Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicza tajemniczość
Silion aep Mor:
Wszedłeś do środka, Twe nozdrza zostały zaatakowane przez zapach palonego bagiennego ziela. Domek w środku był mały, dwa krzesła, stolik, kilka szafek, na szafkach leżało pełno zwoi, run, i kadzidełek, jedno z nich paliło się i dymiło. W kącie pokoju, w siadzie skrzyżnym medytował ork. Gdy podszedłeś blizej, otworzył jedno oko i grubym głosem rzekł. - Kto zakłóca mi odpoczynek?
Nawaar:
Kiellon pukając raz za razem i nie otrzymując odpowiedzi wszedł do zatęchłej chatki, która doprawdy była skromna jak na szamana przystało waliło tutaj ziołami a szczególnie bagiennym zielem, które uderzyło bezpośrednio w jego nozdrza. Krasnolud nawet dwa razy zakaszlał, bo było tego za pełno jeden wielki dym. Widocznie szaman w ten sposób miał wizje i kontaktował się w tak ze swoimi bogami. Brodacz poszedł trochę dalej i jego oczom ukazał się szaman nie byle jaki acz orkowy oni mają dopiero zupełnie inny charakter i na samym początku został zaatakowany potokiem słów, bo mu przeszkodził w rytuale albo bogowie wiedzą w czym jeszcze.
- Przepraszam, że przeszkadzam- skłonił się lekko i mówił dalej- nazywam się Kiellon aep Kharim i poszukuje pewnego elfa, może go widziałeś? Wysoki, koszula w kwiaty, czarne spodnie i buty a nazywał się Janusz. Powiedział formułkę, która będzie mu się śnić po nocach tak samo jak wygląd tego elfa krasnolud powoli wpadał w objęcia obsesji.
Silion aep Mor:
Szaman zamknął oczy i nie patrzył się na Ciebie. Oddychał spokojnie i miarowo wdychając kolejne obłoki dymu. Wyglądał na cały czas mocno skupionego.
- TEN elf? Przybył tutaj do mnie jakieś trzy dni temu z rana, był pod silnym wpływem alkoholu i mocno nim śmierdział, możliwe też że miał tą reakcję organizmu którą ludzie nazywają kacem ponieważ wyglądał strasznie źle. - mówił spokojnie lecz mocnym, grubym i donośnym głosem - Gdy wszedł do mojego domu nie wiedząc czemu zemdlał. - ork najwidoczniej nie myślał o tym jak zareagowało takie stężenie ziela na pijanego, chuderlawego elfa.
- Przespał tutaj dwa dni, po czym ruszył wgłąb lasu, nie mówił czemu a ja go nie zatrzymywałem. Niezbadane są nici przeznaczenia i nie powinno się ich plątać, każdy powinien sam odkrywać własne przeznaczenie. - rzekł bardzo powoli.
Odetchnął głęboko i zastygł na chwilę w bezruchu. Na jego czole zauważyłeś zmarszczki zamyślenia.
- CO TRZYMASZ W DÂŁONIACH? WYCZUWAM W TYM CZYMÂŚ INTERESUJÂĄCÂĄ AURĂ. - mówił prawdopodobnie o książce i mapie.
Przeszły cię ciarki słysząc jego głos.
Nawaar:
Krasnolud przytakiwał głową rozumiejąc wszystko a nawet fakt, że ork zamknął oczy i nie patrzył na niego nie sprawiło mu przykrości po prostu go ignorował i traktował jako dziwnego osobnika ze swoimi zwyczajami, który od palenia ziela mogło się poprzestawiać kilka klepek aż dziw bierze, że go tak nie nazwali tutejsi mieszkańcy, ale cóż słuchał dalej donośnego głosu i powoli wszystko nabierało sensu. Zaginięcia elfa na dwa dni a potem kolejne w głuszy, co do picia to elfi naród nigdy nie był w tym dobry, nie jak krasnoludy a do tego stężenie ziela niemal krasnoluda powaliło, ale jakoś wytrzymywał i sobie radził miał zdrowe płuca. Kiellon rozumiał gdzie ma iść kolejny raz, lecz padło dziwne pytanie w jego stronę. Brodacz trzymając w rękach pistolety myślał, że chodziło mu o nie i lekko miał zamiar pociągnąć za spust i zabić orka, bo się zląkł kiedy on tak głośno przemówił zwłaszcza o tej dziwnej aurze. Jednak wtedy popatrzył na siebie i odłożył bronie do kabur i rozumiał, że chodzi o mapę oraz książkę jako słownik.
- Masz na myśli to! Podniósł do góry pokazując je orkowi. - Ja jakoś nie wyczuwam w nich aury, więc mogę Ci je oddać, bo to co sprawdziłem już mi w zupełności wystarcza i dałeś mi ważne wskazówki gdzie go szukać i co porabiał elf. Zaproponował zielonemu, o ile będzie je chciał.
Silion aep Mor:
Ork zaciągnął się mocniej bagiennym zielem.
- Wiedziałem że przyjdziesz, miałem sen o Tobie. Przyniosłeś mi bardzo ważną księgę o mocnej magicznej aurze, do tego ten zwój, on jest kluczem do niej a nie ona do niego. Wiem też że ją zabazgrano, cóż za brak poszanowania. Ten papier przedstawia mapę ale tylko właściwa osoba ujrzy to co tam naprawdę jest ukryte. Na stole przygotowałem dla Ciebie dwa mieszki złota, w podzięce. Weź je zostawiając na ich miejsce te przedmioty i zapomnij że mnie widziałeś. Przynajmniej na jakiś czas. - rzekł nadal nie otwierając oczu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej