Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Mortis:
Nazwa wyprawy: Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Prowadzący wyprawę: Mortis
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: zaproszenie
Uczestnicy wyprawy: Dragosani, Evening Antarii, Charon, Hope, Mortis, Izabell, Gunses Cadacus, Lithan le Ellander, Henandur Gnivaral
Pod ulicę Dragosaniego podjechał wóz dostawczy. - To dobra przykrywka, nie marudź bo odeśle cię do sarkofagu. - rzuciła Mortis. - Na wóz! Ludzie uznają nas za dostawców dla armii, która okopała się na moście nieopodal stolicy. Dostawy wychodzą tylko przez zachodnią bramę, będziemy musieli odbić w stosownym momencie i nadrobić trochę straconego czasu podążając na północ. Gunses ma na nas czekać gdzieś w pobliżu północnego traktu.
Dragosani:
Dragosani spojrzał na tajemniczego woźnicę. Nie widział go wcześniej, chociaż biorąc pod uwagę posturę przybysza, to raczej ciężko byłoby go nie zauważyć. No i dziwnie pachniał. Zmysły zmutowanego wampira dość wyraźnie wychwytywały obca woń. Jednakże Drago nie przejmował się zbytnio ta obcością. Ufał osądowi Isentora. I wiedział, że Mortis spełnia jego wolę. Więc mógł też chyba zaufać enigmatycznemu osobnikowi na wozie, który przeżył rzekomo tak wiele lat. Wszedł na wóz, siadając na samym końcu, coby zrobić wystarczająco dużo miejsca dla pozostałych.
Mortis:
Wszyscy zasiedli w wozie i wyruszyli w drogę. Mortis usiadła pośrodku wozu, tak aby każdy z zebranych mógł ją dobrze słyszeń i widzieć. - Za lejcami zasiada Henandur Gnivaral, mój mistrz spotkał go w archiwach i darował mu życie. To dracon, bardzo stary zrzęda o dużym ego. Zna legendy o miejscu, do którego się udajemy. Już za jego czasów uczeni interesowali się tym tematem. Nie wszyscy z was byli z nami w chramie, gdzie odnaleźliśmy poszlaki dotyczące położenia potężnej broni. Proszę Drago - wręczyła królowi papirus.
Czy bóg może kochać? Historia Zewoli i Rashera pokazuje nam jak wiele z ludzi pozostało w awatarach starych bogów. Pomazańcy dwóch wzajemnie zwalczających się sił, skazani przez przeznaczenie na żywot w różnych światach. Zewola byała życiem, podczas gry Rasher przynosił jedynie śmierć. Kiedy jedno przychodziło dać życie, drugie zjawiało się u jego kresu. Pewnego razu Rasher postanowił osobiście udać się po duszę królowej Maad. Tego dnia poznał Panią ÂŻycia. Stała nad konającą królową, trzymając w rękach jej nowo narodzone dziecię, przyszłego króla Elanoi. Wystarczyła ta jedna chwila, aby oboje zakochali się w sobie bez pamiętnie. Tego dnia życie i śmierć znalazły się w tym samym miejscu o tym samym czasie. Taki stan rzeczy nie mógł jednak zapanować na zawsze. Naprzeciw miłości bogów stanęły siły natury, z którymi nawet oni, nie byli w stanie walczyć. Zewola wiedziała, że iskra Beliara nigdy nie pozwoli być im razem. Dlatego zwróciła się o pomoc do swej siostry Ventepii. Pani Natury w niemal niczym nie przypominała swego ojca, lecz wiedziała, że w taki lub inny sposób muszą zachować równowagę we wszechświecie. Wspólnymi siłami boginie przygotowały rytuał, który pozwoliłby wydobyć z Rashera piętno jakie odcisnął na nim Beliar. Musiały uważać, ponieważ tak mroczna i zła zarazem siła nie może zostać pozostawiona samej sobie, nie można jej uwięzić, wytresować i ugiąć do swej woli. Można nadać jej cel. W tym Ventepi była niezastąpiona. Dzięki umiejętnością tworzenia życia Zewoli i rytuałowi jaki zaplanowała udało im się wydobyć z Rashera iskrę Beliara, która następnie została umieszczona w istocie stworzonej przez Zewolę. Naczyniu pozbawionym osobowości, z celem nadanym przez Ventepi, którym było zniszczenie wszystkiego co niegodziwe. Iskra boga ciemności, która nieraz zmuszała Rashera do czynienia rzeczy złych, została przelana do naczynia, któremu rozkazano zło zwalczać złem. Po uwolnieniu Rashera od skazy, bóg śmierci mógł pozwolić sobie na więcej swobody. Mógł przychodzić do ludzi nie tylko w momencie ich śmierci. Przez co mógł widywać się z Zewolą zawsze, gdy któreś z nich tego zapragnęło. Nie wiemy co stało się z istotą stworzoną przez boginie. Legendy głoszą, że mściwy duch zapadł w wieczny sen po tym jak wypełnił cel swego żywota wymierzając karę tym, którzy na to zasługiwali.
Dragosani:
Dragosani zerknął najpierw na woźnice. Henandur Gnivaral, dracon. Starożytny dracon. To wyjaśnia posturę. I zapach. Następnie przyjął od Mortis papirus. Rozwinął go i przeczytał jego treść. Gdy skończył, spojrzał na Mortis. Papirus przekazał pozostałym, wszak każdy uczestnik tej wyprawy powinien wiedzieć czego ona dotyczy.
- Ciekawe... - stwierdził. - Istnieją jakieś przesłanki, że nie jest to tylko legenda? - zapytał. Tego się obawiał, że znajdą odpowiednie miejsce i znajdą tam tylko śmieci bez znaczenia i wielki zawód.
Mortis:
- Dowodów jako takich nie ma, są tylko doniesienia, stare teksty i metafory, po których możemy się domyślać co autor miał na myśli. Nie wiemy czego to dotyczy, osoby, broni lub jakiegoś przedmiotu. Wiemy na pewno, że bogowie coś wtedy pozostawili w tym lesie i leśny lud przyrzekł Ventepi chronić tego przed światem. Oby Gunses miał u nich tak dużą reputacje jak zwykł opowiadać. Inaczej ciężko nam będzie wymusić wpuszczenie do ich świętego miasta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej