Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę

<< < (5/25) > >>

Mortis:
- Nie sądziłam, że ktoś jeszcze potrafi posługiwać się prastarą magią - powiedziała z podziwem Mortis. - Wkraczamy na ich terytorium?

Izabell Ravlet:
Im głębiej w las, elfka czuła się coraz bardziej nostalgicznie. Jak na przedstawiciela swojej rasy przystało, czuła się wyjątkowo dobrze pośród drzew. Ta okolica jednak przypominała Izabell jej przeszłość. Przeszłość, którą była zawiedziona i którą odrzuciła. Taki stan rzeczy nie przeszkadzał jednak we wspominaniu wielu radosnych wydarzeń, przyjaźnie nastawionych osób i pięknych miejsc. To, co się już wydarzyło zostanie z nią już na zawsze i nie mogła nic na to poradzić.
Nawet jej nietypowe towarzystwo było mniej interesujące w tej chwili. Ciarki przeszyły ciało elfki w ekscytacji. Przybyli tu odkryć pewną tajemnicę, uratować Valfden i cały Marant, et cetera. Izabell nie mogła się doczekać, starając się jednak, w miarę możliwości, ukrywać swe uczucia. Ale byli już tak blisko...
W jednej chwili umysł jasnowłosej przysłoniła jednak myśl, która towarzyszyła jej podczas podróży. Było to poczucie, że okaże się bezużyteczna albo i gorzej, że przeszkodzi w dotarciu do celu. Wiedziała, że jest najsłabsza wśród towarzystwa. Aż dziw, że przebywa wśród tak potężnych istot, jak prastary elf, dracon czy anioł. No i król, z którym była na 'ty'.
Poprawiła jeszcze łuk i skupiła się na bramie, która pojawiła się przed nimi. Teraz nie czas na rozmyślanie, gdy są tak blisko.

Gunses:
Gunses zeskoczył z konia, przerzucił lejce przez jego głowę. Dalej nie należało jechać konno, prowadził więc swojego wierzchowca czując na sobie wzrok. Nie był to wzrok kogoś z kompanii. Czuł na sobie wzrok mieszkańców tego miejsca. Tych, którzy byli tutaj strażnikami.

Dragosani:
Dragosani nie szedł w czele pochodu. Ta rola należała do Lithana. Wampir kroczył za nim i Gunsesem, gdzieś tam w środku ich dziwacznej procesji. Obok Evening, jakoś tak z przyzwyczajenia. Jego zmysły szalały. Zewsząd dobiegały go leśne zapachy i odgłosy. Podobne jak Cadacus, także wyczuwał, że są obserwowani. Wyczulone, wampirzo-demoniczne zmysły były w takich chwilach niezastąpione. Mimo tego przeczucia, Dragosani nie zdradzał oznak przygotowywania się do walki. Jego ręka nie sięgała nerwowo w kierunku broni. Podejrzewał, ze obserwuje ich leśny lud. Nie chciał więc psuć sobie jeszcze bardziej ich opinii. Chociaż jako zmutowany wampir i tak pewnie już nie miał czego psuć. Pozostawało mieć nadzieję, że władcy lasów albo uznają obecność Lithana i Evening za dobry znak, albo też w jakiś sposób wyczują, iż Antares nie jest zła osobą.

Mortis:
Mortis rozglądała się po kniei, wyczuła magiczną aurę od kiedy tylko przekroczyli bramy. Z początku sądziła, że były to pozostałości po zaklęciu, które złamał Lithan. To było coś innego. Ten rodzaj energii magicznej należał do istot żywych.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej