Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
DarkModders:
Jaszczur nie zamierzał korzystać z taborów które jechały obok maszerującej armii. Postanowił przejść tą drogę pieszo. I tak roznosiła go zbyt duża energia. Nie mógł doczekać się kolejnych starć by pokazać tym demonom na co stać Królestwo Valfden i jego obrońców. Ogromne ilości żołnierzy mogły wprowadzić nie jednego w zachwyt. Był tylko ciekaw jak się wszyscy spiszą. Czy uda się obronić most i odeprzeć atak demonów? Czy przeżyjemy tą jakże trudną bitwę? Sam na to sobie nie umiał odpowiedzieć. Być może to nie był dobry czas by zadawać sobie takie pytania.
Wreszcie, już pod wieczór, doszli do celu. Widząc most, na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wreszcie dotarliśmy. - pomyślał w duchu patrząc się w stronę mostu. Już miał zająć sobie jakieś wygodne miejsce kiedy usłyszał kolejne rozkazy. Na pułapkach znał się jak mało kto, z tutaj obecnych. Wziął jedną z siekier po czym udał się w stronę najbliższych drzew za mostem. Podszedł do pierwszego lepszego od razu zabierając się za robotę.
Marduk Draven:
Rycerz skorzystał z taboru. Wszak marsz w pełnej zbroi by go osłabił, a on chciał być w pełni sił. Tam został poczęstowany wodą. Chłodną, co orzeźwiło go. Trochę pogadał z tamtymi żołdakami, aż w końcu zajechali, pod wieczór. Niektórzy ruszyli zajmować się umocnieniami, acz on jednak nie miał takich możliwości. Postanowił się zając rozpalaniem ognisk i namiotami.
Nawaar:
Krasnolud skończył tworzyć zasieki śpiewając sobie chociaż on miał jakiś optymizm w sobie, ale niestety nie był on zaraźliwy na resztę towarzyszy, no nic mówi się trudno. Kiellon lekko spocony musiał chwilę odsapnąć dlatego też udał się w kierunku rozstawionych już namiotów i przygotowanych ognisk. Tam usiadł sobie na ziemi ogrzewając swoje ciało przy ognisku choć było i tak mu gorąco, lecz tutaj sobie odetchnie zapijając się ze swojej flaszki, która powoli się kończyła a wojna jeszcze długa! I tym razem zrobił jeden łyk, by sobie zaoszczędzić na gorsze chwile albo te radości kiedy odeprą atak demonów, tak czy siak patrzył się w ogień wyobrażając sobie co mogli czuć uchodźcy gdy ich domy się paliły oraz zabijano niewinnych ludzi, nie dobrze się działo na tym świecie. Kiellon siedział sobie tak chętny na rozmowę z jakimś towarzyszem walki, bo liczył że jakiś się w rozmowy w końcu napatoczy. Dopiero później zamierzał kłaść się spać.
Mohamed Khaled:
Mohamed pomagał przy stawianiu namiotów, budowaniu umocnien i kopaniu rowów. Był zmęczony, a jednocześnie peł sił. Tak jakby coś w środku móiło mu, żeby sobie odpuścił i rzucił to wszystko w pizdu, a z drugiej strony chciał pomóc. Nie potrafił się zdecydować, dlatego starał się naprawdę wymęczyć przy różnorakich pracach. Fizycznie i psychicznie.
Gdy skończył zajęcie, siadł na ziemi i patrzył w niebo.
Kazmir MacBrewmann:
- Głupia wojna... - marudził pod nosem Kazmir dosiadając się do Kiellona. - Jak w ogóle doszło do tego że świat tak upadł. I kto do chuja Zartata wpuścił demony na Marant? Zapytał otoczenie jako takie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej