Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

(1/52) > >>

TheMo:
Nazwa wyprawy: Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Prowadzący wyprawę: TheMo/Narrator/Isentor
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Jakakolwiek umiejętność walki
Uczestnicy wyprawy: TheMo, Kiellon aep Kharim, Marduke, Szeklan z Tihios, Mohamed, Rodred, Kazmir aep Groth, Rikka z Maer, Thoran,  Torstein Wilczy Skowyt
Na głównym placu Efehidionu zebrało się ponad 70 tysięcy wojowników chętnych bronić swego rodzinnego Valfden przed zagrożeniem, jakim są demony niszczące wszystko co napotkają na swojej drodze. A na ich drodze stało serce państwa, jego stolica, w której mieszka sporo ludzi. Należało ich zatrzymać, a najlepszym miejscem do obrony był most na rzece Amertodon. Ta lokacja niwelowała przewagę liczebną wrogiej armii. Tyle musiało wystarczyć, aby wygrać bitwę. Korzystny teren i 70 tysięcy obrońców Valfden. Wszyscy byli obecnie byli ściśnięci na placu przed pałacem królewskim. Pielęgnowali swą broń, pisali listy do rodzin, robili ostatnie treningi. Nad nimi łopotały sztandary Valfden, by pamiętali za co walczą.

Pośród zgromadzonych żołnierzy przechadzał się Themo, siedząc na swym koniu. Osobiście doglądał przygotowań do wymarszu, który zarządził jutro o świcie. Czekało go bowiem najtrudniejsze zadanie. Zatrzymać wielką armię demonów. Jeśli zawiedzie, to ile stolica może się utrzymać? I kto oswobodzi Ekkerund? Jednak nie zdradzał tych wątpliwości. Jako dowódca musiał być silny, by nie załamać morale armii.

//Sojusznicze siły (na początku):
50 tys. x Poborowi
12 tys. x Valfdeński rycerz
5000 x Gwardzista
5000 x Elitarny gwardzista
1000 x Wysoki elf
1000 x Krasnoludzki wojownik
3500 x Rycerz Bractwa ÂŚwitu
20 x Wampir
5 magów

//Koryto rzeki i długość mostu to 500m. Most jest szeroki na 100m.

Marduk Draven:
Rycerz Marduke także tam był. Weteran z niedawnej masakry na Zuesh. Teraz czekał, oczekiwał wymarszu. Był gotowy na drugą rundę. To znaczy prawie gotowy. Jego lewa ręka była jeszcze usztywniona, ale proces regeneracji miał się w ciągu godziny zakończyć, dzięki właściwościom cudownej mikstury, gnatozrostu. Chwała alchemikom!
Po za sprawnym czyszczeniem i ostrzeniem broni jedną ręką, odpoczywaniu, wydawaniu poleceń "spierdalaj" dupkom którym nie podobało się to, że ma złamaną rękę, także szukał znajomych twarzy. Chyba na próżne, w tym ogromnym tłumie. Przyszedł jednak czas na modlitwę. Udał się w małą samotnię, cień, ucieczkę od innych i usiadł na skrzyżowanych nogach. Wyciszył umysł.
In nomine lucis, pudicitiam et honorem,
Quam ego dabo vobis spiritum meum,
Ut voluntatem tuam impleat,
Mundi orbis ex tenebris,
Et educ haec orbis castitate, lux et pacem,
Ad vos desideratis et voluntas,
Castitate autem semper praevalebunt.

Po skończonej modlitwie, "wrócił" do świata żywych. Zlokalizował Themo i podszedł do niego. Pewnie i szybko, acz z gracją, na tyle, na ile pozwalało mu usztywnienie ręki.
-Witaj, Themo. ÂŻe tak pozwolę sobie spytać. Jaki jest Twój plan na bitwę?

DarkModders:
Jaszczur nie omieszkał powrócić na pole bitwy. Nie darowałby sobie tego gdyby nie stanął ramie w ramie, ze swoimi towarzyszami, by bronić Valfden. Był przygotowany na to jak nigdy. Srebrna szabla została perfekcyjnie wypolerowana na tą okazje, jak i całe jego opancerzenie. Przychodząc tutaj pierwsze co przypomniał sobie to to jak stracił swoje lewe ramie. Wspomnienia te dodawały mu siły w walce. To była chyba jedyna poważna motywacja do tego by nie dać się ponieść emocją w trakcie bitwy. Będąc już na miejscu szybko odnalazł wzrokiem TheMo. Bez chwili zawahania ruszył w jego stronę.
- Witaj TheMo. Nie mogę się doczekać kiedy kolejny raz skopiemy demonom te ich zasrane tyłki.

Mohamed Khaled:
Mohamed wiedział, że prędzej czy później dojdzie do tego, że i na Valfden przyjdzie im się zmierzyć z demonami. Mimo, iż miał już wspomnienia z potyczek na dachach Efehidon, gdzie zabił Ogrzego Demona, przeczuwał, że to co się wydarzy, będzie miarkowane na o wiele większą skalę.
Bitwa, w której chciał wziąć udział - a może nie chciał, a musiał? - będzie tą, która zadecyduje o losach Efehidon. Jeśli padnie ich armia, a demony przebiją się w głąb wyspy, dotrą w końcu do stolicy i zmasakrują ją. Zwłaszcza, że jeśli taka armia nie pokona pomiotów, to już nie będzie nadziei.
Kruk skupił się i wyciszył, zaglądając w głąb własnej duszy.
A'abielu... Zdajesz sobie sprawę z tego, że przyjdzie Ci walczyć z własnymi braćmi? - w intonacji czarnoskórego dało się usłyszeć tajemniczą nutkę. Jakby żalu?
Te "pomioty", jak raczycie nas nazywać, to tylko mięso armatnie, czarnuchu. Są gotowi ginąć za to, byśmy wasz gatunek zwyciężyli już raz na zawsze.
Oh, tak? A skąd masz pewność, że to wygracie? Zniszczymy was...
Nie byłbym tego taki pewien. Nasze siły są ogromne, haha! - głos demona zagrzmiał w jego głowie.
Ech... Jakiś ty niekumaty.
Cicho siedź, czarnuchu. Masz iść i walczyć. I się nie zdradzić! Będziesz mi jeszcze potrzebny!
Kruk westchnął, mijając kolejną krętą uliczkę i wychodząc z cienia. Trafił na główny plac.
- Witam... Wszystkich.

TheMo:
Themo zeskoczył z konia, kiedy znajomi do niego podeszli.
-Witam was wszystkich. Cierpliwości, wymarsz jutro o świcie. Plan jest taki, że umacniamy się na moście, ustawiamy piechotę na przodzie, a zza drugiego brzegu prowadzimy ostrzał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej