Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Rozwinąć skrzydła

<< < (9/18) > >>

Marduk Draven:
Rycerz powstrzymał się od bluzgu, gdy zostali spowolnieni przez napływ różnych person. Nie wypadałoby szlachcicowi. Przynajmniej nie bez powodu.
Odległość od Amortedonu malała, zaś ilość ścierwa, siepaczy bractwa ciemności, nefrytowych diablic i innego plugastwa. Zależy kto patrzył. Rycerz uśmiechnął się pod kapturem, niczym kostucha nad swym dziełem. Zapach i widok był przyjemny dla Marduke'a.
-Lux semper vincit.- powiedział triumfalnie.

Nawaar:
Jeźdźcy jechali powoli, mozolnie mijali uchodźców wracających do swych domów w takie mroźne dni pewnie mięli już dość przebywania na terenie stolicy i chcieli wrócić na swoje włość właściwie tym się nie dziwił, ba nawet rozumiał dobrze, że chociaż mięli ciepłą odzież, ale do tego doszli jeszcze rycerze, najemnicy i służby porządkowe. Kiellon na widok ciał nawet się nie poruszył, bo widział już wiele na Zuesh i oraz pod Amertodonem. Dwie walki go zahartowały, ale w nocy już zawsze będzie miał koszmary rozwalonych ciał ludzkich oraz wojsk sprzymierzonych. Takich obrazów nie da się wymazać natomiast zapach zwłok był trochę dokuczliwy dla niego nie raz pocierał swój nos, jakby go swędział. Więc tak pachnie palone ciała demonów. Po myślach chwilę smród był wyczuwalny a im bliżej mostu tym gorzej, ale właściwie dobrze, iż ktoś się tym zajął a nie zalegają zwłoki na terenie oddając się powolnemu gniciu choć widok go cieszył tak jak każdego rycerza Zartata.

Kazmir MacBrewmann:
- Co ty tam mamroczesz Marduke? Z drogi kmiocie, szlachta jedzie! Ryknął na jakąś grupę chłopów którzy miast jechać urządzili sobie przerwę, dyskutując o dupie maryni. Tuż przed wjazdem na most. Tarasując skutecznie przejazd wszystkim w sumie. Kazmir nie należał do spokojnych osób, a krasnoludy są gwałtowne z natury.

Narrator:
Chłopi popatrzyli po sobie, krasnoluda, potem na wojowników z Bractwa. Szybko przestawili wóz nie chcąc ryzykować gniewu sług Zartata.

Marduk Draven:
-W tłumaczeniu: ÂŚwiatło zawsze zwycięża.- odrzekł Kazmirowi. W końcu jednak odwrócił wzrok od płomieni. Ognia który pożerał truchła. Ogniu, żywy ogniu, kocham Twój krwawy blask.
-Torstein...-zagadał.-Daleko to do Twego Mergon?- zapytał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej