Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Stawka większa niż życie
Nawaar:
- Aż sam marszałek dowodzi. O! Zaskoczony wiadomością krasnolud pogładził się po brodzie a później pokazał swoje zębiska. Następnie zrównał szyk jadąc obok jednego z żołnierzy, można by rzecz bracia wojny. Towarzysze pędzili, by bronić królestwo przed zniszczeniem jakiego dokonywali demony likwidując każdego i paląc wszystko na swej drodze. W tym wszystkim uczestniczył Kiellon prosty strzelec, któremu odmówiono wstąpienia do bractwa i wyszkolenia się pod ich sztandarem! Jednak się nie poddawał a pędził walczyć za wole państwo i jego ludy. Konnica mijała spokojne wsie dla, których czas stał w miejscu robili swoje i nie przejmowali się niczym istna sielanka. W tym samym czasie łąki usłane były kwiatami wszystko to, by Kiellona obchodziło, gdyby nie fakt, iż jest krasnoludem. Dla niego to były jedynie chwasty natomiast jeśli, byłby elfem to zupełnie inaczej spojrzałby na to. Brodacz jechał dalej trzymając szyk nie wychylając się zanadto, wszak to była jego pierwsza podróż konna i dość poważna za razem. W końcu dojechali do lasu tam musieli zwolnić przegrupowując się we dwie linie jadąc gęsiego cóż trakt był wąski, jak to w lasach bywa do tego jelenie zabłądziły przeszkadzając w szybkim przejeździe. Wydawać by się mogło, że wszystko sprzeciwia się woli obrońców do tego ta cisza mogła zwiastować, że coś się nie długo wydarzy ogólnie wszystko było takie dziwne. W końcu jednak dotarli pod cytadele Bractwa ÂŚwitu! Krasnolud rozglądając się czuł, że to miejsce będzie dla niego idealne już nie mógł się doczekać przekroczenia murów twierdzy. - Wspaniała budowla. Pomyślał chwilę milcząc, bo on tu nic do gadania nie miał jego koń natomiast parskał i potrzebował jedzenia oraz wody, ponieważ przerw po drodze nie było. Wtedy też przemówił marszałek prosząc o spotkanie z dowódcą a krasnolud bacznie się temu przyglądał, gdyż poznanie tutejszej hierarchii ułatwi mu sprawę. Na zaskoczenie Kiellona dowódcą okazała się piękna anielica w co nie mógł uwierzyć a jego serce nagle przyspieszyło. Nie wiedziałem, że tu mają takie skarby. Dobrze się stało, że wybrał się na tą wojnę zamiast czekać w domku, ale jedno go dziwiło czemu anielica nie walczyła w bronie Zuesh? Ona, by mogła doprowadzić do naszego zwycięstwa to pytanie będzie mu towarzyszyło, przez dłuższy czas aż w końcu zapyta się zainteresowanej. Teraz jedynie wszystko podziwiał napawając się widokiem i milcząc jak grób.
Silion aep Mor:
Mężczyzna widział iż paladyn posłusznie zrobił to o co go w dość specyficzny sposób poproszono. W duchu ucieszył się że nie będzie zbędnych utrudnień które by spowolniły działania wojenne choć w sumie to i tak wiedział że jak na razie to miejsce to jego punkt docelowy. Nie wiedział jak jest na froncie. Ta niewiedza go cholernie frustrowała. Wściekał się w duchu na tak beznadziejny wywiad jaki to królestwo posiadało. Demony grasowały po rodzimym podwórku a on nawet nie znał ich liczebności.
Zrobił zniesmaczoną minę po czym zeskoczył z konia nadal czekając na paladyna lub kogokolwiek kto mu teraz wyjdzie na przeciw.
Spoglądał z zaciekawieniem na masywne, silne oraz elegancko wyglądające mury twierdzy wykonane z białego kamienia. Bardzo podobały się krasnoludowi który będąc tutaj pierwszy raz w życiu ze skrywanym w duchu zachwytem przyglądał się wszystkiemu od strzelistych okien do niebieskiej dachówki przywodzącej na myśl niebo i samego Zartata który teraz wyraźnie miał ich w głębokim poważaniu.
Nagle naprzeciwko niemu, wielkimi, strzelistymi, zdobionymi drzwiami wyszła anielica Evening - olśniewająca jak zawsze, na tle swych śnieżnobiałych skrzydeł prezentowała się iście nieziemsko i pokazywała prawdziwą potęgę bogów. Bo jaki śmiertelnik nie marzyłby o tym by zostać chodzącą manifestacją boskiej potęgi na ziemi?
Skrzydlata kobieta szła w towarzystwie tegoż paladyna którego krasnolud wysłał po dowódcę.
Kiwnął głową w podzięce w stronę mężczyzny po czym zaplótł ręce za plecami i chodził w kółko spoglądając w ziemie.
- Evening! Spokojnie. - rzekł opanowany, wiedział że tylko spokój teraz pozwoli zachować mu klarowny umysł a miał pod swoją komendą dwadzieścia sześć i pół tysiąca wojaków którzy byli gotów walczyć za ojczyznę do ostatniego tchu - to do czegoś zobowiązywało.
- Przybywam tutaj z Atusel które w ramach dywersji zostało zaatakowane drogą morską przez Ardenos lecz spokojnie, flota wroga została zmasakrowana doszczętnie. Jak się okazało właściwym celem był Brugrard i gmina Satein. Do wieczora zostanie ona zajęta przez demony. Potrzebuje wsparcia. Ile możesz dać wojaków uzbrojonych w srebro? Ogólnie to chodzi o to żebyś większość tego co możesz dać, wysłała na zachód do obrony nabrzeża gdyż tam ponoć się aż roi od demonów. - tłumaczył.
- My mamy na chwile obecną zamiar obsadzić wojskiem waszą twierdzę gdyż w pewien sposób ona blokuje przejście z południa do stolicy. Prawda że nie jest w centrum tej drogi ale i tak jest ważnym strategicznym punktem. - wyjaśniał ze słyszalnym zapałem w głosie.
Mężczyzna spojrzał na Evening proszącym wzrokiem wiedząc że prawdopodobnie może ona mu pomóc.
- Ev, potrzebuje zwiadowcy, takiego który na pewno wróci do nas w jednym kawałku i nie da się zabić. Czy... Czy u was w Bractwie nie ma więcej aniołów poza Tobą i... - nie mogło mu to przejść przez gardło - F-Funerisem? Taki anioł mógłby zrobić szybki zwiad i przynajmniej dowiedziałbym się jaka jest liczebność wroga w Satein. Poza tym nie można go zabić i o to mi chodzi. Chciałbym przechytrzyć wroga. - rzekł.
- Możemy tutaj na razie zostać dopóki nie obmyślę jakichś konkretów? Wiem że czas się liczy dlatego chodzi mi o dosłownie chwilę dopóki ewentualny zwiadowca nie wróci... Moi żołnierze są mocno spragnieni i głodni, gnaliśmy na złamanie karku. - pokazał że troszczy się również o armię a nie tylko o swój tyłek.
Evening Antarii:
Spokojnie!? Jak można być spokojnym? Eve czuła się jakoś dodatkowo bezradnie w związku z brakiem jakichkolwiek umiejętności strategicznych, planowania, dowodzenia, dysponowania ludźmi. Nie chciała zawieść, a przecież zdradziła już Valfden, jej przyjaciół, króla, całe Zuesh o które kiedyś walczyła jako paladyn. Jak mogła to odpracować? Zabiła trzech ważnych Kunan i jednego generała. I Silion karze jej być spokojną.
-Obecnie w Bractwie znajduje się pięć tysięcy rycerzy różnych rangą. Są rekruci, rycerze, paladyni i mściciele. W innych siedzibach ulokowanych jest jeszcze około... dziesięciu tysięcy... i pięć tysięcy rezerwowych, takich, co na co dzień nie ćwiczą, ale w barwach Bractwa gotowi są do walki. Dozbrajamy ich od czasu do czasu, także będę zdolni do pomocy. Rekrutów na całym Valfden z tego co mi wiadomo jest 4 tysiące. Rycerzy 6 tysięcy. Paladynów 7 tysięcy i mścicieli 3 tysiące. Ludzi stacjonujących tutaj wyślę na południe i nieco na zachód, co ty na to? Tysiąc zostanie tutaj. Czy proponujesz jakąś inną strategię?- wolała zaciągnąć porady u kogoś bardziej doświadczonego.
-Bractwo będzie się bronić i blokować pochód demonów w stronę Efehidonu. Daj mi 8 tysięcy by blokowali okolice rzeki. Reszta uda się tam gdzie mówisz- na zachód. A co do zwiadowców... Funeris przepadł jak kamień w wodę, nie mam pojęcia co się z nim dzieje. I szczerze mówiąc mało mnie to obchodzi. Szkoda jedynie, że nie pomaga w walkach, bo chociaż tylko po to mógłby się zjawił. I tak nic by nie stracił. Jestem w stanie wezwać anielicę i anioła, Zariel i Razjela. Więcej... nie sądzie, bym dała radę. Oni angażują się w nasze "ziemskie" sprawy. Oni pomogą na pewno- wyjaśniła sprawę zwiadowców. -Tylko muszę wezwać ich z Przystani. To nie potrwa długo- dodała.
-Hmm... Sil, ale ja nie znajdę jedzenia dla 26,5 tysiąca żołnierzy. Mogę kazać rozdać chleb i kubki z wodą, trochę owoców. Ale nie będzie to nic solidnego...- zmartwiła się. Spojrzała smutno w stronę, z której nadchodziło wojsko przewyższające liczebnością wiele miast.
-Silion, mogłabym cię prosić na chwilę na rozmowę w cztery oczy?- uprzejmie spojrzała na krasnoluda, który towarzyszył jej przyjacielowi. Nie chciała, by źle to odebrał.
Silion aep Mor:
Marszałek odwrócił się na pięcie by podejść do juków swego konia którego maść przywodziła na myśl bezgwiezdne niebo w mroczną Hemisową noc. Odpiął guziczek po czym podniósł klapę, z wewnątrz wyjął bukłak z wodą i pociągnął solidnego łyka. Orzeźwienie - tego teraz potrzebował po kilku godzinach jazdy w mocnym Astasowym upale.
Po kilku łykach poczuł się znacznie lepiej, otarł usta zewnętrzną częścią dłoni i odłożył pojemnik spowrotem do juków.
Krasnolud spojrzał na anielicę po czym rzekł spokojnym i opanowanym głosem.
- Bardzo przepraszam ale drapało mnie w gardle od tego upału. Cóż nawet jeśli to miałby być chleb oraz owoce to i tym zapewne nie pogardzą. To dobry oddział, wie co ich czeka. - rzekł spoglądając na czekającą u stóp wzgórza armię która w słońcu majestatycznie błyszczała oślepiając, efekt taki był zasługą stali w którą większość z wojaków była odziana. Uśmiechnął się pod nosem widząc ten obraz.
- Spójrz Evening. Masz tutaj grupę dzielnych ludzi w pełnej okazałości. Czyż to wręcz nie skłania do przemyśleń na temat życia i śmierci? - zapytał zbaczając z tematu - No ale wracając do tematu. Czyli ogółem na całej wyspie macie około dwudziestu tysięcy członków? - zapytał po czym podrapał się po brodzie myśląc - ... w tym tutaj na miejscu pięć tysięcy? Okej, moja armia prawie w całości jest uzbrojona w srebro. Zrobimy taki myk. Tam ci tutaj dwa tysiące jednostek dystansowych by w razie czego odeprzeć atak z powietrza i zostawię Yerrina by dowodził oddziałem a ty wesprzesz mnie dwoma tysiącami rycerzy. Może być? Do tego dam Ci jeszcze 4 tysiące gwardzistów. Nie chcę zbyt uszczuplać oddziału gdyż nie wiem co zastanę na miejscu a tak to będziesz tutaj miała około 9 tysięcy jednostek. Pasuje? - zapytał.
Odetchnął głęboko myśląc nad tym wszystkim co anielica mu powiedziała. Wiedział że każda decyzja którą teraz podejmie może być zbawienna lub opłakana w skutkach. Nie chciał popełniać tyć złych - zbyt cenił sobie własne życie i swoich żołnierzy którzy teraz należeli do niego - jednej z najważniejszych osób w państwie po śmierci króla.
- Zmobilizuj swoich ludzi z tych innych siedzib i niech te dziesięć tysięcy przejdzie przez stolicę i ruszy na zachód. Sam Efehidon jest w miarę dobrze zabezpieczony, miejmy nadzieję że dowódcy zachodu nie dopuszczą do tego by wróg dorwał się do serca wyspy i rozszarpał je niczym wilk życiodajny organ łani. Rezerwowych także na razie zwołaj tutaj, do siedziby, nie wiem gdzie ich pomieścisz ale powinni być tak ukryci by demony myślały iż sama twierdza jest słabo chronione czyli to taki łatwy kąsek. Jak to się uda to będą miały przykrą niespodziankę. - uśmiechnął się zadziornie.
- Funeris zawsze myślał tylko o sobie i swoim wyimaginowanym świecie w którym żyje, gdzie każdy go wielbi i ma za boga. Szkoda strzępić ryja. - skwitował krótko - Poproszę w takim razie o Zariel i Razjela. Którekolwiek z nich wyślemy na zwiad a tymczasem odpoczniemy króciutko. - rzekł spokojnie zaplatając dłonie za plecami.
- Tak, tak, oczywiście. - odrzekł na pytanie dotyczące prywatnej rozmowy po czym odszedł gdzieś na bok z anielicą - Tak więc Ev, o co chodzi? - zapytał lekko zaniepokojony choć skrywał tą emocje pod maską, nie chciał by ktokolwiek teraz widział iż się czymkolwiek martwi.
Nawaar:
Woda i chleb oraz trochę owoców. Te słowa jakoś go nie pocieszały, ponieważ wojownicy jakoś powinni jeść solidnie, bo jak ginąć to chociaż z pełnym żołądkiem i oczywiście brak alkoholu to mu się nie widziało i pewnie, by posmutniał, gdyby nie zapas w jaki się zaopatrzył! Krasnolud odpiął butelkę gorzołki i pociągnął solidy łyk z butli i od razu poczuł się lepiej przynajmniej jak umrze to zadowolony, iż alkohol taki słodki, pyszny działał na niego lepiej niż woda. - Od razu lepiej. Kończąć otarł swoją brodę. Kiellon wraz z koniem przekroczyli bramę Bractwa ÂŚwitu, by tam odpocząć od tej jazdy przez całą drogę bez przerwy. Krasnolud otarł pot z czoła i wraz z koniem poszli gdzieś w cień, aby się nie męczyć więcej oczywiście rozejrzał się wokół mając teraz całą twierdzę do obejrzenia. W sumie mógłby tutaj zamieszkać jakoś wizja ciągłych treningów, musztr i walczenia z demonami i innymi bytami mu nie przeszkadzała do tego to wszystko wyglądało pięknie kapitularz emanował mocą spokoju i ładu, jakby został wybudowany za pomocą krasnoludzkich dłoni. Twierdza nie do zdobycia prawie jak twierdza w Torgonie. Kiellon mógł się tutaj poczuć jak w domu, jednakże teraz odpoczywał czekając na dalsze rozkazy wymarszu albo coś innego do robienia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej