Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rozwinąć skrzydła
Nawaar:
Krasnolud też umiał w ten sposób rozpalić ognisko, ale spodziewał się jakiś magicznych sztuczek ze strony czarodzieja tym większe było zaskoczenie rekruta. Właściwie wiking powiedział to o czym wszyscy myśleli, a niektórzy powiedzieć chcieli. Tak czy siak ogień się palił i łuna światła oraz dymu była już zauważalna z niedalekiej odległości dając znak ewentualnym rabusiom pole do popisu. Kiellona jakoś to nie przerażało po walce z demonami mógł się już chyba mierzyć ze wszystkimi co jeszcze łazi po tych terenach. Brodacz usiadł sobie z boku ognia patrząc jak płomienie pochłaniają patyki. Języki ognia ładnie się odbijały na tyle cienia łagodnie ogrzewając teren dookoła atmosfera jak na panującą porę roku była sielankowa jak na początek hemis.
Kazmir MacBrewmann:
Nawet wilcy cicho były. Zajęte pewnikiem pożeraniem trupów armii Ardenosu. Kazmir skończył repetować kuszę i zeskoczył z kozła wozu, podszedł do ogniska.
- Kapralu Torstein, weźcie pierwszą wartę. Sam miał stopień kaprala, ale był starszy stażem. Po za tym mu się nie chciało, powoził a Lothbrok siedział jak dotąd na dupie.
Marduk Draven:
Gdy płomień rozbłysnął światłem i ciepłem, Marduke usiadł na opończy, podwiniętej pod jego rzyć. Odpiął zapięcie pancernych rękawic i ściągnął je, przy czym zaczął grać sobie ręce o ogień.
-O której wyruszamy?
Torstein Lothbrok:
-Ta jest.- odrzekł. Nie miał absolutnie nic przeciwko. Wszak nic na razie nie robił. Wojownik nigdy nie pogardzi czymś do roboty. Stanął więc obok szkapy zwanej ÂŚkoda i ściągnął puklerz z pleców i stanął, mając go na wysokości piersi i brzucha. Wolną, prawą rękę miał na mieczu.
Kazmir MacBrewmann:
- O świcie, ale wtedy też będzie ciemnawo... Jak to w Hemis. Oparł kuszę o przytargany konar z którego zrobił sobie niezbyt wygodny zydelek.
- Ciekawe co nam Lucas przyniesie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej