Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Sprzątanie świata
Dragosani:
Gdy wstępnie oczyszczono teren, robotnicy zabrali się do pracy. Wypakowali wozy z jakiś beczek (zapewne z jakaś łatwopalną substancją). Następnie zaczęli kopać doły, do których później mieli wrzucać truchła. Dołów było sporo i same w sobie były spore. Wszak miały pomieścić dużo ścierwa. Szczęśliwie robotników także nie było mało, więc praca szła sprawnie. Oczywiście i tak mogło jeszcze to trochę potrwać, więc najlepszym rozwiązaniem dla strażników było by obserwowanie otoczenia, wypatrując przy tym niebezpieczeństw. Oraz, jeżeli chcieliby, aby czas im szybciej minął, mogli sobie rozmawiać.
Silion aep Mor:
//W domyśle wyjąłem ze łba tego ptaka mój nóż.
- Ech... Dla mnie to była rozgrzewka, lubię walczyć, nawet bardzo lubię, myślałem nawet czy by się do Bękartów nie dołączyć ale jednak żywot agildyjnego wojaka mi bardziej leży. - mówił przez szmatkę na ustach.
Poprawił się w siodle spoglądając w dal i szukając kolejnych niespodzianek które może zechcą ich zaskoczyć i dać się tymsamym zabić.
Na to liczył choć z drugiej strony miał na uwadze dobro pracujących tutaj pracowników i wiedział że nie może im nic się stać, nie chciał tego.
- Dziękuje, wy też sobie nieźle radzicie w wojażce. - mówił zgodnie z prawdą.
Torstein Lothbrok:
-A przypadkiem nie rozgrzewka do rozgrzewki? - zażartował. Wszak walka ze zwierzętami tym dla niego była. Kiedy miecze uderzały o tarcze, szczękały, zdarzały się. Trafiały w hełmy, kolczugi, kirysy. Topory przerywały oka kolczug. Bełty i strzały świstały nad głowami obok. Czasami trafiały w ciało. ÂŚmierć. Zginąć w bitwie - marzenie wojownika.
-Oby nam Rasher zesłał godnych przeciwników.
Silion aep Mor:
- Rozgrzewka to już rozgrzewka, nie ma co udziwniać. - rzekł z uśmiechem skrytym pod arafatką.
Walka, uwielbiał walczyć ale teraz sobie zdał sprawę z tego że musi się bardziej kryć z tym jak walczy ponieważ nie może się zdradzić że jest krukiem. To zaś by mu mogło zaszkodzić no bo jak to tak że osoba wysoko postawiona, piastująca ważne urzędy należy do gildii zabójców? No nie było by to dobre...
- Godnych? Lepiej głodnych... Będzie prościej ich zabić. - rzekł z przekąsem - Rasher nie jest moim bogiem więc wiesz...
Torstein Lothbrok:
-Moim jest tylko w czasie walki. Taki hmmm... układ? A przeciwnik? Im potężniejszy, tym lepiej.- odrzekł skrytemu za arafatką krasnoludowi.
Zabawne było to, że podczas gdy tylu miało dość walki, po wojnie, jemu było wciąż zbyt małe. Wiking poprawił hełm i poświęcił pół minuty na naciąganie kuszy, po czym odłożył ją na plecy.
- Trzeba by się także zająć wszelkiej maści bandytami, nie sądzicie? Są coraz śmialsi.- powiedział ponuro.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej