Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Gunses:
Dlaczego ten twór przypomina mi demona?
Lithan le Ellander:
- Bo kiedyś wszystko miało podobną formę... Jedni trwali przy dobrym - powiedział unosząc kostur z pierwiastkiem natury. Nie dokończył
- Strażnicy! - zawołał do tworów
Dragosani:
Dragosani schodził z Lithanem i pozostałymi w głąb ruin. Zdawały się być stare. Naprawdę stare. Stworzone siłami natury (co wcale nie wykluczało magii) u zarania dziejów. Powietrze tutaj było rześkie, świeże. Wyraźnie był wyczuwalny zapach trawy. Naturalny. Tę ruiny aż emanowały aurą czystej natury. Drago nigdy nie przywiązywał uwagi do takich rzeczy, ale tutaj wyraźnie czuł pierwotną aurę. Jak w sercu starej kniei. To było... odświeżające.
Zeszli w końcu do pradawnej krypty. Pośrodku stał sarkofag, skrywanacy blask. Drago oglądał to wszystko z przejęciem. I wtedy ożyło strażnicy tego miejsca. Zaś u stóp sarkofagu pojawiła się dziwna istota. Dragosani zerknął na Lithana. Nie sądził aby było oni wrodzy. A przynajmniej nie w danej chwili.
Izabell Ravlet:
Elfka czuła coraz większą ekscytację. Rzeczy, które widziała coraz bardziej przekraczały jej wszelkie wyobrażenia. Może powinna wrócić do konkordatu i doświadczać tego częściej? Coś w środku Izabell wiązało ją z tym miejscem czy też z naturą w ogóle. Wszystko tu emanowało życiem.
Kobieta spojrzała na swoje dłonie. Dłonie, które...
Zaraz potem rozmowa z matką lasu dobiegła końca, wejście do świątyni się otworzyło. Do Izabell wróciło zainteresowanie - dotarli do celu podróży i to tu będą się ważyć losy Valfden. Uczucie brania udziału w czymś wielkim, uczucie, którego się nie zapomina, zawładnęło elfką. Rozglądała się uważnie dookoła, skupiając się jednak na sarkofagu...
Wtem zbudzili się strażnicy. Iz zatrzymała się w miejscu momentalnie, zatrwożona. Czy to powstrzyma ich przed wypełnieniem misji? Kobieta nie podjęła żadnej akcji, woląc czekać na cudzą inicjatywę. Jak się okazało, bardziej zdecydowany był Lithan.
Narrator:
Jedyne co wykrztusiła z siebie leśna zmora to rozkaz, krótki i dokładny - zabić. Kamienni strażnicy ruszyli do ataku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej