Czas oczekiwania się skończył, a bitwa wreszcie się zaczęła. Z początku do wampirzycy dochodziły tylko okrzyki, do których później dołączyły odgłosy zażartej walki. Nie minęło jednak wiele czasu, aż do stanowisk medyków zaczęli docierać pierwsi ranni. By skuteczniej pomagać żołnierzom, Rikka dołączyła do zespołu złożonego z profesjonalnego chirurga i drugiej cyruliczki. Ăw chirurg i dziewczyna okazali się nie być dla wampirzycy kimś całkiem obcym. Tak się złożyło, że poznała ich już wcześniej w czasie pracy w szpitalu, więc cała trójka szybko znalazła wspólny język i sprawnie podzieliła się zadaniami. Niestety, problemy pojawiły się już na samym początku. Wielu pierwszych rannych było zatrutych toksyczną śliną reptilian, a medycy nie dysponowali odpowiednią ilością odtrutki. Nie byli przygotowani na armię jaszczuroludzi. Oczywiście, póki co mieli jeszcze potrzebne lekarstwo… Medycy woleli jednak nie myśleć, co będzie się działo później, gdy odtrutki zabraknie. Rikka nie miała pojęcia o farmaceutyce, ale zastanawiała się, czy któryś z lekarzy posiada wystarczające umiejętności by przygotować pożądany lek tutaj, w polowych warunkach. Rzecz jasna, o ile to w ogóle możliwe.
Nie był to jednak dobry moment na rozmyślania i gdybania. Na stół trafił właśnie ciężko ranny chłopak. Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie zdążył jeszcze wejść w wiek męski. Ramię rozerwane gadzimi zębiskami i paskudne rozcięcie na udzie mogły sprawić, że nigdy już tego wieku nie osiągnie. Trójka medyków od razu zabrała się do pracy. Mieli już do czynienia z podobnymi obrażeniami w przeszłości, dlatego działali szybko i zdecydowanie. Rany poborowego zostały przemyte, odkażone i odpowiednio zabandażowane, a jemu samemu podano odtrutkę i oszczędnie odmierzoną dawkę mikstury leczniczej. Musiało przecież wystarczyć na cały długi dzień. Nikt z tu obecnych nie wierzył, że ta bitwa skończy się szybko. Ten żołnierz miał jednak dożyć jutra. Oby następni mieli tyle samo szczęścia.