Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę

<< < (23/25) > >>

Narrator:
Pokrywa sarkofagu zsunęła się na ziemię, ze skrzyni wyleciał obłok czarnego dymu. Powoli okrył całe pomieszczenie unosząc się lekko ponad posadzką. Najpierw wyłoniła się jego dłoń. Wyglądała niewyraźnie, dopiero co uformowała się ze stanu gazowego. Magowie szybko stwierdzili, że postać jest jeszcze niestabilna. Zapewne sarkofag utrzymywał swego lokatora na granicy świata astralnego i materialnego.


Powoli wyszedł z sarkofagu, był nieco wyższy od zebranych. Nawet Henandur Gnivaral był od niego niższy o głowę. Postać wyglądała na zdezorientowaną, ale raczej o dobrych zamiarach. Dokładnie rozglądał się po sali i po zebranych, próbował poskładać strzępki informacji w spójną całość.

Dragosani:
Płyta sarkofagu została odsunięta. Z wnętrza pradawnej skrzyni wydobył się obłok dymu. Niepokojąco podobny do postaci, jaką czasami przyjmowały demony astralne. Jednak w końcu istotą uformowała się w postać cielesną. Wyglądała dość mrocznie. Odziana w pancerz, na głowie miała hełm, zakrywający twarz. Miała także rogi. Ciężko było stwierdzić, czy był to element ciała istoty (jeżeli miała jakieś ciało) czy też częścią hełmu. Jednak, pomimo groźnego wyglądu, istotą nie zdradzała złych zamiarów. Była raczej zrekonstruowana. Nie można było się temu dziwić. Każdy taki by był po przebudzeniu po niezliczonej liczbie lat. Dragosani spojrzał na towarzyszy. Potem wyszedł krok do przodu.
- Witaj w świecie śmiertelnych, pradawny - zaczął. Brzmiało to chyba nieźle. Pasowało do kronik. Lepsze niż coś w stylu "O kurwa, co to jest?". - Nazywam się Dragosani Antares - uznał, że warto się przedstawić. - Moi towarzysze zaś to Evening Antarii, Gunses Cadacus, Izabell, Lithan le Ellander, Charon, Hope, Mortis i Henandur Gnivaral. - Wskazywał na każdego z obecnych, przedstawiając ich. Mogliby kiwnąć głową, czy coś. - A ty, pradawny, kim jesteś? - zapytał w końcu. Odpowiedź na to pytanie była niezwykle istotna.

Narrator:
Pradawny, jak określił go Król nie odpowiedział, milczał z nieznanych powodów. Nie mógł odpowiedzieć? Nie zrozumiał? Wydawało się to mniej istotne, ponieważ czarny dym z pomieszczenia zaczął skupiać się wokół jego osoby. Wyglądało na to, że odzyskuje siły, że przepełnia go dawna potęga.

Dragosani:
Drago spojrzał na Henandura. Może istota naprawdę nie rozumiała jego słów, gdyż nie przemawiał w języku starożytnych draconów, jak to czynił sam dracon? Chociaż istota o potędze, którą przypisywały jej legendy, nie powinna mieć problemów ze zrozumieniem dowolnego języka.
Dym z komnaty zaczął gromadzić się wokół tajemniczej postaci. Skupiał się dookoła niej. Czyżby istota zbierała moc? Regenerowała siły? Bez bardziej dokładnej znajomości magii Drago mógł tylko zgadywać. Magowie mogli coś wyczuwać, lecz tego wampir nie wiedział. Stał więc tylko i obserwował. Nie cofał się. To i tak nie miałoby znaczenia, jeżeli miałoby coś miałoby pójść nie do końca tak, jak sobie to wyobrażali.

Henandur Gnivaral:
- Niebywałe. Muszę zmienić moje własne rozumowanie na temat tego, czym jest brama do otchłani. Byliśmy tak blisko, a jednak błądziliśmy w swoich hipotezach. Demony nigdy nie złamały pieczęci, nie znalazły na to jakiegoś sposobu. Zamek był po prostu niekompletny. Ta legenda z ruin. Kroniki z pierwszej ery nigdy nie donosiły o demonach stąpających po Marancie, o opętaniach owszem, ale nigdy żaden przeklęty nie postawił tu swojej stopy. Co jeśli to Rasher był 9 pieczęcią? Jeśli mit ma w sobie ziarno prawdy i rytuał Ventepii rzeczywiście miał tutaj miejsce, ten osobnik jest czystym piętnem Beliara odciśniętym na Rasherze. Może rytuał zachwiał to spoiwo i pieczęć wyryta na duszy Rashera została przez przypadek oddzielona. Iskra boga ciemności pchana do unicestwienia wszelkiego zła jeszcze mroczniejszą siłą jest jednocześnie więzieniem dla tych istot. To wystawia na wyzwanie nawet mój sposób pojmowania, muszę się napić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej