Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

<< < (6/52) > >>

Marduk Draven:
Rycerz wolał jednak nie pić przed walką. Zwłaszcza wagą takiej, ciężkiej, ważnej wagi. Wagi jego życia, życia każdego na wyspie, całego kraju. Więc zwyczajnie odmówił. A potem nastąpił wymarsz. Równym, marszowym krokiem poszli obrońcy tej ziemi. A on i jego przyjaciele pośród nich.
Podczas gdy niektórzy żołnierze plotkowali, on szedł w ciszy. Ciszy werbalnej, bowiem w myślach odmawiał modlitwę.

Zartacie, panie niebio,.
Królu ziemi, dawco życia,
Krzesicielu sprawiedliwości, nosicielu światła,
Obrońco prawdy, tarczo honoru,
Niszczący zło, rozjaśniający mrok,
Nadaj mi wszystkich tych cech,
Ażebym dokonał powierzonego mi zadania,
Bym wypełnił przeznaczenie,
Dokończył Twoje dzieło.

TheMo:
Themo siedział na koniu i jechał na czele całej armii. Wyszli już za zachodnią bramę i kierowali się w stronę mostu.
-Inaczej po co ta cała armia by szła? No niestety, nie ma dobrych wieści. Demony przypuściły atak, straciliśmy Zuesh. A teraz najgorsze.
Mówił do Rodreda na tyle wyraźnie, by można było go usłyszeć przez bębny. Po ostatnim wyrazie spuścił głowę w dół.
-Król Isentor nie żyje. Obecnie naszym królem jest właśnie Dragosani. Ale mimo tego dalej się jakoś trzymamy. I idziemy wygrać tę wojnę.

Rodred:
Informacje które do mnie docierały przytłaczały mnie coraz bardziej.
Mój Mistrz nie, żyje. Mimowolnie zwolniłem kroku. W głębi czułem się winny za to co się stało. Być nieobecnym to najgorsze co można zrobić. Już miałem coś dodać, ale gorycz zatkała mi gardło, więc tylko spuściłem głowę i przytaknąłem.

Marduk Draven:
//KIELLON CHCE ABY MU ZOSTAWIÆ JAKIE¦ DEMONY DO USTRZELENIA.

DarkModders:
Jaszczur słysząc rogi, sygnalizujące wymarsz, jakby przeszły go dreszcze. Kolejny raz miał okazje by stanąć do boju za swoją ojczyznę. Teraz jako Bękart i Kanclerz miał taki obowiązek. Trzeba pokazać ludziom że urzędnicy nie śpią, nie chowają się po kątach ale walczą i to do końca. Pierwsze co zrobił, to spojrzał na wschodzące słońce. Taki piękny dzień się zapowiadał, szkoda tylko że aż tak krwawy. Musiał to przyjąć do wiadomości, innego wyjścia nie była. Westchnął głęboko a swój wzrok skierował na wybrukowaną uliczkę. Pozostało mu się pożegnać, jak na razie, ze stolicą. Nie wiedział czy wróci żywy czy też nie, ale miał nadzieje że wróci z tarczą a nie na niej.
Wreszcie przyszedł czas aby dołączyć do maszerujących. Tak też uczynił. Przyspieszył kroku i zrównał się z maszerującą armią. W głębi odczuwał ochotę by napić się choć łyczka alkoholu. Szkoda tylko, że jego plecak nie posiadał tak zacnego trunku. Musiał się obejść jakoś bez niego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej