Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Rikka Malkain:
Pustka. Rikka lekko przygryzła wargę. Jeśli wrogiej armii nie było po tej stronie mostu to... Możliwe, że dotychczasowe raporty były w rzeczywistości warte tyle co nic i demony w dalszym ciągu pozostają gdzieś daleko na zachodzie. Jeśli tak, to pewnie w tym wszystko chodziło o to, by odciągnąć siły Valfden daleko od stolicy. Ta wersja nie do końca pasowała jednak wampirzycy. Coś było nie tak. Zdecydowała się podzielić swoją grupę na dwoje. Pierwsza dziesiątka miała kierować się łukiem na południowy zachód, druga zaś na północny. Zamierzali lecieć nad lasem w postaci nietoperzy zachowując od siebie rozsądną odległość. Tak, by w razie czego jeden mógł bez przeszkód zaalarmować drugiego. Po przebyciu około dziesięciu kilometrów obie grupki miały się ponownie połączyć i wrócić do obozu najprostszą trasą. Nocnym lotnikom powinno to zająć jakiś kwadrans. Zanim jednak wystartowali, Rikka odesłała jednego wampira do Themo, by poinformować go, że póki co w zasięgu wzroku nie ma żadnego nieprzyjaciela. Nie zwlekając dłużej, wszyscy metamorfowali się i wzbili w powietrze.
Rodred:
Popatrzyłem na TheMo nieprzekonany. - Załóżmy, że się obronimy. Teraz w tym momencie. Nawet powiedźmy, że wyprzemy wroga z wyspy. I co z tego? Jesteśmy małą wyspą przeciwko całemu kontynentowi i armii otchłani. W obecnej sytuacji to co dzieje się na tym moście jest aktem przedłużenia agonii. Takie zagrania dadzą nam dni, może nawet lata. Ale ludzie się kończą, a demonów przybywa. Do puki nie zdejmiemy ich przywódcy którego imienia nie pamiętam, oraz nie zamkniemy wrót otchłani na dobre nie możemy myśleć o zwycięstwie. Zdawałem sobie sprawę, że może nie powinienem siać defetyzmu przed decydującą bitwą, ale nie mogłem się powstrzymać.
Narrator:
Lecąc ponad koronami drzew w postaci nietoperzy, wampiry nie były w stanie niczego dostrzec. Niczego poza okazałymi koronami, bujnie porastających las drzew.
Rikka Malkain:
Rikka szybko zrozumiała swój błąd, zwarcie koron było zbyt duże by można było wypatrzeć coś z góry. Korzystając z tego, że obie grupy nie oddaliły się jeszcze zbytnio od siebie, zabójczyni wydała dodatkowe polecenia dla wszystkich by ich zwiad mógł przynieść jakiś pożytek. Teraz większość nietoperzy zleciała ostrożnie na dół, by kontynuować swój lot pomiędzy drzewami. Rikka została na górze, jednak za pomocą echolokacji ciągle utrzymywała kontakt ze swoją grupą lecącą przez las. Jeden z wampirów w drugiej dziesiątce zachował się tak samo jak ona. W tym ustawieniu krwiopijcy mieli szansę upewnić się, czy aby teren który badali na pewno jest wolny od wrogiej obecności.
Marduk Draven:
-Jak myślicie - odparcie ich tutaj cokolwiek zmieni?- zapytał nagle.-Prócz tego że da nam czas.- dodał. Wszak wątpił w to. Musieli uciąć tej hydrze ten jeden łeb. Ten najważniejszy, taki który nie odrośnie. Chętnie sam by to zrobił, ale wiedział coś jeszcze. Nie ma najmniejszych szans, nie na tym etapie. Mógł jedynie wyżynać tutaj demony.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej