Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rozwinąć skrzydła
Nawaar:
- To się możemy czuć jak goście huehuehue. Zaśmiał się rubasznie Kiellon, bo liczył po drodze na gościnę we włościach Torsteina. Krasnolud lubił się bawić w przeciwieństwie do swojego ojca, który był poważny do ostatniej chwili. - Kazio ma furmankie, więc mamy czym się zabrać do chramu a czekają nas pewnie różne przygody, ale z taką kompanią powinniśmy sobie poradzić i wrócić w jednym kawałku. Zatem witaj na pokładzie. Mówiąc to zaczął powoli iść w stronę stajni gzie czekał na nich wóz i tak oto siły się wyrównały pomiędzy bękartów a rycerzy z bractwa. Teraz nikt nie będzie samotny.
Kazmir MacBrewmann:
- Mam furgon. Poprawił rekruta MacBrewmann. Kazmir pomyślał sobie że jego nowe nazwisko - wzięte od jego pasji - zoobowiązuje go do rzeczy wielkich. Jak na przykład otwarcie słynnego na cały świat browaru. Westchnął sobie. Dochodzili do stajni gdzie Kazmir trzymał ÂŚkodę i swojego Opla.
Marduk Draven:
Skinieniem głowy pozdrowił wikinga, po czym ruszył w dalszą drogę. Do stajni już wszak dochodzili. Z kolei Marduke zaczął myśleć, a raczej przygotowywać się. Ciche, odmawiane w myślach modlitwy do Zartata, dawały mu nadzieję na to, że nie ważne jest to, przeciw czemu stanie. I tak Pan ÂŚwiatła jest z nim. Kieruje jego tarczą i mieczem. Wszak takie też były słowa obecnie odmawianej przez szlachcica modlitwy.
Lux regis,
Kieruj mą tarczą, by broniła mnie od Twych i mych wrogów,
Bo kto przeciw Tobie, ten przeciw mnie,
Kieruj mym mieczem, by karał tych którzy na karę zasługujesz,
Bo Twoje imię znaczy sprawiedliwość, karę, światło i wszystko co dobre,
Bądź mi generałem,
Bądź mi reżyserem spektaklu mego życia,
Bądź mi ojcem, kierującym swe dziecko,
Lux autem semper praevalebunt!
-Toć my szczęśliwi, iż Cię mamy, Torsteinie. Marduke Draven.- przedstawił się, przerywając na chwilę swe litanie. Kojarzył wikinga z Amortedonu.
Nawaar:
- Prawda furgon. Poprawił po poprawieniu, żeby było poprawione. Właściwie wszystko było gotowe i wystarczyło podczepić konia pod pojazd, smagnąć go lejcami ruszając w dal ku dalszym przygodą. Kiellon nie mógł się doczekać tego co tam go spotka choć widział już wiele podczas wojny a zobaczy jeszcze wiele rozlewu niewinnej krwi w imię wolności i górnolotnych ideałów, ale tym razem Zartat nad nim czuwał pod jego opiekę się oddał i w jego imię walczyć zamierza choć armii demonów już nie ma.
Torstein Lothbrok:
-Jak tam nastroje po festynie i uszlachetnieniu?- zagaił do towarzystwa, z ciekawości.
Sam czuł się jakiś taki nowy. ÂŚwieży. Chciał wiec wiedzieć jak u innych. Czy czują podobnie? Może tak samo? Może się tym nie przejmują? Poczuł się dziwnie, przez takie rozmyślania, więc odgonił owe myśli.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej