Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

<< < (27/52) > >>

Kazmir MacBrewmann:
Kazmir ma bardzo ciężki sen. Znaczy się że zasypia szybko i twardo. Bębny, hałasy czy głośne rozmowy nie robią na krasnoludzie wrażenia. Potrafi on spać wszędzie i zawsze. Tak też było i teraz. Rankiem zbudziła go lżejsza potrzeba fizjologiczna. Zwlókł się z pryczy i opuścił namiot. Udał się na stronę i wyszczał się na koło jednego z stojących w pobliżu wozów. Następnie udał sie na poszukiwania śniadania.

TheMo:
Obok Themo zjawili się magowie.
-Ten las przydałoby się spalić - powiedział bardziej do przybyłej czarodziejki - i zadbać, by ten pożar był kontrolowany - To zdanie było już skierowane do reszty magów.
Gdzieś tam w obozie odpowiedzialni za zaopatrzenie zajęli się wydawaniem posiłków pilnując, by każdy dostał swoją porcję.

Rikka Malkain:
-Pewnie tak. Szczerze mówiąc, chciałabym żeby coś już zaczęło się dziać. Jeśli te skurwiele dalej się nie pokażą, chyba spakuje rzeczy i zabiorę się do domu. Nie lubię takiego czekania. Co innego, gdy to ty szykujesz na kogoś zasadzkę i czekasz aż wpadnie ci w ręce... Teraz odnoszę wrażenie, jakby miało być odwrotnie. Albo, jakbyśmy siedzieli tu całkiem bez sensu. Sama nie wiem.-Dobrze, że było z kim zamienić kilka słów. W innym wypadku pewnie do reszty zwariowałaby z nudów. Wrażenia z nocy nie wystarczyły wampirzycy na długo.

Nawaar:
Krasnolud widząc, że nic się nie dzieje poza upierdliwym, wnerwiającym a nawet już nużącym bębnieniem stracił zapał do akcji i oddalił się ze swojego posterunku tak bez żadnego celu, po prostu znudził się wyczekiwaniem jak każdy stojący obok niego zwarci i gotowi obrońcy stolicy. Kiellon ruszył sobie dalej zwłaszcza kiedy padło polecenie wydawania posiłków a tego nie mógł sobie odmówić chciał się najeść cokolwiek podwali w kuchni polowej jemu wszystko smakowało. Brodacz ruszył do jednego z namiotów zabierając się za konsumpcję dania a według niego była to zupa przynajmniej tak wyglądała. Rekrut bractwa jadł chyba gorsze rzeczy, ale nie mógł tutaj wybrzydzać i jadł co mu podali choć nie pewnie się do tego zabierał. Krasnolud nabrał na łyżkę trochę zupy dmuchając, coby się nie poparzyć a następnie wkładał lekko do mordki kosztując, bo zapach był taki sobie inaczej nie mógł tego określić! Krasnolud w końcu skosztował nawet się skrzywiając zupa może i była bez specjalnego zapachu oraz wyglądu, lecz była dobra choć szczypta pieprzu byłaby wskazana. Kiellon chłoną zupę jakby jutra miało nie być w tym akurat mógł mieć rację, bo jedynie bogowie wiedzą co ich czeka tymczasem cieszył się tym prostym daniem do tego stopnia, że aż siorbał głośno, żeby każdy mógł usłyszeć jak je krasnolud czasami nawet parsknął śmiechem od tak dla prostej radości i zagłuszania bębnów demonów. W końcu jak skończył jeść poszedł po dokładkę, a co się będzie pierdzielił.   

Mohamed Khaled:
Uśmiechnął się szeroko do Rikki i mrugnął. Jakoś przy tej dziewczynie lepiej mu było. Czy to dlatego, że wiedziała o nim więcej, niż on sam mógłby wiedzieć? Albo może dlatego, że także była Krukiem? Sam nie wiedział. A chciał.
- No cóż... Może się okazać, że za chwile będziemy mieli tu całą armię..

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej