Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Trzewia Ziemi
Kenshin:
Ork w gniewie zacisnął mocniej swe łapska na rękojeści wardyny kiedy zobaczył jak wykorzystują biedne dziewczę tego nie mógł znieść a jak zginie to będzie kolejna dusza, która będzie go nawiedzać do końca jego dni. Na to nie mógł sobie pozwolić i rzucił propozycją nim będzie za późno.
- Damy wam odejść jak zostawicie dziewczynę. Zapomnijmy o tym incydencie i rozejdźmy się póki nie zabrnęło to za daleko.
Kenshin widział jak drugi ładuje pistolet, ale na tym etapie nie mógł nic zrobić choćby chciał uratować młodą niewinną istotę do tego zapłakaną i przejętą tym wszystkim.
Rikka Malkain:
-Puścimy ją na zewnątrz! Odstąp od drzwi.
Odkrzyknął w odpowiedzi bandyta i cała trójka, grasanci wraz z dziewczyną, zaczęła przemieszczać się powoli w stronę wyjścia. Broń tego drugiego była już naładowana i teraz wodził on nabitym pistoletem od orka do stołu, za którym czekała wampirzyca. Kobieta przywiązana do słupa wybuchnęła nagle płaczem i zalała się łzami, zaś twarz mężczyzny zmieniła się nie do poznania. Zupełnie jakby w jednej chwili ze zmartwienia przybyło mu kilka lat. Oboje byli przerażeni.
Kenshin:
Ork widząc reakcję dwóch podwieszonych osób wiedział już, że ta młoda dziewczyna jest ich córką. Płacz matki oraz nagłe postarzenie się ojca jedynie go w tym potwierdziły. Jednak nie odszedł od drzwi, tylko rzucił wardyną na bok ta oddała porządnym brzęczeniem. Następnie Kenshin rozłożył ręce i w akcie postanowił zastąpić dziewczynę sobą w ten sposób chciał uspokoić swoje sumienie i odkupić część swoich win z przeszłości.
- Odejdę dopiero wtedy jak weźmiecie mnie zamiast niej. Oczekiwał pozytywnej reakcji ze strony zbirów, ale nigdy niczego nie można być pewnym poza śmiercią. - Ona się wam na nic nie przyda a ja wiele potrafię, to jak?
Rikka Malkain:
-Precz! Nie podchodź!
Odwrzasnął bandyta. Najwyraźniej bez wardyny ork nie wydał im się ani trochę mniej groźny. Obaj grasanci za nic nie chcieli dopuścić Kenshina bliżej. To była patowa sytuacja. Ostatecznie jednak nerwy jednego z bandytów nie wytrzymały napięcia. To był ten z pistoletem. Wycelował w druida i wszystko wskazywało na to, że odda strzał jeśli tamten się nie cofnie. Rikka, wyglądając zza swojej osłony, szybko oceniła sytuacje. Nie mogła ryzykować utraty łowcy, dlatego ponownie uniosła kuszę i wystrzeliła zabójczy bełt w stronę dzierżącego broń palną. Mężczyzna, podobnie jak jego towarzysz kilka chwil temu, został uderzony żelaznym grotem powyżej oczu i natychmiast zwalił się na deski wypuszczając broń. Na twarzy ostatniego pozostałego przy życiu człowieka malowała się mieszanina strachu i złości. Pchnął swoją zakładniczkę w stronę druida, przy okazji tnąc ją sztyletem przez plecy. Dziewczyna z krzykiem poleciała do przodu nie mając szans na złapanie równowagi. Jej oprawca zaś rzucił się w stronę drzwi. Dopadł klamki i w jednej chwili znalazł się na zewnątrz.
Kenshin:
Ork nawet nie zdążył zareagować na tak patową sytuację, ale postanowił działać i kiedy dziewczyna z rykiem upadła raniona sztyletem a przeciwnik zaczął uciekać w normalnych warunkach zajoby się dzieckiem, lecz nie tym razem rządziła teraz nim chęć mordu choć to nie wypadało druidowi. Jednak on był wściekły nie tylko na człowieka, ale przede wszystkim na siebie, że nie mógł tego załatwić w jakiś ludzki sposób. Kenshin nie zamierzał go puścić wolno nawet ta myśl mu nie przeszła przez głowę.
Druid stanął w zimnym progu karczmy skumulował w sobie energię magiczną oraz resztki wody wokół siebie i wypowiedział inkantację sopla lodu. - Izosh! Z ust orka wyleciał kłąb pary a w dłoni czarnego druida uformował się ostry jak brzytwa sopel, którym wystarczyło rzucić w stronę przeciwnika i tak też zrobił człowiek oddalał się dosyć szybko jak na mroźną pogodę, lecz ten dystans nie był wystarczający, by się uchronić przed atakiem. Kenshin oddziaływając na sopel telekinezą pchnął go w stronę przeciwnika. Pocisk lodu leciał bezbłędnie a do tego szybko i bezdźwięcznie przebił ciało uciekiniera a konkretnie jego serce zostało przebite niemal na wylot, bo czubek sopla wystawał z klatki trafionego grasanta ciało jedynie padło głucho na puch śniegu kończąc żywot rzezimieszka już nigdy nie zrobi krzywdy biednym ludziom.
Ork kończąc te całe ekscesy pomodlił się do Ventepi o przebaczenie swoich win czuł, że musiał to zrobić. Pani wybacz mi, bo znów złamałem swoją przysięgę, ale robię to dla dobra tych ludzi, biednych ludzi chronić życie niewinnych też należy do naszych obowiązków, także błagam Ciebie pani wszelakiego istnienia o dar łaski i miłosierdzia dla swojego sługi oddanemu tobie po wieki. Spraw, żebym zawsze kierował się Twoimi naukami i obym nigdy nie zbłądził ze swej ścieżki, którą mi ukazałaś.
Kończąc modlitwę spojrzał w niebo następnie zamknął drzwi i podszedł do rannej dziewczyny uspokajając swoje szaleńcze instynkty powiedział. - Wszystko będzie dobrze już wam nikt nie zagrozi. Potem ocenił ranę wyglądała na paskudną, ale niestety nie zdążył opanować zasad witalizmu i zwykła pomoc cyrulika musiała wystarczyć.
- Rikka! Wrzasnął, bo emocje wzięły górę. - Znasz się na pierwszej pomocy to jej pomóż, niestety nic tu po mnie w tym czasie ja zajmę się jej rodzicami. Proszę pośpiesz się.
Kenshin tymczasowo zapomniał o swoich zabawkach lezących wszędzie i rozpoczął proces wyciągania jej zakneblowanych rodziców. Matka i ojciec zalani łzami, ale powinni być szczęśliwi, że jakoś dotarli do tego punktu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej