Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

<< < (9/52) > >>

Nawaar:
- Wojna jest bez sensu, ba nawet wypić w spokoju nie można. Wtrącił się do rozważań Kazia, który właśnie przysiadł się do niego. - ÂŻyć nam przyszło w dziwnych czasach cały czas bojąc się o życie. Zartat ma na nas lekko wyjebane, bo mało swoich sług wysłał do pomocy. Opowiedział sobie choć tymczasowo nie wierzył w moc boga światła, ale mimo to należy do organizacji pod jego patronem, oby się przez to nie spotkał z jego gniewem. - Pijesz? Mówił podając butelkę z gorząłką drugiemu brodaczowi.

Mohamed Khaled:
- Oj tak, to prawda - odparł na słowa krasnoluda, przysiadając się z drugiej strony. - Bardzo niespokojne czasy nastały. Nikt nikomu nie może ufać, wszędzie zdrajcy, słudzy demonów... No i te demoniczne pomioty szlajające siępo całym znanym nam świecie. Na kontynencie, na Zuesh, nawet już tutaj zaszły.. Psia mać.

Nawaar:
- Pozostało nam się jedynie bronić- odparł na słowa Mohameda towarzysza z Izby Lordów - Oby nasze siły wystarczyły do odparcia demonów, bo będzie źle i tu nie chodzi o wiarę a w naszą siłę. Dajmy z siebie wszystko inaczej stolica upadnie, ale teraz napijmy się dla lepszego samopoczucia. Ostawił od Kazia butelkę, której nie wziął a podał ją brązowemu maurenowi.

Mohamed Khaled:
Wziął ją od krasnoluda, uśmiechnął się życzliwie i wziął kilka głębszych łyków. Brakowało mu takich spokojnych rozmów, zwłaszcza przed takimi bitwami. Zawsze musiał spędzać chwile sam, w ciszy i spokoju, by jak najbardziej skupić się na zadaniu. Teraz przychodziło mu to łatwiej, nie potrzebował chwil samotności. Wolał spędzić czas ze znajomymi.
- Wiara w niczym nie pomaga, uwierz. Liczą się zdolności i chłodna kalkulacja, na ile można sobie pozwolić w starciu.

Rikka Malkain:
Po zachodzie Rikka poczuła się znacznie lepiej i mowa nie tylko o ciele, odpuściły ją też wszelkie niepokoje. Może to śmieszne, ale troski dnia zawsze gdzieś ulatywały wraz z nadejściem nocy. Nagle przestała wątpić, czy znajduje się we właściwym miejscu. Jasne, że robi dobrze. Postanowiła przetrwać, cokolwiek by się nie działo. Z cieniem uśmiechu patrzyła jak żołnierze pracują przy budowie barykad, zasieków i innych przeszkód. Ciekawe, czy coś takiego jest w stanie spowolnić demona? Niedługo miała się przekonać. Wampirzyca dokładnie sprawdziła swój ekwipunek by upewnić się, że wszystko jest utrzymane w nienagannym stanie i znajduje się na właściwym miejscu. Później wybrała się na krótki spacer wzdłuż brzegu rzeki. Nurt, rzeczywiście, był bardzo silny. To był potężny żywioł. W pewnym sensie, Rikka zaczęła już wyczekiwać starcia z ochotą. Coś podpowiadało jej, że szybko zużyje tutaj cały kołczan... O ile walka będzie się odbywać o tej porze. W przeciwnym razie wolałaby nie ryzykować wystawianie się pod topory wrogów, kiedy ona sama będzie mogła ledwo powłóczyć nogami. Nawet wtedy nie chciała jednak siedzieć bezczynnie w obozie. Powodowana tą myślą, wróciła do mostu i udała się na pozycje zajmowane przez medyków. Zgłosiła się do jednego z dopiero co rozbitych namiotów, gdzie każdy, mający jako takie pojęcie o ratowaniu życia, witany był z otwartymi ramionami. Na wszelki wypadek, gdyby nie mogła wziąć udziału w bitwie, w dusznym namiocie przygotowała swoje stanowisko. Miała ze sobą cały najbardziej potrzebny ekwipunek, resztę zapasów zapewniała armia. Po uszykowaniu sobie miejsca pracy ponownie wyszła na zewnątrz by pooddychać jeszcze trochę świeżym powietrzem. Wampirzyca odnalazła miejsce, z którego rozciągał się widok na większą część obozu. Usiadła na omszonym głazie zarzucając nogę na nogę i odchylając się do tyłu oparła na wyprostowanych rękach. W tej pozycji oddała się rozmyślaniom, niekoniecznie na temat batalii.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej