła latać, lecz była też wściekła. Koślawy podskakując ruszyła ku Torsteinowi.

1 x Wiwerna, rana od bełtu w prawym udzie, zamrożone prawe skrzydło, drugie skrzydło złamane.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej