Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gruzy Mrocznego
Elrond Ñoldor:
Z każdą minutą mijali kolejne pogrążone w półmroku uliczki Efehidonu. Był wieczór, było chłodno, a latarnie zdawały się zaraz zgasnąć. Im dalej od dzielnicy szlacheckiej, tym budynki stawały się coraz brzydsze i biedniejsze. A uliczki coraz węższe, dlatego woźnica skierował dorożkę na jedną z głównych ulic. Jadąc wierzchem nie zwracałby na to uwagi, ale jego nowy wóz swoją szerokość miał.
- Zwykłe kryształy magiczne. Powstały jak się świat materializował z samej magii. Magowie używają ich mniejszych wersji w kosturach. W wymiarze draconów były sprzężone z jakimiś dziwnymi działami, które strzelały magicznymi pociskami. Maja one duży związek z żywiołami, dlatego ich kolory odpowiadają zwykle podstawowym kolorom żywiołów. Wiadomo, woda - niebieski. Oczywiście nie tylko kryształy posiadają moc magiczną. Pamiętam że były magiczne monolity, zdolne otwierać portale do innych wymiarów. Zdaje mi się, że to właśnie ich używaliśmy do tamtej teleportacji. Ale dawno to było, a ja mam słabą pamięć...
Rodred:
- Czyli taki kamień ma w sobie energię którą mag może wykorzystać? Bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Uznałem, że z czasem na pewno będę miał okazję zaznajomić się bliżej z takim kryształem czy monolitem więc postanowiłem zmienić temat na bardziej przyziemny.
- Tak zmieniając temat, jak już jestem szlachcicem to co się z tym właściwie wiąże? Jakoś nikt mi nie powiedział.
//Ale tak serio to poza odbieraniem kasy u herolda coś się jeszcze robi?
Elrond Ñoldor:
- Masz ziemię, którą zarządzasz. Wprawdzie każda gmina ma swojego urzędnika, który załatwia wszystkie formalności, kiedy my możemy leżeć i nic nie robić, ale dobrze by było raz na jakiś czas ruszyć się ze stolicy i sprawdzić, czy wszystko gra. Czy ktoś nie zbiera większych podatków i różnice zachowuje dla siebie, czy któryś z urzędników nie tłamsi poddanych. Czy jest spokój, straż działa, a bandyci za bardzie nie męczą...
Rodred:
Pokiwałem rozumiejąc. Zawsze w sumie chciałem zarządzać jakimś większym kawałkiem ziemi. Nie miałem już więcej pytań więc zamilkłem otulając się dokładniej płaszczem. Wyjechaliśmy już z miasta i wokół zrobiło się przyjemnie cicho. Tylko dźwięki lasu nam towarzyszyły.
Elrond Ñoldor:
I oczywiście wycia wilków, zmuszonych chłodem i mniejszą ilością zwierzyny, do podchodzenia do ludzkich wiosek i traktów, gdzie można było sobie coś łatwiej upolować. Dla Elrond wilki były jednak najmniejszym zmartwieniem. Wiedział, że nie tylko te psowate są jedynymi drapieżnikami na Valfdeńskich nizinach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej