Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Rodred:
Zadowolony, że mimo bębnów udało mi się wypocząć wstałem i poszedłem na śniadanie. Usiadłem przy jednym z prowizorycznych stołów i rozglądałem się po stołówce.
Marduk Draven:
Rycerz także poczuł trawiący, irytujący, wołający do jadalni głód. Nie czekając długo, ażeby głód go nie pochłonął i nie odebrał mu zmysłów, Marduke udał się w stronę jadalni. Tam też siedział Kiellon i pewna osoba, którą chyba skądś kojarzył.
Nabrał sobie czegoś wyglądającego na mięso, trochę chleba i wody. Tak, wody - jak dla konia. Przysiadł się obok krasnoluda, brata zakonnego i przyglądnął się mięsu. Wyglądało raczej na zjadliwe. Odstawił je i złożył ręce do modlitwy, odmawiając ją w myślach. Krótka, szybka, acz gorliwa modlitwa do Zartata o łaski na ten dzień.
-Smacznego.- życzył i zaczął się zajadać. Mięso było białe w środku, więc raczej drobiowe. Popił wodą.-Co tam powiesz, Kiellon?- zapytał brata zakonnego, ciekaw co u niego.
Nawaar:
Krasnolud sobie jadł nie przejmując już się dudnieniem bębnów wojennych dla niego była to podpucha i granie na czas oraz nerwach obrońców. - Skurwysyństwo no- powiedział kiedy Marduke obok niego przechodził, ale jadł dalej zupę i człowiek zaczepił brodacza - dzięki nawet smaczna- otarł swoją mordeczkę ręką powracając do rozmowy - nie wydaje się tobie, że demony grają na czas? Moim zdaniem już dawno są koło stolicy i ją oblegają a my tu siedzimy słuchając ich bębnów normalne skurwysyństwo no. Rzekł do nabierając sobie znowu zupy do łyżki, którą umieścił w swojej brodatej twarzyczki.
Faira Eteler:
- Panować nad pożarem? Lubię bujną wyobraźnię wojaków z gminu. Faira zwołała do siebie pozostałych magów. Nie byli to jednak mistrzowie w swojej dziedzinie. Rozkazała im pilnować, aby pożar nie rozprzestrzenił się na polanie. Zadanie z pozoru banalne sprowadzało się do komicznej sytuacji, w której kilkunastotysięczna armia koczująca na moście ucztuje, podczas gry grupa 5 magów biega po ogromnej polanie gasząc płomienie przedostające się z palonego przez Fairę lasu. 5 osób nie było w stanie kontrolować tak obszernej powierzchni toteż ogień szybko strawił również łąkę. Magowie byli jednak w stanie powstrzymać pożar na tyle, że nie objął on obszaru wokół mostu. To genialne posunięcie myśli strategicznej pozbawiło kryjówki potencjalnych najeźdźców. Przy czym dało im lepszą do pokonania kryjówkę w postaci gęstego kurzu i dymu, który spowił łąki i część lasu. Bębny poprzedzane wycie rogów bojowych nie ustępowały. Kiedy ogień już dogasał i niczego nie można było dostrzec w tym dymie do hałasu rogu, bębnów doszły jeszcze odgłosy marszu.
Kazmir MacBrewmann:
- Gdyby oblegali stolicę Kiellonie to byśmy chyba dymy aż stąd widzieli. Oho! Idą! Poczuł strach, bo w sumie nikt nie był na pozycjach, wojsko było... wszędzie? Kazmir miał chęć spierdolenia póty na to był jeszcze czas. Czuł w kościach że to będzie zły dzień.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej