Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ostatnie polowanie na demony
Izabell Ravlet:
Izabell nie dołączyła do Gunsesa przy zbieraniu trofeów. Nie rzekła nawet słowa, widząc, jak sprawnie zajmuje się tym wampir. Gdy praktycznie kończył, chciała jednak na coś zwrócić uwagę. Wyczulone zmysły krwiopijcy uchwyciły jednak jedynie głębszy oddech. Jednocześnie aura inteligencji zaczęła szaleć. Gdy tylko się odwrócił, zobaczył elfkę z nożem na gardle, przytrzymywaną przez barczystego mężczyznę. Dwóch kolejnych stało przy koniach, zaś jeszcze jeden na uboczu. Wszyscy w odległości nie większej niż 20m.
- Ty chory pojebie - rzucił ostatni, widząc Cadacusa ubabranego bebechami demonów.
4x Bandyta
Gunses:
- Wiesz czemu to Ty jesteś chorym pojebem, a nie ja? - rzekł Gunses wypuszczając z rąk worki z trofeami i stając oko w oko z napastnikiem.
- Bo śmiałeś wejść w drogę Mi. - powiedział a jego głos zadrżał jak przy warknięciu. Chwilę później, korzystając z dobrodziejstw nocy, tego iż pochodził z rasy wampirów i nosił w sobie cząstkę bestii, chwycił za łuk, wyciągnął strzałę, nałożył, naciągnął. Dryblasy wzdrygnęli się. Nigdy wcześniej nie widzieli tak szybkiego naciągu łuku. O tym, że był to łuk, że była tam strzała i że celuje w nich, bandycie dowiedzieli się po fakcie. Szybkie ruchy umknęły ich oczom.
- Wypuścisz ją, to możemy walczyć na miecze. Ruszysz ręką, to zdejmę Cię strzałem w serce. Tak, byś mógł jeszcze patrzeć, jak wyżynam Twoich kompanów.
Izabell Ravlet:
Bandyta stojący najdalej, zaraz po krótkim przyjrzeniu się ruchom, a także aparycji Gunsesa, zrobił niepewny krok w tył, potknął się o coś i ledwo utrzymał równowagę, jednocześnie krzycząc:
- To pieprzony wampir!
Reszta słysząc również się zawahała, ale jeden z tych przy wozie ruszył biegiem ku Cadacusowi z mieczem w dłoni. Temu zaś, który trzymał Izabell, nerwowo zadrżała ręka, zbliżając ostrze sztyletu do samej skóry kobiety.
4x Bandyta
Gunses:
Mówią, że dzieje świata toczą się wolno i chociaż pory roku zmieniają się co i rusz, a rok leci za rokiem, to świat z natury zmienia się powoli...
ÂŚwiat wampira podczas nocnego hemis toczy się wolniej niż setki lat, a to dzięki temu, że żywiołem wampira jest noc, kiedy to jego siłą i sprawność jest nienaturalnie wielka. Gunses nie był zwykłym wampirem. Jego lewa ręka została przemieniona w demoniczny szpon, przez co ciało wampira zostało wzmocnione, a jego możliwości zwiększone. Czwórka bandytów podniosła rękę na Izabellę i Gunsesa. Na pech bandytów, Gunses Cadacus był wieszczym i niszczycielem. Pierwszy tytuł nakazywał mu bronić przed potworami tych, który obrony przed potworami wymagali. Drugi, zobowiązywał go do rozwoju i treningu w kierunku niezwyciężonego wojownika.
Sytuacja wyglądała dość spokojnie. Czterech śmiertelników i jeden Gunses.
- Pamiętajcie - wypuścił strzałę - śmierć ma zapach jaśminu - w połowie tego zdania strzałą dotknęła bandytę. Ugodziła go w twarz. Wampir blefował ze strzałem w serce. Izabell musiała być bezpieczna. Zdanie które wypowiedział miało na chwilę rozproszyć bandytę na wozie. Miało jego myśli skupić na tym, co mówił mierzący do niego wampir, odciążyć mięśnie ramienia. Strzała łupnęła, mięśnie puściły, ciało rzucone na kabinę furgonu odbiło się od niego, potoczyło w dół pod koła.
Wampir gwizdnął. Dwie maurenki jak na rozkaz pociągnęły do przodu. Koła podbiły się na truchle bandyty. Biegnący do przodu z mieczem odwrócił się, kiedy nad jego głową przeleciała strzała. Spojrzał na spadającego z wozu kompana. Odwrócił się do wampira z krzykiem na ustach. I zamarł. Jego oczy otwarte w amoku, teraz wyrażały zdziwienia. Gunses zdążył podbiec, w trzech skokach pokonał dystans dzielący go od bandyty. W ręku trzymał miecz cechu wieszczych. Kiedy śmiertelnik krzyknął i odwrócił się, ostrze miecz wsunęło się między żebra i dotknęło serca. Wampir przywarł wyrwał miecz, szybkim ruchem uderzył w rękę bandyty, w której trzymał miecz. Ten wypadł z dłoni na ziemię. Wampir chwycił za ubranie bandytę i przyciągnął do siebie. Szybkim, mocnym uderzeniem wgryzł się w szyję. Kły przecięły skórę i rozerwały tętnicę. Szumiąca jeszcze w człowieku krew uderzyła w usta wampira. Wampir posilił się człowiekiem, ciągnąć go ze sobą i wysysając jego krew kierował się w stronę pozostałej dwójki. Minął wóz, które maurenki przyciągnęły aż pod zwalone drzewo. Teraz pomiędzy furgonem i siedzącą na nim dziewczyną, a dwójką bandytów stał Gunses. Otworzył szczękę, zwłoki bandyty zostały uwolnione z uścisku i upadły na ziemię.
30 - 1 = 29 sr. strzał
Izabell Ravlet:
Wszystko działo się tak szybko, że Izabell nie nadążała, dokładnie jak bandyci. Przez chwilę widziała Gunsesa, celującego w jej stronę. Przeszedł ją dreszcz, gdy uświadomiła sobie, że wampir może z łatwością ją zabić, gdyby tylko chciał. A gdy wypuścił strzałę, świat zamarł. Oczy elfki jakimś cudem wychwyciły to delikatne wychylenie toru pocisku, który zmierzał prosto w trzymającego ją mężczyznę. W momencie gwizdu wampira, wszystko wróciło do szaleńczego tempa. Konie ruszyły, Iz się zachwiała, zaś jednocześnie Cadacus wykańczał już drugiego bandytę.
Ten ze zbójów, który chwilę temu próbował się wycofać, odwrócił się i zaczął biec w las, by umknąć łowcy. Podobnie zachował się ten, który był przy wozie, lecz obrał przeciwny kierunek.
Na tego drugiego zwróciła uwagę elfka. Sięgnęła po swój łuk, naciągnęła cięciwę, uprzednio umieszczając tam strzałę. Celowała chwileczkę za długo, najwidoczniej wyszła nieco z wprawy. Zdążyła syknąć z bólu w momencie wypuszczenia potencjalnie śmiercionośnego pocisku. Złapała się za szyję, a następnie spojrzała na swoją dłoń i ujrzała odrobinę ciepłej, szkarłatnej krwi. Tymczasem jej strzała zboczyła z planowanego kursu, ale szczęśliwie trafiła uciekiniera dokładnie w tył kolana, uniemożliwiając mu bieg. Pęd od razu powalił go na ziemię.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej