Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Stawka większa niż życie
Narrator:
- Drogi marszałku! Atusel było tylko dywersją. Główne siły uderzyły w Brugrard. Straciliśmy miasto, port i całe ujście Amertodonu. Resztkami sił stawiamy opór w Crack de Tacticu. Do zachodu słońca gmina Satein będzie pod wpływami demonów... Tekst urywa się, tak jakby wiadomość została wysłana w pośpiechu.
Silion aep Mor:
Krasnolud przeczytał list, to co tam dojrzał wręcz nim wstrząsnęło. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia połączony z niedowierzaniem i szokiem. Nagle przez jego głowę przeleciały krwawe wizje walk z udziałem demonów które musiały się odbyć w gminie Satein a zwłaszcza w twierdzy Crack de Tacticu. To było okropne.
- Japierdole, co się dzieje? Kurwa mać... - dał upust emocjom - Inkwizytorze, wyślij do stolicy pięć tysięcy rycerzy, jak najszybciej, po dziesięć tysięcy gwardzistów i elitarnych gwardzistów, do tego trzy tysiące krasnoludzkich wojowników i wysokich elfów, tysiąc pięćset orków. - mówił szybko, wiedział co ma robić, jego głowa już układała plan - Wyślij posła do Ekkerund że potrzebujemy ich pomocy. Powiedz że proszę ich jak krasnolud krasnoludów, mam nadzieję że pomogą. - rzekł do jednego z zaufanych ludzi.
Odetchnął głęboko, nagle do jego głowy nadeszły nowe myśli. - Szamanie, sprowadź swoich kolegów jeśli jeszcze jakichś masz i daj znać bractwu świtu że przybywamy. Niech będą gotowi. - wydał polecenie.
Ork spojrzał swym zamglonym wzrokiem na krasnoluda i posłusznie zrobił co mu nakazano - zniknął w zielonym świetle. Za nim pojawiły się jeszcze dwa błyski, to jego koledzy przenieśli się do stolicy i bractwa.
- Tutaj zostanie z obecną armią Janusz z Atusel, jeden z moich dowódców, w razie czego będzie bronił. W stolicy poprowadzi ich do obrony Renton a ja osobiście zmierzam jak narazie w stronę bractwa z odsieczą. Yerrin! - krzyknął do zaufanego człowieka - Dwa i pół tysiąca rycerzy ma teraz od razu wsiąść na koń i ruszyć do Raschet, do siedziby bractwa, ja natomiast za 15 minut chce widzieć trzy tysiące elfów i krasnoludów przed miastem, dziesięć tysięcy gwardzistów, siedem tysięcy elitarnych gwardzistów i tysiąc orków. - rzekł głośno.
- No, no, wszyscy do roboty! Działamy. - krzyknął i sam ruszył do stajni po konia. Gdy tam dotarł, zabrał czarnego niczym noc rumaka i wyjechał przed miasto.
Po ponad piętnastu minutach wszyscy byli gotowi, zebrani i zwarci a rycerze na koniach już dawno w drodze.
- Dzisiaj jedziemy bronić stolicy! Do dzieła! Ruszamy na siedzibę bractwa świtu! - krzyknął po czym wszyscy ruszyli konno do celu - siedziby bractwa świtu.
Nawaar:
Krasnolud nauczony jak już jeździć pierwsze co zrobił to udał się do stajni miejskiej po ogiera przeznaczonego mu na tą niezwykłą wyprawę w celu ratowania królestwa. Kiellon zastał tam młodego stajennego.
- Dawaj konia zwącego się Koniś mam pozwolenie od orka Kenshina, byle chyżo!
Warknął na młodzieńca a ten spokojnie rzekł.
- Już się robi, ale czy nie można by grzeczniej?
-Synek tu chodzi o obronę królestwa dawaj, że no!
Krzyknął jeszcze raz a koń po sekundach zjawił się gotowy do jazdy. Brodacz od razu go dosiał i pędził na złamanie karku ku Atusel. Droga szła mu długo nawet jak pędził galopem w głowie roiło mu się jak demony sieją spustoszenie zabijając każde niewinne dziecko wtedy też splunął soczyście na ziemię a koń pędził ile miał sil, a że dawno nie był wykorzystywany do takich zadań wolał go nie przeciążać i dość częste robił przerwy, po to choćby żeby się wysikać jakoś wizja walki z pełnym pęcherzem mu się nie widziała, więc od czasu do czasu chodził odcedzać kartofelki. Następnie wsiadał na konia i pędził dalej mijając wsie za wsią. Podróż mijała a czas leciał nieubłaganie a demony nadal robiły swoje. Brodacz chciał mieć w tym udział i zabić, tyle ile mógł marzyło mu się świat wolny od demonicznej zarazy, jednakże do tego daleka droga, także krasnolud jechał myśląc cały czas nad walką ile będzie w stanie osiągnąć po tej porażce na Zusesh, także jechał w stronę Atusel licząc na to iż spotka po drodze kogoś z kim mógł się zabrać i dowiedzieć się jakie są plany obrony. W tym czasie zajechał przed miasto Atusel, gdzie zbierała się armia gotowa do wyjazdu wtedy podął - Kto dowodzi? I potrzebujecie jeszcze może jednego strzelca? Następnie odwrócił się na koniu i zmienił kierunek jazdy, by zrównać szyki i ruszyć razem walcząc z demonami.
Silion aep Mor:
- Pan Marszałek Silion Erenus aep Mor dowodzi krasnoludzie. - odpowiedział Kiellonowi jeden z żołnierzy jadąc na swym rumaku.
Armia bardzo szybko pokonywała kolejne metry a później kilometry zostawiając za sobą widok portowego miasta Atusel.
Mijali łąki porośnięte kwieciem, jeszcze nieskalane pożogą wojny, farmy na których mimo toczących się walk wieśniacy wciąż pracowali na spokojnie, nie przejmując się niczym a zwłaszcza tym co dzieje się wokół nich. Przejeżdżali przez mały las w którym natrafili na grupkę jeleni które przestraszone i zdezorientowane przebiegły im drogę.
Jak na razie było spokojnie, zbyt spokojnie...
W ten oto sposób wciągu kilku godzin oddział liczący tysiące żołnierzy dotarł do gminy Raschet. Popędzali konie na zabój by tylko dotrzeć i obsadzić ważny strategiczny punkt jakim jest siedziba Bractwa ÂŚwitu który blokował drogę do stolicy od południa.
Po około kilkunastu minutach w oddali, na wysokim wzniesieniu majaczył obraz jakże majestatycznej i solidnej twierdzy.
Silion jako pierwszy jeszcze bardziej pospieszył konia który już ledwo dychał, widać było że dostał w kość. Oj będzie mu się należał wypoczynek, strawa i poidło.
Wjechał wąską dróżką prowadzącą pod górę by dostać się pod mury Bractwa ÂŚwitu. Dojrzał stojącego tam paladyna, nawet nie schodząc z konia krzyknął do niego.
- Jestem Marszałkiem Koronnym, dawać mi tutaj dowódcę Bractwa ÂŚwitu lub jego zastępcę. Wojna zawitała do naszych wrót! No już, już!
[member=25911]Evening Antarii[/member] lub [member=26446]Bethrezen Hatton[/member]
Evening Antarii:
Stojący przy bramie paladyn oczywiście wiedział o wojnie. Tysiące rycerzy wysłano już na front, inni zdążyli wrócić, naprawić swe broni i dalej w drogę, by bronić kraju. Mężczyzna pobiegł wgłąb twierdzy Bractwa, przemierzył najszybciej jak umiał plac zapełniony wojownikami szykującymi się na walki. Wbiegł do środka, gdzie też panowało poruszenie. Rycerze właśnie czekali na jakiś sygnał, na wiadomość, gdzie będą najbardziej potrzebni. Paladyn wbiegł do wielkiej sali, gdzie przy stole debatowali najbardziej znaczący paladyni. Wśród nich była Antarii.
- Siostro! Silion aep Mor przybył pod bramy Bractwa. ÂŻąda widzieć się z tobą!- wyjaśnił bez słowa zadyszki. Evening wskazała coś na mapie paladynom. Skinęła do ich głową. Sama zaś udała się na dół w towarzystwie paladyna. Zbiegła po schodach, choć miała ochotę lecieć, albo przemieścić się, by być szybciej, by słyszeć wieści, by zdążyć z rozkazami nim kolejne twierdze padną
-Silion!- zawołała w bramie. Szybko przemierzyła dzielący ją dystans. -Co mam czynić? Powiedz ilu ludzi ci potrzeba, a dam o wiele więcej. Gdzie mają się udać?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej