Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Stawka większa niż życie
Narrator:
Nazwa wyprawy: Stawka większa niż życie
Prowadzący wyprawę: Melkior Tacticus/Narrator/Silion
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: brak
Uczestnicy wyprawy: Silion aep Mor, Kiellon aep Kharim, Evening Antarii
Atusel jest dużym, portowym miastem na wschodnim wybrzeżu wyspy. O ponad pięciuset tysiącach mieszkańcach. To właśnie w tym miejscu osiedlili się pierwsi uchodźcy z Marantu i zostali tu tak długo aż odkryty Efehidon nie podźwignął się z ruin umożliwiając przyjęcie w swe mury pierwszych obywateli Valfden. Część ludności pozostała jednak blisko portu prawdopodobnie przypuszczając, że bardzo szybko opuszczą tą dziką wyspę i rzeczywiście część ludności odpłynęła na kontynent, reszta jednak pozostała w tej niewielkiej wiosce by wieść spokojny żywot poczciwych ludzi. Mijające lata przynosiły coraz więcej zmian. Efehidon nie posiadało bezpośredniego połączenia z morzem więc statki handlowe podpływały blisko wioski by przez nią przesyłać towary do miasta. To właśnie była przyczyna rozbudowy wsi, która powoli przekształciła się w miasto. Stare nadbrzeże rybackie zastąpił piękny port mogący przyjąć i odprawić całe floty handlowe, powstały też punkty skupu i sprzedaży towarów potrzebnych na morzu oraz żywności, które stały się dla marynarzy nieocenioną pomocą pozwalającą uzupełnić braki w zapasach. Osiedlało się też tu wielu poszukiwaczy przygód, czekających na okazję by zaciągnąć się na statek i popłynąć w podróż swego życia. Były to główne przyczyny rozwoju Atusel, które powoli traciło swój wiejski charakter i przekształcało się w świetnie prosperujące miasto. Miasto które miało posmakować co to wojna. Dwa Ardenoskie galeony i 12 fregat pojawiło sie wieczorem na horyzoncie.
Silion aep Mor:
Silion aep Mor - zwykły krasnolud, wychowany w odosobnieniu, w górach na kontynencie, wyrzucony z domu za niby "splamienie honoru" rodziny po wypadku na szlaku w górach. Wygnaniec na Valfden, nie mający co z sobą począć, wytrwale kroczący do osiągnięcie swoich celi. Teraz szlachcic, marszałek koronny, szczęśliwa głowa rodziny.
Dziś stojący w porcie Atusel, rozmyślający nad swoim życiem i walczący z poczuciem że coś tutaj nie gra.
Jak co popołudnie po wypłynięciu floty na Zuesh, krasnolud robił patrol nabrzeża wpatrując się w niebo, nie wiedział na co czekał ale w środku jakieś poczucie zagrożenia wierciło mu dziurę w żołądku.
Założył dłonie za plecy i szedł dalej, nagle zauważył iż woda została zmącona, dojrzał jakiś ruch. Złapał za nabitą kuszę i włożył w cięciwę bełt. Przycelował.
Po chwili opuścił broń gdy dojrzał iż to mężczyzna z fortu przed portem płynie na złamanie karku w stronę miasta.
O co chodzi? Gdzie on się tak spieszy? - myślał zdziwiony. Obok Siliona przechodził nagle jaszczur Eren który również zatrzymał się nie wiedząc o co chodzi.
Prowadzący łódź dobił do celu, szybko wyskoczył ze środku transportu i podbiegł do brodacza.
- Panie, obca flota na horyzoncie, 12 fregat i dwa galeony, chyba z banderą Ardenos. - mówił zasapany.
- Ardenos zaatakowało Atusel? Co Ty mówisz dobry człowieku? - zadziwił się.
- Przyrzekam na swoje życie, to wszystko najświętsza prawda... - dodał nadal łapiąc oddech.
- Jeśli tak stawiasz sprawę... - mruknął - Eren! Biegnij do kapitana straży niech roześle wieść do obywateli, mają się tutaj stawić, do tego niech poinformuje ochotniczą armię... Chce ich tutaj widzieć za pięć minut. Nie ma opierdalania się. Robi się nie dobrze. - niemal krzyknął.
- A Ty człowieku wracaj do fortu, poinformuj tam że mają się zbroić. ÂŁadować działa, blisko i dalekosiężne. Wzmacniać umocnienia. Mamy ich zmieść w pył tak aby wiedzieli że do portu w Atusel nie wpływa się bez zaproszenia. - rzekł szybko.
Obaj zrobili co mieli nakazane a Silion pobiegł do zarządcy stoczni.
- Drogi panie, zbroić wszystkie statki. Prochu krasnoludzkiego nie może zabraknąć, Ardenos atakuje, mamy je zmieść w pył. - rzekł już bardziej opanowanym głosem wbiegając do pomieszczenia.
- Tak jest sir. - rzekł posłusznie po czym wybiegł z budynku zarządzić co nakazano.
Krasnolud również wyszedł by ochłonąć, ta wieść go nieco zdezorientowała, nigdy jeszcze nie dowodził armią.
Kiedyś musi być ten pierwszy raz... - pomyślał.
Nie uszedł z 10 kroków a usłyszał przed sobą cichy syk i błysk zielonego światła. Odruchowo odskoczył w tył.
Z blasku wyszedł szaman z Chmielowa w towarzystwie dwóch jemu podobnych magów lecz innych ras - człowieka i elfa.
- Nie spóźniliśmy się? - zapytał ork uśmiechając się przyjaźnie.
- Spóźnić? Ale na co? Ech... Skąd wiedzieliście? - pytał zdziwiony.
- Później Ci wyjaśnię... - odrzekł uciszając krasnoluda - Narazie się skupmy.
Po chwili, dało się słyszeć chrzęst uderzania metalowych butów o kamienną ulicę portu. To żołnierze okuci w stal powoli schodzili się w miejsce zbiórki idąc na baczność oraz podśpiewując pod nosem hymn Valfden.
Napływał ich prawdziwy ogrom, tyle, że sam Silion zagubił się w liczeniu, a był to tylko jakiś niewielki ułamek stacjonujących tutaj ochotników.
Za ciężkozbrojnymi ludźmi przybyły elitarne oddziały krasnoludzkich zabójców a zaś za nimi same Wysokie elfy przygotowane na wszystko.
- Ekhem... - odchrząknął - Czołem żołnierze! - rzekł głośno.
- CZOÂŁEM PANIE! - odrzekł mu tłum.
- Spocznijcie! - odpowiedział - Drodzy zebrani, dzisiaj potrzebuje was, waszego oddania i zaciekłości. Dzisiaj zaatakowało nas Ardenos. Musimy zniszczyć flotę tego plugawego państwa aby wszystkim a zwłaszcza wam żyło się lepiej. Wierzę że razem dokonamy tego i wreszcie będziemy żyć długo i szczęśliwie. - nie umiał prowadzić długich i inspirujących mów.
Wszyscy przybyli kiwnęli głową jak jeden mąż na znak że rozumieją. Byli gotowi do walki, do oddania życia za kraj.
W tym czasie posłaniec z fortu wrócił do niego i zarządził zbrojenie się. Po niespełna 10 minutach byli gotowi do strzałów oraz mieli ogromne zapasy amunicji pod ręką przyniesione z magazynu. Nagle w forcie błysnęło na zielono i pojawił się tam mężczyzna - mag. Był to ten sam osobnik który przybył wraz z szamanem i elfem.
- Mam was tutaj wesprzeć zsyłając meteory na statki. - rzekł krótko po czym rozejrzał się po horyzoncie - Damy rady. - na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.
Flota Atusel także została jak najszybciej przygotowana do walki dzięki pracy kilkuset osób. Statki były gotowe do odparcia ataku.
//Na razie mamy tyle wojska, jakby co to dotrze z koszar więcej:
3000xElitarny gwardzista - posiada broń dystansową.
1500xKrasnoludzki wojownik - posiada broń dystansową.
1500xWysoki elf - posiada broń dystansową.
//Pozostali:
1xMag - w forcie przed portem
1xMag - w porcie
1xSzaman z Chmielowa - w porcie
25xFregata - gotowe do boju!
15xGalera - gotowe do boju!
1 x Galeon "Pixie" - gotowe do boju!
1 x Galeon "Dixie" - gotowe do boju!
Narrator:
Pojawiło się jeszcze 6 fregat, nie zważając na nic płynęły na port. Na każdej po 200 demonicznych ogrów.
Silion aep Mor:
Statki wroga były już w odległości pół kilometra od fortu "Custodi in aeternum", który potrafił miotać pociski na dwa razy większą odległość.
Wrogowie pruli zadziwiająco szybko dzięki sprzyjającej im pogodzie a była ona dość wietrzna z wiatrem skierowanym w stronę miasta. Na czele tego orszaku dumnie płynęły dwa galeony na których łopotała bandera Ardenos. Powoli zmniejszały one swoją odległość by oddać strzał w stronę fortyfikacji.
Działa były już nabite i gotowe do oddania strzału, obsługujące je mężczyźni czekali tylko na znak.
Do fortu teleportował się jeszcze elf, spojrzał na swojego magicznego znajomego i kiwnął do niego głową. Człowiek zszedł na dół i znalazł się poza umocnieniami przed fortem. Stanął na jednej ze skrzyń, spojrzał na wroga który był już w odległości mniejszej niż pięćset metrów. Skoncentrował się i w odpowiednim momencie wypowiedział:
- IZIPASH IPUSH HOUSHAN ELISHASH ARASH QIOSH! - wykonał odpowiedni gest dzięki czemu w stronę wrogich statków ruszyło potężne tornado, ten wir powietrzny o dziwo dawał radę przemieszczać się po tafli wody. Uderzył w przodujące galeony, niszcząc im poszycie oraz wyrzucając załogę do słonego morza.
Gdy strzelcy z fortu zauważyli iż magia uderzyła we wroga natychmiast oddali salwę ze stu dział.
Kule latały i świszczały w powietrzu, sprawiając wrażenie chmary kruków szybujących w stronę horyzontu. Uderzenie ich było opłakane w skutkach dla Ardenos, galeony zostały wręcz podziurawione niczym górski ser z Ereno wraz z kilkoma fregatami.
Pozostałe statki oddały salwę w stronę fortyfikacji obronnej portu, kule rozbiły się o nią czyniąc jej niewielkie szkody, można rzec że wręcz niezauważalne.
Trzy ze statków płynących z tyłu, popłynęły łukiem, okrążając fort tak by skupieni na atakowaniu frontu obrońcy, nie zauważyli ich. Zmierzali w stronę miasta. Były około 200 metrów od "Custodi in aeternum" po lewej i prawej.
Natomiast armia w porcie czekała spokojnie na rozwój wydarzeń. Sam Silion stało uzbrojony po zęby z naładowanymi kuszami chcąc być gotowym na obronę.
- Verror, jak jest? - spytał mężczyzny z lunetą stojącego na dachu pobliskiego budynku.
- Statek podpływa do miasta... - odrzekł po czym spojrzał ponownie przez urządzenie - O chuj... - nagle w dach uderzyła samotna kula armatnia zabijając człowieka i zawalając dach pustego magazynu do wewnątrz.
Szaman widząc tą sytuację zaczął mamrotać coś pod nosem jakby przygotowywał się do rzucenia zaklęcia.
- Kurwa! - krzyknął Silion - Krasnoludzcy zabójcy wystąp przed szereg! - rzekł głośno.
Wielka grupa brodatych stanęła na przedzie armii.
- Gdy tylko te zbłąkane statki wejdą w pole rażenia rozstrzelać w pizdu! Posłać na dno! - mówił dobitnie i wyraźnie.
- Gwardziści! Ustawiacie się na dachach i również staracie się cokolwiek ubić! Wysokie elfy, do szeregu za krasnoludami, przygotować płonące strzały. Zrobimy tam ognisko! - wydawał rozkazy głośno i pewnie.
Wszystko co nakazane przez krasnoluda, zostało wykonane natychmiastowo.
//U przeciwnika:
0xGaleon
9xFregata - stoją przed fortem i przeładowują
3xFregata - starają się uniknąć zostania zauważonym przez fort by wpłynąć do portu.
Narrator:
Do miasta dotarło 5 jednostek. 1000 demonów wysypało się z fregat na brukowane nabrzeże, część nawet skakała do morza i mimo bólu płynęła do brzegu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej