Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Evening Antarii:
Evening obserwowała podejrzliwie istoty, z którymi podróżowała. Nie znała ich umiejętności i możliwości, więc zastanawiała się, jak za tą "linię wroga" chcą się przedostać. Jedni z nich wyglądali bardzo zwyczajnie, inni wręczz przeciwnie. No i te kaptury. Każdy miał kaptur. Każdy odsłaniał swoją twarz spod tkaniny. Eve tylko przewróciła oczami i westchnęła ciężko.
Widząc znajomą bladą twarz, anielica ucieszyła się tylko. Jednak nie jakoś bardzo, gdyż dziewczyna odniosła dziwne wrażenie, że Gunsesowi nie chciało się nic jej tłumaczyć, gdy szli do Piątej ÂŚwiątyni. Dlatego też zachowała milczenie i poddawała się kołysaniu wozu.
Kolejnym napotkanym w drodze jegomościem był elf. Teraz to on przejął "dowództwo" i prowadził drużynę wąskimi, leśnymi ścieżkami. Knieje różniły się od otwartych przestrzeni tym, że dalej niż na 20 metrów nie widziało się nic poza zielenią, a co za tym idzie, nie dochodził tu obraz płonących wiosek czy wrogich armii nadciągających od strony horyzontu. To uspokajało i było źródłem niewiedzy. Anielicy zdawało się, że gdyby nie wyściubiać nosa z lasu, nie miałoby się pojęcia o tym, co właśnie dzieje się na wyspie. W takim środowisku istnieje tu i teraz, trzeba nazbierać owoców, a kto wie czy za zagajnikiem nie czeka stado wilków? Wtedy należy się bronić, jak ofiara przed myśliwym. I nie dać się zabić. Wtedy dalej można wieść żywot w błogiej nieświadomości.
Ale i tutaj dotrą demony. Drzewa będą płonąć i odsłonią widok dalej niż na kilkadziesiąt metrów. Widoczny będzie horyzont i to, co daleko za lasem. Ziemia zrobi się czarna od ognia i czerwona od trupów. Wtedy prawda sama przyjdzie pod drzwi i ukaże się dramatycznie.
Evening zastanawiała się, czy nie wzlecieć, nie spojrzeć na to z góry. Nie chciała jednak robić nic bez rozkazu czy to króla, czy czerwonowłosej. Tą dwójkę uważała bowiem za najważniejsze istoty w całym towarzystwie.
Henandur Gnivaral:
- Dalej już nie pojadę, czeka nas krótki spacer. Kończąc spojrzał pytająca na Lithana, tak aby się upewnić, że spacer rzeczywiście będzie krótki.
Mortis:
Mortis zrównała krok z elfem. - Myślisz, że będą bardzo niezadowoleni na nasz widok?
Dragosani:
Dragosani zszedł z wozu. Dalsza droga istotnie niezbyt nadawała się podróż takim środkiem transportu. Więc czekał ich spacer. Może to i lepiej? Pieszo łatwiej przemykać się ukradkiem, niż jadąc wozem.
Lithan le Ellander:
Elf odpowiedział spojrzeniem Henandurowi. W spojrzeniu tym było coś, co wydawało się zirytować Lithana. Cóż, może dlatego, że gdyby tajemnicze miasto znajdowało się trzy kroki od traktu, to nie byłoby takie tajemnicze.
Poszli ścieżką prowadzącą przy strumieniu. Lithan ciągnął konia za lejce przerzucone przez jego łeb. Obok niego kroku dotrzymywała mu Mortis
- Leśny lud, a zwłaszcza mieszkańcy zapomnianego miasta, nie lubią przybyszów. Nie lubią ich do tego stopnia, że cały ich las otoczony jest dziwnie skonstruowanym zaklęciem. Sprawia, że wędrowcy mimowolnie omijają to miejsce. Bardzo chciałbym poznać to zaklęcie... - powiedział z nieukrywaną ciekawością.
Kiedy szli dalej, praelf puścił końskie lejce, pozwalając wierzchowcowi na spokojny marsz za swoim panem. Elfi koń nie zatrzymał się ani na chwilę, cały czas dotrzymując kroku swemu panu. Le Ellander wyciągnął z jego juków długą pasterską laskę. Był to najzwyklejszy w świecie drewniany kij, który u swego wierzchołka wyginał się prawie w pełny okrąg. Z kieszeni swego stroju wyjął on zaś pierwiastek natury.
Zielona perła, oprawiona w gliniany pierścień do którego przyczepione były pióra, zasuszone rośliny i rzemień. Za ten właśnie rzemień Lithan przywiązał pierwiastek natury do szczytu swej laski, tak, że kołysał się on w centralnym puncie okręgu, będącego zagięciem laski. Zbliżył on pierwiastek do swoich ust i wyszeptał kilka szybkich prostych słów elfiego zaklęcia. Dookoła pierwiastka natury pojawiły się żółte rozbłyski świadczące o tym, że cokolwiek chciał z nim zrobić Lithan, podziałało.
Szli dalej, a elf obserwował dokładnie strumień, który nagle zaczął zakręcać. Nakazał więc całej kompani zatrzymać się. Gunses, który jechał konno na końcu pochodu przeniósł się na jego początek, uważając, że to co mogło zatrzymać elfa, może wymagać szybkiego robienia mieczem.
Lithan jeden uspokoił go spojrzeniem, po czym uniósł laskę do góry i wyciągnął w przód. Pierwiastek zakołysał się, a moc zaklęcia spowijającego las na chwilę zanikła. Wraz z nią znikły drzewa przed nimi i ciemność boru, a tuż przed Cadacusem wyrosła ściana innego lasu. I ściana starego budynku.
- Brama Murin Nulla - powiedział elf patrząc na ruinę bramy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej