Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

<< < (50/52) > >>

Thoran:
Myślałem, że wiele już rzeczy w swym pełnym przygód życiu widziałem. Jednak to co wydarzyło się przed chwilą przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z piekła do nieba, można rzecz. W jednej chwili wisieliśmy na skraju urwiska merdając nogami, aby w ułamku sekundy siedzieć na jego szczycie i spoglądać na wszystko z bezpiecznej odległości.
Dziwne istoty, które pojawiły się nie wiadomo skąd i nie wiedzieć czemu dołączyły się do wojowniczego ludu Valfden uczyniły krwawą rzeź pomiotą z otchłani. Ciekawą jednak rzeczą było ich zachowanie. Mianowicie nie zabili wszystkich wrogów. Oszczędzili rasy wcielone do armii Ardenosu, a także zabijali niektórych Valfdeńczyków. Owe zdarzenia mogły sugerować, że tajemniczy sojusznicy mordowali z zimno krwią wszystkich na których ciążyły jakieś niecne uczynki. Jednak ile w tym było prawdy, wszak są to tylko domysły zwykłego najemnika, który mało co zna się na tak subtelnych sprawach.
Most, a także okoliczne pola zostały skąpane w krwi demonów. Widok ten na zawsze pozostanie w pamięci każdego człowieka, elfa czy też krasnoluda, który przeżył dzisiejszą batalię.
Rozkaz odwrotu i zabrania rannych był w tej sytuacji oczywisty. Założyłem kuszę ponownie na plecy i  zbiegłem do sanitariuszy, którzy poszukiwali rannych. Odrzuciłem kopniakiem ścierwo jednego z jaszczuroludzi oraz odrzuciłem z pomocą innych medyków rękę jednego z behemotów pod którą znajdował się ranny wojak. Położyłem go wraz z sanitariuszami na nosze i odprowadziłem wzorkiem strasznie pokiereszowanego żołnierza. Nie znałem się nadto na medycynie, ale w mojej ocenia nie miał on zbyt duzych szans na pełny powrót do zdrowia. Zgnieciona noga wraz z ręką. Pewnie amputacja i kalectwo do końca życia. Taki los czekał większość rannych, którzy leżeli jeszcze wśród stosu trupów. Pomogłem jeszcze kilku innym oddziałom ratunkowym po czym dołączyłem do reszty wojska, która powoli wykonywała rozkaz dowódcy wracając do stolicy.

Kazmir MacBrewmann:
- Srultu. To dobra tarcza była, co ma leżeć... nie zostawiam was, po prostu musze odpocząć od świata i tego gówna. No... a po za tym w tej grocie rośnie pewien grzyb. Niezwykle dobra wódka z niego wychodzi jak się go doda.

Nawaar:
Krasnolud poczuł się zadowolony ze swojego wysiłku, tylko milczał i przyglądał się dantejskim sceną z udziałem demonów oraz dziwnej armii powstających z czarnej mgły. Dla niego był to cud, ale który z bogów interweniował? Tego chyba się nie dowiedzą oczywiście rycerze Zartata będą jemu dziękować, lecz Kiellon nie był do końca pewien czy to zasługa boga światła albo jakiegoś innego, a może było to dziełem ludzkich rąk? Jednym słowem obrońcy mięli dużo szczęścia wtedy też zaczepił go Marduke. - Dzień, w którym zakończyło się szaleństwo, więc można go nazwać pięknym a myślałem, że z tego nie wyjdziemy. Co myślę powiadasz? Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że mięliśmy ogromnego farta, bo jeszcze chwila i te statki by nas zmasakrowały a do tu nagle jak za pomocą czarodziejskiej różdżki los bitwy się odmienił. Można to nazwać cudem ktoś musiał nam pomóc, tylko kto bogowie? Czy ktoś inny to już nie ważne grunt, że zwyciężyliśmy. Powiedział co o tym myślał a potem wyjął swoją flaszkę unosząc ją do góry rzekł-za zwycięstwo! Następnie odkorował butlę i pociągnął ostatni łyk prawie opróżniając butlę, którą podał rycerzowi-Pij należy się nam. 

Narrator:
Kiedy ostatni demon padł martwy ścieląc morką od krwi ziemię tajemnicza armia, która wyłoniła się z mgły rozpłynęła się w powietrzu.

Rikka Malkain:
Nieświadoma wszystkiego co dzieje się na zewnątrz, Rikka nie przerywała leczenia rannych. Zajęta pracą nie odnotowała nawet kiedy wszystko ucichło. Zorientowała się, że coś jest nie tak, dopiero gdy wiatr przyniósł zza rzeki te przerażające wrzaski. To nie było to, co słyszała do tej pory. Zaniepokojona tą kakofonią wyjrzała przed namiot. To demony umierały na oczach armii Valfden. Tak po prostu. Wszystkie. Ze swojego wzgórza nie widziała dokładnie co jest przyczyną takiego obrotu spraw, ale dostrzegła morze ciemnych kształtów szalejących pomiędzy żołnierzami. Nie była pewna, czy w tej sytuacji może wierzyć swoim oczom. To wszystko wydawało jej się niemożliwe, ale czas na rozmyślanie nie był w ostatnich dniach rzeczą, na której nadmiar wampirzyca mogłaby narzekać. Bez zwłoki wróciła do środka, bo znowu była potrzebna na stanowisku. Jakiś cichy głos podpowiadał jej, że już niedługo napływ nowych rannych może wreszcie ustać. Nawet jednak jeśli bitwa dobiegała końca, przeminąć będą musiały całe godziny nim szpital polowy zostanie ostatecznie usunięty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej