Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Trzewia Ziemi

<< < (9/13) > >>

Kenshin:
Kenshin nie musiał długo czekać na przygotowanie posiłku, bo karczmarz natychmiast ruszył do kuchni a raniona dziewczyna została odprowadzona do pokoju, by zaleczyć swoje rany snem tego potrzebowało jej ciało oraz umysł. Właściciel przybytku przyniósł smakowity gulasz, który okazał się gorący tego było trzeba orkowi jadł aż mu się uszy trzęsły. Ciało po walce zostało dodatkowo dogrzane przez sycący posiłek powiedział. - Bardzo smaczne dziękuję. Skłonił się mężczyźnie i zabrał się za resztę rzeczy czyli pozbycie się ciał nie było to najlepsze ani najprzyjemniejsze z zajęć, ale ktoś to musiał zrobić. Ciała nie miały nic przy sobie, ale na szczęście były lekkie wiec orkowi nie zajęło to długo i wyniósł je na zewnątrz kopać mogiły nie zamierzał, bo w taką pogodę na zmarzniętej ziemi połamie jeno szpadel. Dlatego pozostawił ciała na dworze, ale żeby nie być do końca nikczemnym odmówił modlitwę nad ciałami do Ventepi choć nie był w tym dobry.
Pani zabierz duszę mych przeciwników do siebie, żeby pod twoim wypływem zmienili swą złą ścieżkę na dobrą. Niech w następnych cieleniach okażą się godnymi, dobrymi ludźmi. Mówi do Ciebie twój uniżony sługa Kenshin. Na chwilę zawiesił głowę i wrócił do karczmy z tego ziąbu. Po powrocie wziął miotłę, bo sprzątanie się nie skończyło i zaczął zbierać do kupy roztrzaskanego w drobny mak bandyty a to za sprawą swojej magii lodu . Druid zbierając pozostałości po prostu wymiótł je na zewnątrz nie rozczulając się za bardzo, bo można powiedzieć, że ten grasant był wszędzie to tu to tam. Jednak szybko zakończył cały proceder mając zamiar się zbierać na dalszą podróż, lecz niestety hemis jest kapryśne na momencie rozpętała się burza śnieżna pokrywając lodową skorupą wszystko, co sprawiło, że wybieranie się w taką drogę to samobójstwo wtedy też na ratunek przybyli karczmarz wraz z żoną proponując nocleg, tylko głupi by się nie zgodził. Druid natychmiast się zgodził i udał się do swojego pokoju, aby przeczekać taką ciężką noc choć pewnie będą mu się śniły twarze dopiero co pokonanych przeciwników, ale zmęczenie robiło swoje pomimo koszmarów. Przed zaśnięciem zmówił jeszcze jedną modlitwę i zasnął snem sprawiedliwego, bo w końcu uratował mieszkańców do domu to spłynęła na jego barki łaska Ventepi dając mu ukojenie. Następnego ranka ork po porannej toalecie ruszył na dół na szybie śniadanie jeszcze raz podziękował gospodarzą i ruszyli ku Ombros. Droga trwała kilka godzin, ale trakt nadawał się do jazdy, także nie spowolniło to wozu a i konie były zabezpieczone przed chłodnym powietrzem i niskimi temperaturami. Kenshin kojarzył ten trakt, bo był tutaj nie raz jeszcze z żyjącym Aragorem a potem na podróży do magicznego jeziora z konkordatem. Jednak zawsze ten mur mu trochę imponował, więc dojeżdżając do głównej bramy gdzie prowadził trakt zatrzymał bryczkę czekając na odzew pilnujących choć i tym razem nie sądził, że towarzysze nie przejadą dalej wszak jedzie z właścicielem tej gminy.     

Rikka Malkain:
Potężny mur rzeczywiście robił wrażenie. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy jak okiem sięgnąć był z zewnątrz cały oblodzony, a na jego szczycie widać było białe czapy śniegu. Co ciekawe, z początku wydawał się być kompletnie opustoszały. Gdy jednak niewielka bryczka pokonała pół kilometrowy odcinek gołej ziemi dzielący las od fortyfikacji, nastąpiło jakieś poruszenie. Podróżni zatrzymali się przed wielką bramą. Już po chwili po drugiej stronie szczęknął jakiś mechanizm, coś zaskrzypiało i masywne wrota zaczęły się otwierać. Gdy szczelina była już wystarczająco duża by cały pojazd bez przeszkód mógł przez nią przejechać, Rikka dała znać swojemu orkowemu towarzyszowi że mogą ruszać dalej. W Ombros czekało ich powitanie. Chociaż nowa szlachcianka nie wspominała w swoich listach kiedy konkretnie przybędzie do gminy, kruki i tak dokładnie znały jej datę przyjazdu. Wracając jednak do samego powitania, do tego zadania wyznaczono... Konny oddział ciężkozbrojnego rycerstwa. Oczywiście to była tylko mała grupka ludzi, czasem reprezentujących gminę poza jej granicami. Prawdziwi strażnicy tych ziem dalej pozostawali niewidoczni. Ci tutaj mieli tylko ładnie wyglądać i dopełnić formalności, oraz przywitać nową panią na włościach. Wampirzycy wydawało się to śmieszne, ale szkoda by było żeby ich trud poszedł na marne. W końcu przygotowali się tak ładnie. No, i przecież miała obok siebie niewtajemniczonego gościa.
-Sir Anton z rodu Du'Vell. W imieniu mieszkańców gminy mam zaszczyt przywitać wielmożną Rikkę Malkain na jej ziemi. My, prości obywatele Ombros, życzymy ci długich lat urzędowania i w pełni ufamy, że w swych osądach zawsze będziesz mieć na uwadze dobro maluczkich oddanych pod twoją opiekę.
Wampirzyca z niedowierzaniem przygląda się tej szopce, usilnie próbując przypomnieć sobie czy słyszała kiedyś o mieszkającym w tej okolicy rodzie Du'Vell. Może przynajmniej on był prawdziwy.
-Dziękuję. Wspaniałym jest wiedzieć, że żyje się wśród takich ludzi.
Odpowiedziała krótko zapominając na moment o poprawności politycznej. Przecież pod którymś hełmem mogły się znajdować spiczaste uszy!
-Mam również przyjemność zaprosić Panią wraz z gościem na ucztę organizowaną w stolicy gminy z okazji Pani przybycia.
W tym momencie Rikka nie mogła się nie uśmiechnąć. Każdy zorientowany wiedział, że prawdziwa władza w tym okręgu pochodzi ze starej fortecy Oterio Vomnen, nie z ratusza Ombros. Ktoś z zewnątrz byłby jednak przekonany, że to tylko gmina jak każda inna i nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Udawali nie najgorzej.
-Proszę przekazać, że przybędę później. Wcześniej mam do załatwienia kilka spraw. I nie, nie potrzebuje eskorty. Dziękuje ci cny Antonie.
Zbyła rycerza, który chciał dodać coś jeszcze, i przekazała Kenshinowi, że mogą jechać dalej.
-Jeśli ci to nie przeszkadza najlepiej załatwmy problem z marszu. Ugościć mogę cię później... Chyba, że chcesz się wcześniej jakoś przygotować.
Powiedziała zwracając się już do swojego kompana. Gdy ruszali do bryczki podbiegła niezauważona wcześniej mała istotka w kapturze, niemal wpadając pod koła. Rikka podała jej zwinięty w rulon liścik. Karzełek zniknął równie szybko jak się pojawił.

Kenshin:
Kenshin spoglądał na mur oczekując jakiegoś odźwiernego jak było to wcześniej teraz nikogo takiego nie było, ale zdało się usłyszeć jakieś poruszenie za wielkiego muru dość ładnie przystrojonego przez śnieg. Brzęczenie zamka i skrzypienie wrót było dobrym znakiem, że obędzie się to wszystko bez problemów i tak właśnie było. Ork ruszył do przodu jak tylko się brama otworzyła na oścież wedle polecenia towarzyszki. Bryczka przejechała a na miejscu odbyło się chyba najdziwniejsze dla orka powitanie w życiu stało rycerstwo, ale wyglądało to na zbieraninę różnych ludzi choć starali się dobrze reprezentować to nie uprzejmie było się nie przywitać a zrobił to skinieniem głowy. Druid wiedział tak naprawdę, że prawdziwymi obrońcami tej części Valfden są krwawe kruki zabójcy gotowi na wszytko, a wiedział to bo sam był jednym z nich dawne dzieje, ale jednak. Dawne dzieje, lecz ork ukrywał się ze swoją wiedzą nie chciał się narażać a i tak nikt go o to nie pytał on na pierwszy rzut oka poznawał kto jest krukiem, jednakże na razie wampirzyca się nie zdradziła, także jej do listy nie zapisywał. Ork bacznie obserwował okolice taki miał nawyk wolał widzieć więcej niż było to konieczne choć nie uczył się zagrożony na obecną chwilę. Kenshin nie zdradzał po sobie wiedzy grał tak jak mu zagrali i dobrze dla niego. Ork w końcu po odprawie rycerstwa mógł ruszyć dalej wtedy z nie wiadomo skąd wyskoczyła mała postać omal jej nie przejechał już miał krzyknąć, kiedy ta zniknęła w ciemnościach naprawdę to było fascynujące. Druidowi jakoś nie chciało mu się jechać na ucztę wolał najpierw zrobić swoje potem ewentualnie coś zjeść w doborowym towarzystwie czyli świty gminy Ombros, więc rzekł.
- Zabawimy się później najpierw polowanie. Wskaż, którędy mam jechać. Polecił dziewczynie smagając konie lejcami a bryczka powoli do przodu ruszyła.

Rikka Malkain:
-Na razie prosto, a na następnych rozstajach odbijemy w lewo, w stronę Sinliar. Nie będziemy przejeżdżać przez samo miasto, tylko ominiemy je i zajedziemy od razu pod leże potworów. Wejście do jaskiń wygląda niepozornie, ale z tego co słyszałam groty są głębokie i ciągną się naprawdę długo. Wejdziemy do środka, znajdziemy potwory, zabijemy je i wrócimy na powierzchnię.
Rikka szybko wyjaśniła trasę. Droga nie była skomplikowana, a za murami nie powinni napotkać żadnych przeciwności. Tylko patrzeć, jak znajdą się na miejscu i będą mogli zejść pod ziemię. Zwykły człowiek wzdrygałby się na samą myśl o podobnej przygodzie, ale orkowy łowca i wampirzyca skrytobójca nie zaliczali się do tych "zwykłych".

Kenshin:
Ork wsłuchał się w polecenia wampirzycy i tak kierował bryczką, by nie zboczyć z kursu. Dobrze, że ominął miasto będą wtedy mogli szybciej dojechać a im szybciej dojadą tym lepiej skończy się zlecenie, o ile czarnoskóry ork przetrwa konfrontacje z bestiami. - Dzięki tobie nie powinno być problemu, wszak widzisz w ciemnościach to będziesz nakierowywać mój łuk. Uśmiechnął się pod nosem. - Te całe jaskinie są w miarę szerokie? Nie chciałbym się zakleszczyć pomiędzy skałami zdany na łaskę potworów jak to wygląda? Prosił o w miarę najdokładniejszy opis tuneli do niższych ras on niestety nie należał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej