Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Rodred:
Całe szczęście byłem w pobliżu stanowiska dowódcy więc znajdowałem się po za zasięgiem deszczu ognia. Zbliżyłem się do tego obszaru czekając, aż opad ustanie, żeby pomóc rannym.
Nawaar:
Wszystko potoczyło się w szalenie szybkim tempie meteor pierdutnoł niszcząc wiele jednostek wroga wtedy to dopiero ciała się walały, bo rozrzut był nieziemski. Trupy walały się zewsząd a krasnolud podziwiał ogrom zniszczenia wywołany wybuchem. - Ale jebło! Ocenił na momencie zaistniałą sytuacje i już można było się cieszyć z tego wszystkiego gdyby nie nagły odwet od demonów, które również przygotowały prezent zarzucając deszczem ognia najbliższy obszar po stronie obrońców. ÂŚwięcące kule rozświetliły nieboskłon zabarwiając go na czerwono i pomarańczowo doprawdy piękne widowisko do tego stopnia, że Kiellon patrzył na to rozdziewając swoją paszczę nawet zdało się zauważyć cieknącą ślinę lecącą po jego brodzie. Szkoda, tylko że padło to na obrońców, którzy nie zdążyli się wycofać na bezpieczne pozycje co pewnie będzie również wielu rannych jak i zabitych. Brodacz dopiero wtedy się ocknął wycierając swoją mordkę. Tymczasowo nie miał okazji do oddania strzału, ale był na niego w każdej chwili gotowy, bo srebrny pocisk już czekał aby ukatrupić jakiegoś demona. Krasnolud na szczęście był na bezpiecznej pozycji i niczym przynajmniej na razie nie oberwał choć pojawił się pot wywołany tym nagłym zdarzeniem.
Marduk Draven:
Rycerz przerwał siekanie, aby wycofać się. Nie miał zamiaru dostać ognistą kulą z nieba, nawet za kraj. Z resztą, był bardziej chujem, niż patriotą. Szybko znalazł się na tyłach.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir na szczęście przebywał wtedy w oddalonym od frontu punkcie medycznym.
Rikka Malkain:
Ziemią wstrząsnęło, gdy po drugiej stronie rzeki w armię wroga uderzył meteoryt. Na tyle, że ze stołu wampirzycy nieomal spadła fiolka z odtrutką na toksyny jaszczuroludzi. Dzięki szybkiej reakcji Rikki do straty jednak nie doszło, i całe szczęście, bo ten medykament zdążył już stać się tutaj towarem wręcz luksusowym. W natłoku pracy cyruliczka nie miała czasu by choćby na moment wyjrzeć poza namiot, więc nie zobaczyła ani skutków ataku, ani późniejszego odwetu nieprzyjaciela. Szkoda, bo obydwa zaklęcia musiały być naprawdę widowiskowe. Po usłyszeniu co dzieje się na zewnątrz, medyczka szybko poszła poszukać dodatkowych zapasów maści na poparzenia i środków przeciwbólowych. Nietrudno było się domyślić, że już za chwilę zaleje ich tutaj fala ofiar ognistego deszczu. Bitwa trwała już naprawdę długo, i póki co nic nie wskazywało na to by miała wkrótce dobiec końca. Przeciwnie, z tego co się dowiedziała, już niedługo walki miały stać się jeszcze bardziej brutalne i zawzięte. Przybycie wypoczętych posiłków wroga oznaczało, że ich armia dopiero się rozgrzewa i jeszcze na wiele ich stać. Rikka widziała przed sobą całe godziny pełne wrzasków rannych i krwi tryskającej z uciętych kończyn. Zapowiadało się cudownie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej