Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rozwinąć skrzydła
Nawaar:
Warta została przydzielona i trafiło to na niezbyt ruchliwego bękarta, który tak jak i on jest szlachcicem z jednej wspólnej bitwy. Właściwie to się cieszył, że nie padło na niego on wolał siedzieć i się opierdzielać do walki z bandytami oraz innym mroczniejszym przeciwnikiem jak nieumarli. Dla krasnoluda taka walka mogła być wykazaniem się do zostania rycerzem, bo co miał osiągnąć to mu się udało na etapie rekruta. Jednak miał okazję do zapytania Marduka, o awans więc to zrobił lepszej okazji raczej nie będzie!.
- Marduke chciałbym porozmawiać z tobą na temat mojego awansu. Osiągnąłem już wszystko na danym etapie do tego przeżyłem wojnę nawet się wykazując czy jest jeszcze coś co muszę uczynić? Spytał oczekując odpowiedzi raczej pozytywnej.
Marduk Draven:
Przydział wart był raczej sprawiedliwy, wszak to krasnolud - woźnica pełnił na razie największą, prawdę mówiąc, jedyną prace.
Gdy rycerz tak się grzał i modlił się do Lux Regis -Króla ÂŚwiatła. Dziękował mu za łaskę ognia i ciepła z tego ogniska, będące namacalnym dowodem miłosierdzia Bożego. Przerwał mu Kiellon, lecz rycerz nie gniewał się. Rozumiał, że rekrut pytał starszego stażem kolegę. A pytał o coś, co akurat pod nieobecność Evening Antarii było jego fuchą. Myślał tak chwile i w końcu odrzekł rekrutowi.
-Prawdę mówiąc, gdy rekrut posiądzie wszystkie umiejętności mu potrzebne...- zaczął i zebrał myśli raz jeszcze-Wtedy, stoi przed nim jeszcze próba. I, tak, wiem, byłeś na Zuesh i Amortedonie. Uznaj tę wyprawę do chramu jako swą próbę. Mają być przecież bandyci, stwory, maszkary. I ja. Będę miał relacje z pierwszej ręki. Jeśli wszystko dobrze się potoczy, to cóż... szykuj się na pasowanie.
Nawaar:
- Rozumiem. Powiedział ciepło i nawet się uśmiechnął w ten ponury dzień, gdzie do rana jeszcze daleko. Próba była dla niego oczywista i dobrze się stało, że zaliczy ją jak najszybciej o ile przeżyje, ale był dobrej myśli. Wtedy też pomodlił się do boga światła.
Zartacie daj mi siłę i wiarę, abym przeszedł próbę ku twojej chwale, żebym mógł zasiąść razem ze swymi braćmi do jednego stołu jako rycerz. Jeżeli zechcesz wziąć mnie do siebie to spraw bym zabrał ze sobą wielu przeciwników oraz żeby moja śmierć była w pełnej chwale.
Skończywszy zabrał się za ogrzewanie się przy ognisku nawet miło mu było.
Lucas Paladin:
Lucas zapuścił się głębiej w las, nasłuchując. W Hemis można było doszukać się drapieżników, wilków, niedźwiedzi i cholera wie czego jeszcze. Rycerzowi zależało jednak na pożywieniu, a bez łuku to jelenia trudno upolować. Można było co prawda magią, ale Lucas nie korzystał z niej by siać popłoch wśród niewinnych stworzeń Ventepi. Mściciel zmówił krótką modlitwę: - Ventepi, Pani łowów i wszelakiego stworzenia, ześlij mi zwierzynę, aby Twoje dzieci mogły się pożywić. Zadbam by zwierzę nie cierpiało, a polowanie przyniosło Tobie chwałę. Ruszył więc dalej, jego krok był spokojny, a oddech równy, wzrok skupiony i słuch czujny. Sięgnął po miecz gotów stanąć oko w oko z drapieżnikiem, którego ześle mu Pani stworzenia.
//Dzięki Aruś :* Wciel się w Ventepi i ześlij mi zwierzynę.
Merith:
//Wszyscy po za tobą mają bany. Pisać można od 80% ostrzeżenia. Nie wiem jak sszybko to spada... czekasz czy anulować wyprawe?
[member=2398]Lucas Paladin[/member]
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej