Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Rodred:
Nadal siedząc spojrzałem na TheMo oczekując rozkazów. O ile nie będzie miał dla mnie jakiś szczególnych to z racji średniego zasięgu pewnie ustawię się między piechotą a magami.
No to się zaczyna. Pomyślałem sobie z niezadowoloną miną. Moje niezadowolenie wynikało z wielu czynników. Nie pasowało mi to, że tu jestem. Cały czas mam wrażenie,że mógłbym się bardziej przydać gdzie indziej na jakiejś misji Paktu, jakiejś dywersji czy zdobywaniu przewagi w wiedzy. Walka w ścisku na tak wąskim gardle jak ten most, gdzie świetnie wytrenowany rycerz jest niewiele więcej wart od chłopa z widłami nie przemawiała do mnie. Puki co nie miałem jednak nic lepszego do roboty więc postanowiłem pomóc zbytnio się nie narażając, żeby ocalić swoje życie i przydać się gdzie indziej. To nie tak, że nie jestem wstanie poświęcić się dla idei. Tylko ta idea do mnie nie przemawiała. Zwyczajnie kalkuluje dany moment. Bitwa jest, albo przegrana, albo kupi nam trochę czasu, ale na pewno w ciągu najbliższych godzin zginie wielu dobrych ludzi, potrzebnych i przydatnych gdzie indziej. Co prawda nie znam za dobrze naszego przeciwnika, ale mogę założyć, że nie morduje wszystkich jak popadnie. W takim wypadku nie lepiej było by się poddać, ocalić życie i rozpocząć walkę podziemną?
Nie było jednak już czasu na rozważania. Liczyło się tu i teraz. Wierzę, że podejmując dobre, rozsądne decyzje uda mi się zachować życie i wspomóc naszych.
Nad tym właściwie pracowałem będąc na mojej wyprawie. Rozważałem tą sentencję Paktu i tak właśnie ją zinterpretowałem. Nie ma co myśleć jaką moc kiedyś osiągnę. Nie ma co myśleć ile dobra wtedy będę mógł robić. Nie ma co dążyć do tych celów wszelkimi środkami, bo na tym zawsze ktoś ucierpi. Liczy się to by z obecnej sytuacji, przy obecnych możliwościach, wyciągnąć jak najwięcej dobra, jak najmniejszym kosztem. Co rozumiem przez dobro? To na inny raz.
Wyrwałem się z pewnej zadumy, sprawdziłem sprzęt i stanąłem obok TheMo, czekając.
Narrator:
Rikka nie była w stanie określił dokładnego źródła dźwięku, wydawało się, że wojsko nieprzyjaciela uderza w setki bębnów, zaś dudnienie rozchodzi się po lesie na ogromnym obszarze. Wróg był nieustępliwy, nie pozwolił zmrużyć oka armii Valfden. Uderzał w bębny aż do samego świtu. Kiedy wstało słońce bębny na chwilę ucichły, w szeregach armii pojawiły się uśmiechy, w końcu nastała błoga cisza. Wtedy rozbrzmiały rogi i powróciło dudnienie bębnów.
Marduk Draven:
Każdy mógłby byle jak napierdalać w bębny.- pomyślał rycerz, dalej siedząc na pieńku.
Nie tyle siedział, co nawet zdrzemnął się. Tak, bębny mu nie przeszkadzały. Sypiał w gorszych sytuacjach. Obudził się o świcie, wypoczęty, silny i zwarty. Przez chwilę bębnów nie było słychać, jakby demony dały sobie spokój. Nagle jednak rozbrzmiał potężny róg, a potem na nowo bębny. Zero stylu.- pomyślał skrzywiony. W jego głowie narosło nagle wiele myśli, takich które ekranizowały jego obawy, o to, co się stanie jeśli przegrają. Płonące domy, wymordowani mężczyźni, zgwałcone kobiety, płaczące i zapędzone do niewolniczej pracy dzieci. Odepchnął ty myśli.
Nie pozwolę się temu ziścić... przysięgam Ci, Zartacie.- zaprzysiągł. A co zaprzysiężone - musi być wypełnione.
Sprawdził ułożenie i dostępność broni, po czym oddał się oczekiwaniu, w akompaniamencie swoich modlitw, odmawianych w myślach.
Faira Eteler:
- Mam spalić łąkę? Co jeśli pożar rozprzestrzeni się na las i całą polanę? Co prawda my możemy wycofać się na most. Ale wiesz o tym, że taki pożar będzie szalał tu przez kilka dni i możemy stracić las? - zapytała dowódcy chcąc upewnić się, że chce podjąć tak drastyczne kroki.
Rikka Malkain:
Na krótką chwilę przed wschodem, Rikka zebrała to co zostało z jej oddziału i powróciła do obozu z nienajlepszymi wieściami. Przetrwała ich w sumie szóstka. Ona, wampir którego wysłała z wieściami wcześniej, trójka wyswobodzonych z sieci, i krwiopijca kontrolujący z góry poczynania drugiej grupy. Nie tracąc czasu na przechodzenie przez posterunki straży, dziewczyna przeleciała ponad armią i wróciła do swojego ulubionego ciała dopiero po dotarciu do Wielkiego Lorda, [member=25802]TheMo[/member]. Jako, że wcześniej przejęła inicjatywę, teraz poczuła się w obowiązku do złożenia raportu. Przed chwilą odesłała wampiry na ich pozycje. Ich morale pozostawiało wiele do życzenia. Podobnie z resztą sympatia do dziewczyny z Maer. Chociaż wcześniej nie była przesadnie wielka, teraz zmalała drastycznie. Lecąc ponad żołnierzami, Rikka zanotowała jednak, że nie tylko nieśmiertelni upadli nieco na duchu. Wszyscy żołnierze byli przygnębieni i zmęczeni po nieprzespanej nocy.
-Nie znaleźliśmy ich. Demonów. Odgłosy bębnów zdają się dobiegać z lasu, ale ten cały zablokowany jest wielką pajęczą siecią. Nie może być nawet mowy o przejściu tamtędy, a żeby było ciekawiej twórcy sieci też są na miejscu. Nie radzę się tam zapuszczać.
Teraz przyszła pora na kolejną pocieszającą wiadomość.
-Kilkunastu zwiadowców wpadło w sieci w czasie rozpoznania, więc nie będziemy już z nich mieli pożytku. Prawdopodobnie wszyscy zostali… cóż, zjedzeni. Prócz mnie została jeszcze piątka.
Ktoś musiał to powiedzieć. Rikka miała świadomość, że nie spisała się na medal, ale w obliczu wschodzącego słońca myślała tylko o tym, by schować się w swoim ciemnym kącie w jednym z namiotów medyków. Mimo tego ciągle stała na miejscu. Nie bardzo wiedziała, jak to wygląda w wojsku, ale pewnie powinna zaczekać jeszcze na jakieś słowa od dowódcy. Po krótkiej chwili zdecydowała się dorzucić coś jeszcze.
-Może to zabrzmi dziwnie, ale las wygląda na pusty. To znaczy, jeśli nie liczyć tych pająków. Coś tu jest bardzo nie tak.
Po tych słowach obrzuciła stojącą obok Themo czarodziejkę podejrzliwym spojrzeniem, i postąpiła kilka kroków w bok unikając kilku pierwszych słonecznych promieni.
//Sojusznicze siły:
50 tys. x Poborowi
12 tys. x Valfdeński rycerz
5000 x Gwardzista
5000 x Elitarny gwardzista
1000 x Wysoki elf
1000 x Krasnoludzki wojownik
3500 x Rycerz Bractwa ÂŚwitu
5 x Wampir
5 magów
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej