Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Trzewia Ziemi

<< < (4/13) > >>

Rikka Malkain:
-Nie pójdziesz sam, będą z tobą. Wierz, lub nie, ale mogę się przydać. Pod ziemią dobrze mieć ze sobą kogoś, kto widzi po ciemku. Swoją drogą, jeśli to rzeczywiście tarlessty, to bardzo będzie mi zależeć na ich skórze. Pozostałe trofea należą do ciebie. Od razu możemy pomówić o twoim wynagrodzeniu, chyba że wolisz porozmawiać o tym jak już będzie po wszystkim.
Mówiła dalej obserwując zmieniający się krajobraz. Szlak, którym jechali, wprowadził ich właśnie do lasu. Wiatr przestał zatem dokuczać, bo drzewa zapewniały całkiem porządną ochronę. Temperatura wahała się gdzieś w granicach zera stopni, więc ork mógł ją znieść nie martwiąc się szczególnie o brak ciepłych ubrać. Sam trakt wydawał się być kompletnie opustoszały. Od kiedy podróżni stracili z oczu stolice nie zobaczyli na trasie żadnej żywej duszy, jeśli nie liczyć watahy zabiedzonych dzikich psów. Chociaż głodne, zwierzęta nie były wystarczająco zdesperowane by rzucić się na ich bryczkę. Lepiej dla nich. Kraj powoli podnosił się po wojnie, jednak dla wielu jego mieszkańców, nie tylko zwierząt, ten Hemis miał być wyjątkowo ciężki. Wszak sporo rodzin pozostało bez dachu nad głową i mogą nie zdążyć z zorganizowaniem sobie ciepłego miejsca do przezimowania. Już wkrótce mróz miał chwycić w swoje objęcia całą wyspę. Najciężej było jednak zawsze na północy, to znaczy tam dokąd właśnie zmierzała dwójka towarzyszy połączonych przez interesy.

Kenshin:
Jechali sobie spokojnie dalej po trakcie w lesie- We dwoje zawsze raźniej i wcale nie wątpię w twoje umiejętności moja droga. Wytłumaczył spokojnie zalotnie się uśmiechając. Wiedział, że wampiry widzą w nocy i to jest ich najpotężniejszy atut kiedy będą schodzić do ciemnych grot, jaskiń w poszukiwaniu niebezpieczeństwa zagrażającym mieszkańcom gminy Ombros. Trakt był spokojny przez las, bo nie spotkali żywej duszy czyli droga była bezpieczniejsza pomimo końca wojny zero bandytów i łotrzyków znaczyć może to, że szybciej dojadą nawet temperatura się wyrównała było właściwie znośnie. Towarzysze spotkali po drodze stado dzikich psów ork automatycznie puścił lejce i sięgnął po łuk oraz strzałę tak w pogotowiu na szczęście psów nie atakowały. Kenshin odłożył narzędzie z boku, żeby mieć blisko siebie po czym wziął ponownie lejce jadąc dalej ku północy wsłuchując się w propozycję Rikki.
- Właściwie to chciałem trochę skór dla siebie na pamiątkę, ale skoro potrzebujesz ich bardziej to nie będę oponował i zadowolę się resztą, co do zapłaty to ile proponujesz, bo jakoś nie mamy cennika odnośnie takich usług. Wyjaśnił jak się sprawy miały, a wolał wiedzieć ile zaproponuje wampirzyca, żeby ewentualnie skorygować kwotę niekoniecznie na swoją korzyść!

Rikka Malkain:
-Hmm... Co powiesz na pół setki grzywien od jednego potwora?
Zaproponowała ostrożnie. Nie chciała urazić druida proponując zbyt niską sumę za konieczność narażenia życia w walce z takimi bestiami, musiała jednak rozsądnie gospodarować pieniędzmi. Nie wiedziała przecież, ile potworów siedzi w tych jaskiniach. I tak możliwe, że część zapłaty będzie musiała wyciągnąć od swoich nowych podopiecznych. Chociaż z drugiej strony... Po szybkim przemyśleniu sprawy wampirzyca zdecydowała, że wyssie z mieszkańców Ombros tyle monet, ile będzie mogła! W końcu nie dotknięci wojną obywatele jej gminy nie powinni cierpieć jakoś specjalnie na brak gotówki. W dodatku owa jaskinia leżała niedaleko największego miasta w dystrykcie, więc dobrym pomysłem będzie przekonanie burmistrza by dołożył się do nagrody dla dzielnego myśliwego. Takie rozwiązanie odrobinę odciąży jej kieszeń. Zadowolona z tego pomysłu, Rikka czekała na odpowiedź Kenshina.

Kenshin:
Ork szybko przekalkulował ile mu to wyjdzie i czy się opłaci. Około 300 grzywien trochę mało. Przeboleję na znak przyszłych polowań zgodzę się. Ta nieoczekiwana cisza, tylko narastała napięcie spowodowane brakiem odpowiedzi ze strony czarnego orka w końcu jednak rzekł. - Zgadzam się na twoją propozycję ku lepszym stosunkom i nadzieją na dalsze polowania. Kenshin pokiwał głową, żeby i też siebie do końca przekonać za wiwreny dostał znacznie więcej od anielicy, ale cóż da radę za to wyżyć też przynajmniej jakiś czas o ile przeżyje starcie w jaskiniach. Ciekaw był teraz reakcji wampirzycy a wóz pędził dalej ku Ombros w hemisowy dzień.

Rikka Malkain:
Rikka uśmiechnęła się, gdy ork przyjął jej propozycję. Tym sposobem bardzo szybko dogadali się odnośnie zapłaty. Niedługo później obydwoje stracili poczucie czasu, a jadąc dalej nie rozmawiali już o niczym konkretnym. Po upłynięciu bliżej nieokreślonej liczby godzin, jadący bryczką przez bezlistny las ujrzeli po lewej stronie traktu wąską drogę łączącą się z głównym szlakiem. Nieopodal stał drogowskaz, który  dawał do zrozumienia że kilka chwil w tamtą stronę znajduje się karczma. To był dobry moment żeby zrobić sobie krótką przerwę i dać odpocząć koniom. Podróżni wybrali więc ten kierunek i rzeczywiście, za najbliższym zakrętem zobaczyli budynek gospody. Raczej nie wyglądała ona imponująco. Maleńki zajazd, który składał się z parteru, poddasza i zbitej z desek budy pełniącej rolę stajni, wyglądał jakby czasy świetności miał już dawno za sobą. Ze środka dobiegał jednak hałas, jakby wewnątrz bawiła się większa grupa ludzi. Słychać było radosne krzyki i pieśni śpiewane przez męskie głosy. Raz nawet coś co brzmiało jak pękające drewno. Prawdopodobnie pod kimś załamało się krzesło. W niby stajni czekała piątka wyjątkowo zadbanych koni, jakoś dziwnie niepasujących do tego miejsca. Dojeżdżając do starej gospody bryczka zaczęła zwalniać, aż wreszcie się zatrzymała.
-Kojarzysz ten zajazd? Ja jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żebym tu kiedyś była.
Odezwała się wampirzyca gdy już wyhamowali.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej