Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Sprzątanie świata
Silion aep Mor:
Krasnolud na nic nie czekając, podczas Torsteinowych manewrów, odturlał się w bok i przyklękł, wnet zaraz bestia zaryła w wikinga.
Oboje byli pokiereszowani i przyćmieni dlatego też brodaty stwierdził że nie będzie się pierniczył z potworem i ukatrupi go od razu.
Postanowił wyjąć topór, podkradł się z nim na ugiętych nogach do tyłu bestii i rąbnął nim w jej ogon odrąbując jego koniec wraz z kolcem jadowym.
Szybkim ruchem rzucił topór na bok, wskoczył na kikut ogona w miedzyczasie wyciągając swe noże. Wbił się nimi w plecy wiwerny używając ich jak czekanów, bestia niezbyt mogła go zrzucić, w ten sposób dostał się aż do jej szyi.
Wyrwał te noże ze stwora, szybko jeden wbił w szyje potwora a drugi bezpośrednio w czaszke tak by przebił mózg.
Bestia powinna paść martwa.
//Wspinał się po niej jak Lara Croft po ścianach w Tomb Raiderze.
Torstein Lothbrok:
Torstein zaś sobie urządził sobie widowisko pod tytułem "krasnolud zabija wiwerne". Gdy było po wszystkim, podniósł się i strzelił kośćmi karku. Odnalazł pokolei rune i kusze. Fajke dalej miał w gebie, tylko że wypalony do peta.
Wiking podszedł do trupa gada i zgasił na głowie wiwerny peta. Silionowi oddał rune.
-Jesteśmy kwita.
Dragosani:
Wiwerna jeszcze trochę się szarpała przez co zrzuciła Siliona w błoto, śnieg i krew. Jednak jej rany były zbyt poważne i po chwili uspokoiła się. Była martwa.
- Uff... - odetchnął Haggs. - W życiu nie widziałem takiego potwora - rzekł. Jiggs też chyba był roztrzęsiony. Wyciągnął manierkę i pociągnął zdrowy łyk.
Tymczasem pracownicy mogli kontynuować sprzątanie. Większość ścierwa już płonęło w dołach. Niektóre już nawet zaczynały dogasać. Praca była już bliżej końca niż rozpoczęcia.
Torstein Lothbrok:
-Wiwerna. - wyjaśnił szybko i spokojnie, jednym, prostym słowem. -Zawsze mogła być czarna. Wtedy by była bitka. - dodał, rozmarzając się.
Lothbrok popatrzył na pracujące ekipy. Przyglądnął się dokładniej, by ujrzeć to, iż prace zmierzają raczej ku końcowi. Wiedział jednak, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca. Wszak wszystko, a przynajmniej dużo się jeszcze może zdarzyć. Był więc gotowy, tą gotowość trzymał.
Silion aep Mor:
Krasnolud podniósł głowę wyjmując ją ze śniegu, otarł z niej mieszaninę białego puchu, krwi i błota i wstał z ziemi otrzepując się.
- Ty się ciesz że nie musiałeś z nią walczyć. Tyłek wam uratowałem po tym jak ten oto wojak wystawił was na możliwość oberwania kolcem który uśmierciłby was w przeciągu minuty. - przyjął runę i schował ją do torby na piersi.
- No ale on pomógł mi i jednocześnie wam więc jesteście kwita. - poprawił wiązanie arafatki i założył ją na wysokość nosa zakrywając tym samym usta.
Rozciągnął się, pozbierał bronie z ziemi, w szczególności bełty, te zbierał skrupulatnie i wlazł na konia. Na nim zaś przeładował kusze.
- Dobra, co dalej panowie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej