Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Trzewia Ziemi

<< < (3/13) > >>

Kenshin:
Koń przygotowany i pora ruszać, ale Rikka zaproponowała, żeby do Przeklętego podczepić wóz jak koń to usłyszał to parsknął jej w stronę machając ogonem prawie zahaczając wampirzyce. Widocznie nie widziało mu się ciągnięcie wozu, bo był zbyt szlachetny, by to zrobić. Wtedy zainterweniował ork szepcząc mu do ucha kilka elfich słów, które poznał w konkordacie a koń się uspokoił i można było założyć uprząż doczepiając wóz. Pojazd nie wyglądał zbyt obiecująco, lecz za taką cenę nic lepszego nie mogli dostać od prosty pojazd do przewozu ziemniaków. Ork wpakował się na wóz wziął lejce w oczekiwaniu na wampirzycę. - To komu w drogę temu czas. Rzucił starym jak świat powiedzeniem będące kwintesencją podróży do Ombros. 


// Nie wiem czy nie powinnaś za wynajem zapłacić, żeby nikt się nie doczepił.     

Rikka Malkain:
-Przeklęty zwierz!-Rzuciła w stronę konia, gdy prawie dostała ogonem. Nie wiedziała, że zgadła tym samym jego imię. Ostatecznie rumak dał się jednak udobruchać właścicielowi, więc wampirzyca mogła ulokować się wygodnie na miękkim siedzeniu. Ork był już gotowy, zatem szybko ruszyli naprzód. Po drodze musieli jeszcze zajechać na podgrodzie, żeby zabrać kilka pakunków z domu Rikki, ale uwinęli się z tym sprawnie i niedługo później zostawili fortyfikacje stolicy za sobą. Kierunek północ! Nic sobie nie robiąc z zimna, wampirzyca cieszyła się przejażdżką obserwując ludzi pośpiesznie krzątających się wokół otaczających Efehidon gospodarstw. Ostry wiatr, który podróżnym dał o sobie znać poza murami, skutecznie zniechęcał większość ludzi do opuszczania domostw. Bryczka tymczasem swoim tempem jechała po zmarzniętym trakcie.
-Nie pytałeś jeszcze, czego dotyczy zlecenie. Zgodziłeś się w ciemno.
Zauważyła, nagle przypominając sobie o tym fakcie.


//Myślę, że powinienem. ( <ignorant> ) Spokojnie, pod koniec to uwzględnię przy podsumowaniu i nagrodach  ;)

Kenshin:
- Zatem w drogę. Powiedział smagając lejcami konia ten parsknął ponownie i ruszył powoli, mozolnie był wyjątkowo nie swój, ale musiał zaakceptować ten stan, że będzie koniem pociągowym choć nie było to warunkiem zawarcia umowy po prostu ork był dobrym druidem postanawiając dorzucić własny wkład do tego przedsięwzięcia. Najpierw jednak nim opuszczą stolice ruszyli jeszcze po rzeczy podskarbiego dosłownie kilka walizek i trwało to zaledwie parę minut przynajmniej ta kobieta była zorganizowana! Oczywiście zwierzęciu się to nie spodobało, lecz było już za późno, także po upchnięciu szpargałów ruszyli dalej ku mroźnej północy bez ciepłych ubrań był to trochę szalony pomysł, ale na szczęście był to początek hemis po wielkiej wojnie z demonami. W końcu dopchali się na trakt mijając ludzi na ulicach i innych osobników. Miasto powoli znikało a towarzysze pędzili ku Ombros wtedy padło to zasadnicze pytanie z jakiego powodu wampirzyca wraz z orkiem się spotkali.
- Możesz mi uwierzyć, że po wiwrenach nic mnie nie zaskoczy. Te bestie były ciężkie do ubicia, ale czym Ty mnie uraczysz?   
Zapytał dopełniając by dopełnić wszelakiej formalności.

Rikka Malkain:
-Tarlessty. Podobno przynajmniej kilka, a z tego co czytałam to jest to trochę wyjątkowe bo te bestie rzadko trzymają się w większych grupach. Takie są przynajmniej przypuszczenia, bo nikt kto je widział nie przeżył. Do tej pory zginęły już trzy osoby. Dwójka zielarzy szukających pod ziemią jakichś rzadkich grzybków i myśliwy, który próbował samemu uporać się z potworami. Ludzie zaczęli panikować, bo boją się że „smoki” wyjdą na powierzchnię.
Odpowiedziała jednocześnie wyobrażając sobie orka toczącego bój z wiwerną. Nie była pewna, czy ten gad jest groźniejszy od jej szkodników. Pokonanie czegoś takiego bez cienia wątpliwości dowodziło jednak o umiejętnościach jej towarzysza. O ile druid mówił prawdę, wywieszenie ogłoszenia i zabranie Kenshina ze sobą było mądrą decyzją. Cóż, intuicja rzadko kiedy ją zawodziła.

Kenshin:
- O! Tarlessty. To ci ponowne wyzwanie z nimi jeszcze nie miałem do czynienia z chęcią się przekonam czy dam radę. Mówił nie ukrywając zaskoczenia, ale strach nie był wyczuwalny w jego głosie, po prostu traktował to jako wyzwanie dla łowcy, jednakże nie lubił zabijania zwierząt nie potrzebnie, lecz słysząc o trzech zgonach musiał zainterweniować dla dobra ludności i samego konkordatu, bo tak trzeba było zrobić. - Szkoda, że doszło do trzech ofiar zwłaszcza, że zginął jeden z łowców. Po ilości jakiej mówisz musiało się tam rozwinąć pewnie gniazdo, a ludzie jak to ludzie boją się wszystkiego czego nie mogą poznać, ale trzeba położyć temu kres. Powiedział jak działa konkordat oraz to jak pomaga ludziom skoro są zagrożeni to należy wyeliminować zagrożenie, którym tym razem stanowią Tarlessty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej