Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę

<< < (8/25) > >>

Lithan le Ellander:
Elf spojrzał na nią oczami, które przypominały nocne niebo, odbite na tafli stawu.
- Nasz język jest tak podobny... Wybacz mi proszę moje poprzednie słowa. To co dla was zostało tu złożone w darze, jako dowód pięknego uczucia Rashera, dla ludzi zostało ukryte, uwięzione i schowane. Ludzie... cóż. Są inni, myślą inaczej, czują inaczej. Jednak należy dać im szansę. Ty nie wiesz co to zło, nie znasz jego oblicza. Nie śmiem obdarować się moimi wspomnieniami, obrazami które ja widziałem. Istnieje jednak siła, która jest sprzeczna z wolną Ventepi. Z jej słowem, z jej czynem, z jej miłością. Istnieją byty, które gwałcą jej święte prawo, sprawiają... że to co dobre umiera przedwcześnie. ÂŻe nie ma już tego, co dobre. Zostaje dym i kurz. Owoc uczucia bogów, którego jesteś strażniczką. Czy ta siła, czy ten dar jest w stanie odmienić świat? Wyplenić z niego to, co niegodziwe?

Narrator:

- Nie musiałeś mi o tym opowiadać drogi bracie. Poczułam to od was, kiedy się tu zjawiliście. Nie próbuj mnie przekonywać, ponieważ nie stoję na waszej drodze. ÂŚwiątynia jest zapieczętowana od kiedy sięgam pamięcią. To mi w młodości przepowiedziano jej ponowne otwarcie. Nie wiem co odnajdziesz wewnątrz. ÂŻyczę ci powodzenia, będę z wami myślami. Kiedy Lithan obejrzał się przez ramię zauważył jak korzenie drzew przesunęły głaz zasłaniający wejście do ruin.

Lithan le Ellander:
Lithan spojrzał na swych kompanów i z drżącym sercem ruszył w kierunku powstałego wejścia.
Schody prowadziły w dół. Wykute były w skale i porośnięte białym grzybem i mchem o szarym kolorze. Te rośliny nie widziały Słońca. Kiedy schodziliście głębiej, nie czuliście zbutwiałego zapachu towarzyszącego takim miejscom. Powietrze było tutaj chłodne ale czyste. Pachniało mokrą, zieloną trawą. Po chwili ukazał wam się obraz tego miejsca. Dla was, był to grobowiec czegoś, co zostało tutaj ukryte. Dla nich, miejsce powierzenia wielkiego daru.


Podziemna krypta robiła wrażenie. Była wielka i przestronna. W skale wykuto kolumny i schody. Zastanawialiście się, czy było to stworzone ręką czy magią.
Pomimo wyglądu, który musiał robić wrażenie, najważniejsze były w centralnym punkcie. Oto na podwyższeniu stał kamienny sarkofag. Spod kamienia biła niebieska poświata. Lithan domyślał się, że kamień ten jest swoistą pieczęcią, która chroni to, co emanuje światłem. Najwyższy dar Rashera.

Gunses:
Gunses obserwował rozmowę Lithana z Panią Lasu. To co działo się dookoła niego, było lekko odległe. Pomimo, iż bym świetnym myśliwym i przytrafiło mu się przeżycie swego rodzaju cudu Ventepi, pokładał swą moc w sile i był stworzony do walki. Walczył jednak zawsze za tych słabszych, a czuł, że niezmącony złem świat tych istot, musi być najsłabszy. Jak można się bronić przed czymś, czego się nie zna?
Razem z pozostałymi zszedł do krypty, by ujrzeć miejsce spoczynku Murin Nulla - zapomnianego sekretu.

Narrator:
Czterej kamienni strażnicy stojący w rogach pomieszczenia ożyli, ich ślepia rozbłysły na niebiesko wyczuwając intruzów. Przy sarkofagu z korzeni uformowała się postać jeszcze dziwniejszej dla oka istoty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej